Stawy Milickie, które zarządzają największym rezerwatem przyrody w Polsce mogą stracić ogromną unijną dotację, którą do tej pory otrzymali hodowcy ryb słodkowodnych. - W tej sytuacji utrzymanie tego wyjątkowego ekosystemu, jakim są Stawy Milickie zostanie zagrożone - alarmuje Piotr Połulich, prezes spółki Stawy Milickie. Według niego cofnięcie dopłat dla polskich rybaków spowoduje, że większość polskiego rynku wypełnią ryby importowane głownie z Czech, Węgier, Litwy, a wkrótce zapewne i z Chin.

Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej poinformowało, że zamierza wycofać rekompensaty wodnośrodowiskowe przeznaczone dla hodowców ryb słodkowodnych. Rekompensaty częściowo wyrównywały hodowcom straty ponoszone w hodowli. Teraz pieniądze te przekazane będą sektorowi rybołówstwa morskiego.


Dla Stawów Milickich przewidywana kwota rekompensat za rok to 6 710 492,26 zł , co w ciągu 5 lat obowiązywania pakietów wyniosłoby w sumie 33 552 461,30 zł.

Stawy Milickie to największy kompleks stawów hodowlanych w Polsce liczący ponad 6500 ha stawów. 95 proc. zbiorników w których spółka prowadzi hodowlę znajduje się na Obszarach Chronionych Natura 2000, a 60 proc. objętych jest ścisłą ochroną rezerwatu przyrody „Stawy Milickie”. Kompleks stawów w Dolinie Baryczy objęty jest również konwencją Ramsarską, której celem jest ochrona cennych obszarów wodno-błotnych, a szczególnie populacji ptaków wodnych oraz wpisany jest na listę Living Lakes, na której znajdują się wyjątkowe zbiorniki wodne świata.

 

- Stawy stworzone zostały przez człowieka w celu prowadzenia gospodarki rybnej, ale z czasem stały się ostoją wyjątkowej przyrody, która dziś jest chroniona przez wymienione formy prawne. Dla rybaków wiąże się to bezpośrednio ze zwiększeniem kosztów działalności, strat w pogłowiu ryb oraz z ograniczeniem możliwości produkcyjnych stawów. Nie istnieją przepisy prawa na mocy których gospodarstwa rybackie otrzymywałaby odszkodowania z tytułu strat wyhodowanych przez siebie ryb, powodowanych przez ptaki i zwierzęta rybożerne i paszożerne - komentuje Piotr Połulich, prezes spółki Stawy Milickie. Dodaje także, że koszty utrzymania rezerwatu ponosi spółka prowadząc hodowlę ryb, której znaczna część stanowi pożywienie dla ptaków oraz innych zwierzą.

 

- Przychody ze sprzedaży ryb i innych usług nie są w stanie pokryć wszystkich kosztów związanych z utrzymaniem największego w Polsce rezerwatu ptaków wodno-błotnych i cennych obszarów sieci NATURA 2000. Jedyną z form wyrównania strat dla rybactwa śródlądowego są rekompensaty wodno-środowiskowe, choć i one pokrywają zaledwie około 50 proc. kosztów spółki związanych z ochroną przyrody. Brak tych rekompensat będzie poważnym problemem dla nas  oraz dla właściciela, czyli samorządu województwa dolnośląskiego. Tych pieniędzy po prostu zabraknie W tej sytuacji utrzymanie tego wyjątkowego ekosystemu, jakim są Stawy Milickie zostanie zagrożone - alarmuje prezes Połulich.

 

Według niego cofnięcie dopłat dla polskich rybaków spowoduje, że większość polskiego rynku wypełnią ryby importowane głownie z Czech, Węgier, Litwy, a wkrótce zapewne i z Chin.