Potwierdziły się najgorsze prognozy. Producenci rzepaku mówią o dużych stratach po wprowadzeniu zakazu stosowania neoinikotynoidów. I nie tylko oni.

- Od czasu wprowadzenia zakazu stosowania neoinikotynoidów, jest większy problem ze zwalczaniem śmietki kapuścianej w rzepaku ozimym - mówi Krzysztof Jasiński, rolnik z miejscowości Biskupiczki (woj. warmińsko-mazurskie), który gospodaruje na 115 ha, z tego ok. 50 ha stanowi uprawa rzepaku. Podobnie uważa Maciej Iżowski, rolnik z Beska (woj. podkarpackie), który z wykształcenia jest biologiem: - Ten zakaz to był absolutnie nietrafiony pomysł!

 

Juliusz Młodecki, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych, uważa że brakuje środków, które skutecznie mogłyby zastąpić neonikotynoidy: - I to nie jest widzimisię naszego zrzeszenia. Naukowcy z Instytutu Ochrony Roślin - Państwowego Instytutu Badawczego w Poznaniu, potwierdzają nasze obawy. 


Przeczytaj też: 12 rolniczych przykazań, gdy stosujesz środki ochrony roślin. Wiosna na polu

 

Prof. dr hab. Marek Mrówczyński z Instytutu Ochrony Roślin - PIB w Poznaniu przypomina: - Zakaz stosowania zapraw neonikotynoidowych został wprowadzony w całej Unii Europejskiej Rozporządzeniem nr 485/2013. Obowiązuje od 1 grudnia 2013 r. i miał być wycofany po 2 latach, jeżeli badania oraz oceny ryzyka dla pszczół będą zakończone. UE ogłosiła w 2016 roku, że w styczniu 2017 roku  podejmie decyzję w sprawie tych zapraw nasiennych. Jednak na początku obecnego roku UE podała, że sprawę rozpatrzy w listopadzie 2017 roku.

 

Profesor dodaje, że EFSA - naukowa organizacja UE ds. bezpieczeństwa żywności,  8 listopada 2016 r.  opublikowała ekspertyzę, która zaleca UE całkowite wycofanie i usunięcie  zapraw neonikotyniodowych stosowanych w burakach cukrowych, ziemniakach oraz zbożach ozimych.

 

- Dalsze rozszerzanie zakazu stosowania tych zapraw na wiele ważnych upraw spowoduje, że ochrona roślin będzie jeszcze trudniejsza i droższa, gdyż zwiększy się liczba zabiegów opryskiwania roślin -  uważa profesor. - W Stacjach Oceny Odmian COBORU kilka lat temu,  gdy można było stosować zaprawy nasienne istniała potrzeba przeprowadzenia 0,5 zabiegu opryskiwania rzepaku po wschodach roślin.  Aktualnie, gdy nie można stosować zapraw nasiennych, przeprowadza się średnio prawie 4-krotnie zabiegi opryskiwania roślin przeciwko szkodnikom, które uszkadzają rzepak w okresie jesiennej wegetacji.  Czyli chemizacja wzrosła prawie 8 razy, co ujemnie oddziałuje na środowisko, w tym pszczoły oraz zwiększyło koszty ochrony i produkcji rzepaku.

Śmietka wykorzystała sytuację

Naukowiec podkreśla, że zaprawy  nasienne pozwalają na punktowe stosowanie środków ochrony roślin, natomiast zabiegi nalistne dotyczą całej plantacji rzepaku: - Zaprawy nasienne są podstawowym zabiegiem i spełniają wymagania integrowanej ochrony roślin. W Polsce i innych krajach UE do ochrony rzepaku i zbóż jarych przeciwko szkodnikom całkowicie brakuje zapraw nasiennych, natomiast w kukurydzy została tylko jedna zaprawa.

 

Zarówno profesor Mrówczyński, jak i prezes Młodecki zwracają uwagę, że w rzepaku ozimym brak zapraw wpłynął na wzrost uszkodzeń korzeni przez śmietkę kapuścianą, co pogorszyło przezimowanie roślin, nawet podczas średnich mrozów. - Wykorzystują to firmy ubezpieczeniowe - dodaje Młodecki. Przyznają to także inni rolnicy, którzy twierdzą, że niektórzy mieli problemy z wykupieniem polis, inni nie otrzymali odszkodowania, gdy towarzystwa dowiodły, że rośliny były osłabione przez szkodniki i dlatego źle przezimowały.


Przeczytaj też: Dopłaty do materiału siewnego 2017. Pamiętaj - jest nowy wzór wniosku

 

- Korzenie są także uszkadzane przez chowacza galasówka, który również wpływa ujemnie na przezimowanie roślin - uważa prof. Marek Mrówczyński. - W okresie, gdy stosowane były zaprawy spotykało się średnio 1  roślinę uszkodzoną na 1000, natomiast obecnie co 4 roślina ma korzeń, na którym rozwija się chowacz galasówek.

 

Dodaje, że w 2016 r. upalny i suchy wrzesień spowodował, iż pojawiły się mszyce, które wcześniej były ograniczane przez zaprawy: - Mszyce spowodowały, że rośliny rzepaku zostały porażone wirusem żółtaczki rzepy (TuYV), co również ujemnie wpłynęło na wzrost roślin oraz na zimowanie. Brak zapraw nasiennych wpłynął również na bardzo silne zniszczenie liści przez wiele szkodników, takich jak:  pchełki, tantniś krzyżowiaczek, gnatarz rzepakowiec, miniarki oraz mączliki.  Szkodniki te osłabiają wzrost roślin,  co ujemnie wpływa na zimowanie. Podobnie w kukurydzy -  brak zapraw spowodował wzrost strat, gdyż szkodniki w większym stopniu uszkadzają rośliny w okresie wschodów (śmietka kiełkówka) oraz po wschodach (ploniarka zbożówka). 

 

Więcej zabiegów

- Zakaz stosowania neoinikotynoidów doprowadził do tego, że gospodarze stosują więcej środków nalistnych, zatem dla środowiska to znacznie gorzej - dodaje rolnik z Beska. Profesor wyjaśnia, iż brak zapraw nasiennych spowodował, że gospodarz musi wielokrotnie opryskiwać całą powierzchnię plantacji insektycydami, co zwiększa chemizację oraz podwyższa koszty produkcji: - W Polsce brakuje oficjalnie zarejestrowanych insektycydów do opryskiwania roślin przeciwko takim szkodnikom, jak: śmietka kapuściana, chowacz galasówek, miniarki, mączliki, pędraki i drutowce. Brak możliwości zwalczania ważnych gospodarczo szkodników rzepaku wpływa na wzrost strat. 

 


Brak zapraw nasiennych oraz bardzo ograniczona liczba insektycydów nalistnych utrudnia oraz często uniemożliwia prawidłową ochronę zarówno rzepaku, jak również kukurydzy oraz  zbóż jarych.

 

Zakaz można zawiesić

- Unia zgodnie z Rozporządzeniem nr 1107 z 2009 r. zezwala na derogację, czyli zawieszenie obowiązywania w danym państwie zakazu np. stosowania zapraw neonikotynoidowych na okres 120 dni w ciągu roku - dodaje prof. Mrówczyński. - Czasowa możliwość stosowania dotyczy konkretnej zaprawy oraz gatunku uprawy np.  rzepaku ozimego. Od 4 lat Finlandia zezwala na czasowe stosowanie zapraw neonikotynoidowych w rzepaku jarym. W 2017 r. Finlandia jako pierwszy kraj w UE posiada derogację dla rzepaku jarego. W warunkach agroklimatycznych Finlandii rzepak jary zakwita po upływie prawie 2 miesięcy, natomiast w Polsce rzepak ozimy zakwita po ok. 8 miesiącach. W Finlandii o derogację występują pszczelarze, gdyż rzepak jary należy do najważniejszych roślin miododajnych. W Polsce organizacje pszczelarskie są przeciwne zaprawom nasiennym, czyli wolą kilkakrotne opryskiwanie roślin, co stwarza rzeczywiste zagrożenie dla pszczół. Estonia od 9 lutego 2017 r.  ma ponowną derogację na stosowanie zapraw neonikotynoidowych do ochrony rzepaku jarego, zaś niebawem ponowne derogacje będą obowiązywały na Litwie i Łotwie i dotyczyć będą rzepaku jarego. 

 


- Dlaczego inne kraje stosują derogację, a Polska nie? - zastanawia się Maciej Iżowski, rolnik z Beska (woj. podkarpackie). 

 

Prof. Mrówczyński: - W Polsce Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nigdy nie skorzystało z możliwości czasowego dopuszczenia zapraw z tej grupy dostosowania w rzepaku ozimym i kukurydzy. Należy sądzić, że w 2017 r. MRiRW skorzysta z derogacji i dopuści chociaż jedną zaprawę do ochrony rzepaku ozimego.

 

Zdaniem profesora - w celu poprawienia jakości zaprawiania nasion - należy wprowadzić obowiązek prawny stosowania zapraw neonikotynoidowych tylko przez firmy posiadające certyfikat ESTA, który jest zalecany przez UE jako system najlepszej jakości zaprawiania kwalifikowanego materiału siewnego: - W Polsce nadzór nad certyfikacją sprawuje Polska Izba Nasienna.  5 firm posiada w Polsce certyfikat jakości dobrego zaprawiania ESTA, natomiast kilka kolejnych jest na końcowym etapie przyznania uprawnień. Zaprawianie kwalifikowanego materiału siewnego zgodnie z certyfikatem ESTA  w połączeniu z użyciem polimerów, pozwoli na całkowite zlikwidowanie pylenia zaprawy, co wyeliminuje ujemne oddziaływanie na środowisko, w tym pszczoły.

 

Wypełnić lukę

Ewa Lech, wiceminister rolnictwa ma nadzieję, że do maja tego roku zakończy się proces rejestracji innego, skutecznego  środka, który wypełni lukę po neoinikotynoidach. Zdaniem prof. Mrówczyńskiego szansą może być nowa zaprawa nasienna, która nie należy do grupy insektycydów neonikotynoidowych: - Najnowszą grupą chemiczną  insektycydów są antranilowe diamidy. Od 6 lat w Polsce zarejestrowany jest należący do grupy diamidów  insektycyd zawierający substancję czynną - chlorantraniliprol, który zwalcza stonkę ziemniaczaną, szkodniki warzyw i sadów. Do grupy diamidów należy także substancja czynna - cjantraniliprol, która w wielu państwach świata (z wyłączeniem UE) stosowana jest do zaprawiania  nasion oraz opryskiwania roślin. Substancja ta pobierana jest przez system korzeniowy i przemieszczana jest systemicznie w roślinie. Na szkodniki działa kontaktowo oraz układowo. Zwalcza szkodniki należące do owadów z rzędów: motyle, chrząszcze, muchówki, pluskwiaki i przylżeńce. W rzepaku zwalcza najważniejsze jesienne szkodniki, takie jak:  śmietka kapuściana, pchełki, chowacz galasówek, mszyce, tantniś krzyżowiaczek, gnatarz rzepakowiec, miniarki. Na szkodniki rzepaku ozimego cjantraniliprol zastosowany  jako zaprawa nasienna w formulacji FS (płynny koncentrat zawiesinowy) działa tylko do stadium 5 liści właściwych, czyli podobnie jak wcześniejsze zaprawy.


Przeczytaj też: Krajowa Wystawa Zwierząt Hodowlanych 2017 w Poznaniu. Poznaj program

Profesor dodaje, że czasowe ograniczenie działania zapraw nasiennych do 5  liści, często zmusza rolników do przeprowadzenia uzupełniających zabiegów poprzez  opryskiwanie roślin: - Dodatkowe zabiegi ochronne są potrzebne wówczas, gdy jesienią występują wysokie temperatury powietrza i gleby, a częsty brak zimy,  albo wegetacja trwająca do końca grudnia, wpływają na większy pojaw nowych pokoleń szkodników,   których już nie zwalczają zaprawy nasienne.

 

Jego zdaniem ograniczone czasowo działanie zapraw nasiennych oraz dłuższa o około 2 miesiące jesienna wegetacja rzepaku, wymusza dodatkowe opryskiwanie roślin insektycydami nalistnymi: - Aktualnie jest bardzo ograniczona liczba zarejestrowanych insektycydów do jesiennej ochrony rzepaku, co utrudnia prawidłowe zwalczanie szkodników. 

 

Integrowana ochrona

Prof. Mrówczyński przypomina, że integrowana ochrona polega na zastosowaniu metod:  agrotechnicznej, hodowlanej (nowe odmiany), biologicznej, a dopiero w ostateczności można użyć metody chemicznej, uwzględniając toksyczność dla ludzi i środowiska, w tym wpływu na pszczoły oraz organizmy pożyteczne: - Agrotechnika to najważniejsza metoda  polegająca na prawidłowym płodozmianie z wykorzystaniem  minimum 4-letniej przerwy w uprawie rzepaku. Wszystkie uproszczenia w uprawie wpływają na wzrost zagrożeń dla rozwoju roślin, jakie powodują szkodniki. Uprawa gorczycy jako poplonu lub międzyplonu oraz pozostawienie samosiewów jako nawozu zielonego na przyoranie, zwiększa stopień uszkodzeń zasiewów rzepaku ozimego przez szkodniki, jak również choroby (np. kiła kapusty).

 

Podkreśla, że w rejonach, gdzie szkodniki od wielu lat uszkadzają rzepak w dużym stopniu, najlepiej wysiewać odmiany mieszańcowe, które cechują się szybszym wzrostem oraz lepiej regenerują uszkodzenia spowodowane przez agrofagi lub mrozy,  niż odmiany populacyjne. - Bardzo ważne jest zrównoważone nawożenie, które uwzględnia zawartość substancji pokarmowych w glebie - dodaje profesor. 

 

- Zależy nam na ochronie środowiska, ale nie może być tak, że na podstawie „rzekomej szkodliwości” wprowadza się ograniczenia - mówi prezes Młodecki. - Ostatnie trzy lata pokazały, że traci na tym przyroda (bo rolnicy stosują więcej środków nalistnych), gospodarze ponoszą wyższe koszty produkcji oraz straty w uprawach zniszczonych przez szkodniki. I mają problemy z ubezpieczaniem rzepaku! Dlatego nasze zrzeszenie wystąpi z wnioskiem o uchylenie zakazu.