Na ostatni kwartal 2016 roku, producenci jaj nie narzekali. Do kiedy potrwa dobra passa? Nie wiadomo. Na horyzoncie czają się ciemne chmury w postaci ptasiej grypy, konkurencji ze Wschodu i salmonelli. Strefa AGRO także na Facebooku. Dołącz do nas!

Czego można się spodziewać w tym roku w branży jaj? Hipotetyczne scenariusze przedstawia nam dyrektor Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz. Jak jednak wskazuje, formułowanie prognoz na najbliższe miesiące obarczone jest ryzykiem w postaci grypy ptaków. A nie da się przecież przewidzieć, jak rozprzestrzeni się wirus w Polsce.

 


Zobacz: Ptasia grypa znów atakuje! Tym razem - indyki w Lubuskim

 

Sprawdźmy więc, jak wyglądała sytuacja w innych państwach, które też walczyły lub nadal borykają się z tym wirusem. 

 

- Najjaskrawszym przykładem jest Korea Południowa - podkreśla Mariusz Szymyślik. - Wybicie ok. 15% pogłowia drobiu w tym kraju spowodowało wzrosty cen jaj o ponad 70%. Tragedie producentów likwidowanych stad przeplatają się tam z rosnącymi zyskami hodowców, którym dopisało szczęście. Reakcje na grypę ptaków mogą jednak nie być tak proste i oczywiste, jak wzrost ceny przy kurczącej się podaży. Świadczy o tym przykład amerykański gdzie grypa dziesiątkowała stada w zeszłym roku. Najpierw, podobnie jak w Korei, ceny wzrosły. Jednak efektem choroby, który ujawnił się po kilku miesiącach był istotny spadek produkcji, spadek popytu na jaja i – w efekcie - spadek cen. 

 

 

Kolejny punkt - powrót salmonelli. Dyrektor KIDiP przypomina, że jeszcze w połowie 2016 roku wydawało się, że rządowe problemy przeciwdziałania salmonelli załatwiły sprawę tej choroby raz na zawsze: - Takie wnioski wspierały także analizy wieloletnich statystyk.

 

A jednak. - Bakteria zaatakowała nieoczekiwanie dużych i bardzo dużych producentów - opisuje Mariusz Szymyślik. - Zmniejszenie podaży jaj na polskim rynku będące następstwem działań władz weterynaryjnych wywindowało ceny jakie otrzymywali od hurtowników producenci o około 50% w ciągu zaledwie kilku tygodni. Zadowolenie producentów skokową poprawą dochodowości jest jednak tonowane obawami o dalsze rozprzestrzenianie się bakterii. Powszechną na rynku jest wiedza o producentach, którzy mimo nakazów lekarzy weterynarii nie mogli zlikwidować swoich stad w 2016 i muszą czekać na poświąteczne unormowanie pracy w ubojniach.

 

Przypominamy: Mogłeś kupić jajka z salmonellą

 

Europejczycy chętnie sięgają po jajka, popyt rośnie. Z drugiej jednak strony, polscy producenci boją się, że dobra passa ich opuści.

 

- Strach opiera się na założeniu, że „postsalmonellowi” producenci rychło odbudują stada. Średnio powinno to trwać około 18 - 19 tygodni - zwraca uwagę dyrektor Mariusz Szymyślik. - Oznacza to powrót podaży do normalnych poziomów na wiosnę. Czy ceny wtedy gwałtownie spadną? Spadek prawdopodobnie nastąpi, ale nie powinien być tak głęboki, aby dotknąć poziomów oglądanych w lecie 2016. Może nie będzie to nawet spadek cen, a jedynie korekta. Taką spekulację można oprzeć na wspomnianym wcześniej silnym, strukturalnym popycie europejskim oraz na kontraktach długoterminowych z sieciami handlowymi. Obecnie kontrakty te działają jak kotwica, bo w wielu z nich są zapisane poziomy cenowe sprzed wzrostu. W przyszłości mogą pełnić odwrotną rolę i być dla rynku pewnym punktem odniesienia. Wsparciem dla cen może być też popyt na produkty jajeczne z Azji, która będzie desperacko poszukiwała towaru po niezwykle dramatycznym przebiegu grypy ptaków, która zdziesiątkowała tamtejszą populację kur nieśnych.

 


Polscy producenci jaj mogą obawiać się konkurencji ze Wschodu. Możliwe są informacje o przejęciach.

 

- Pod koniec 2016 dowiedzieliśmy się, że jedną z większych ferm ma przejąć jeden z czołowych producentów jaj w Europie firma Ovostar Union. Kwestią czasu wydaja się kolejne akwizycje - wskazuje fachowiec. - Dla producentów może to oznaczać zderzenie z agresywnym, współczesnym systemem zarządzania, co zapewne warunków rynkowych nie poprawi. Tłoczniej robi się także na unijnym rynku produktów jaj, na którym – korzystając z bezcłowych kontyngentów – coraz mocniej rozpychają się firmy ukraińskie (odpowiadają już za ponad 50% unijnego importu jaj mimo, że jeszcze trzy lata temu ich udział oscylował wokół zera!).

 

Źródło: Opracowanie Mariusza Szymyślika, dyrektora Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz