Rozmowa Strefy AGRO ze Zbigniewem Obrockim, rolnikiem z Ustronia Morskiego, wiceszefem Krajowej Rady Solidarności Rolników Indywidualnych.

- 1 maja 2016 roku w Polsce przestaną obowiązywać obecne ograniczenia w sprzedaży ziemi rolnej obcokrajowcom. Czy Pan boi się, że wtedy cudzoziemcy mogą zacząć masowo wykupywać ziemię w naszym kraju? 

- Oczywiście, że tak. Dlatego jak najszybciej muszą zostać zmienione przepisy. Właśnie po to, aby zostały zmienione, rolnicy w całym kraju głośno protestowali. Przez Polskę przetoczyła się fala protestów.

Osobiście w 2011 roku wystąpiłem do prezydenta Bronisława Komorowskiego, aby nie podpisywał nowelizacji ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego, a w tym roku w sprawie tegorocznej nowelizacji z taką samą petycją zwróciłem się do prezydenta Andrzeja Dudy. Prezydent Duda co prawda podpisał ustawę, ale stwierdził, że jest zła i musi być jak najszybciej zmieniona. 

- Dlaczego są potrzebne zmiany w ustawie? Przecież zaledwie co w czerwcu tego roku Sejm znowelizował ustawę o kształtowaniu ustroju rolnego. Miała ona spowodować właśnie ochronę gruntów rolnych i umożliwić ich sprzedaż jedynie rolnikom indywidualnym. 

- Ta ustawa to bubel. Ona jedynie utrudni obrót ziemią rolnikom indywidualnym, ale moim zdaniem wcale nie zahamuje jej sprzedaży spółkom prawa handlowego. Na dodatek ograniczy własność prywatną. Rolnik nie będzie mógł sam decydować komu sprzeda ziemię. Jeśli zechce to zrobić, będzie musiał mieć zgodę komisji powołanej przy Agencji Nieruchomości Rolnych.

- Jak to jest możliwe, że polską ziemię kupują cudzoziemcy? Przecież mają zakaz. Jest on zapisany w obecnie obowiązujących przepisach. 

- Jest możliwe, bo ustawa daje możliwość obejścia prawa. Spółki nie sprzedają ziemi, tylko udziały lub akcje, a obrót tymi nie jest zabroniony.


Rezultat jest taki, że pomimo iż w Polsce obowiązuje zakaz sprzedaży ziemi cudzoziemcom, ja mam sąsiada Niemca, który posiada dziewięć tysięcy hektarów ziemi. W pobliżu gospodarują także Duńczyk, Szkot, a nawet Arab. 

 

- W jaki sposób spółki kupują tyle ziemi? Przecież mogą mieć co najwyżej do 500 hektarów. 

- Tak. Takie prawo wprowadziła nowelizacja ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego z 2011 roku. Zgodnie z nią spółka, która ze swojej dzierżawy wyłączyła 30 procent areału na powiększenie gospodarstw rolników indywidualnych, mogła niejako w nagrodę wykupić do 500 hektarów. Spółki bardzo ochoczo z tego skorzystały i korzystają nadal. Kupują do 500 hektarów, potem dzielą się, tworzą spółki matki, spółki córki, a nawet spółki wnuczki i robią cuda. Przekazują sobie ziemię. Dzięki temu spółka matka, która da swoją ziemię spółce córce już nie ma 500 hektarów i może kupować dalej grunty rolne. I tak w kółko. Nikt nad tym nie panuje. Ani ministerstwo rolnictwa, ani Agencja Nieruchomości Rolnych nie mają nad tym kontroli. A co gorsza ziemie, które spółka wydzieliła z dzierżawy, aby uzyskać prawo do kupna ziemi i tak nie trafiają w ręce rolników indywidualnych, bo są wykupywane na przetargach przez słupy, czyli przez podstawione osoby. Rolnicy polscy nie są w stanie z nimi konkurować, przebić ich na przetargu, bo oni dysponują dużo większą gotówką i dyktują wysokie stawki.


Te słupy potem w obrocie prywatnym sprzedają czy przekazują ziemię spółkom. Rezultat jest taki, że spółki nawet w naszym województwie zachodniopomorskim mają po 30 tysięcy hektarów i dalej ziemię kupują. A rolnik polski może dokupić tylko do 300 hektarów, jeśli rzecz jasna w ogóle uda mu się wygrać przetarg. 

 

- Czy jest jakaś szansa, że te przepisy się zmienią? 

- Nowa ustawa ma zlikwidować zapis, który umożliwia spółkom kupno do 500 hektarów w zamian za wyłączenie z dzierżawy 30 procent areału na powiększenie gospodarstw rolników. 

- Twierdzi Pan, że obecnie obowiązująca ustawa, przyjęta w czerwcu tego roku, utrudni obrót ziemią rolnikom indywidualnym. W jaki sposób? Czy teraz już nie będą mogli gospodarować nią, swoją własnością, tak jak będą chcieli? 

- Niestety, jeśli prawo nie zostanie zmienione, to tak będzie. Otóż obowiązująca ustawa zakłada, że rolnik, który ma niewielkie gospodarstwo - w województwie zachodniopomorskim do 30 hektarów ziemi - nie będzie mógł sam decydować komu ją ma sprzedać i za ile. Nie będzie mógł także takiego gospodarstwa podzielić pomiędzy swoje dzieci. Ziemię będzie mógł od niego kupić, jedynie za zgodą Agencji Nieruchomości Rolnik, tylko rolnik na upełnorolnienie, czyli powiększenie swojego gospodarstwa do 30 hektarów. Ustawa ta zastępuje scalanie gruntów i jest bardzo niesprawiedliwa. Na niej znowu skorzystają duzi rolnicy, którzy mają dużo ziemi, a mali znowu stracą. 

- Nowa ustawa ma przywrócić cesję. Co to znaczy?

- Nowelizacja ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego z 2011 r. zlikwidowała cesję. Źle się stało. Walczyliśmy wtedy o to, aby spółki nie mogły sobie przekazywać ziemi, a skończyło się na tym, że rolnik indywidualny ma ograniczone prawa. Na przykład ja dzierżawię część ziemi od Agencji Nieruchomości Rolnych. Chciałbym kiedyś przekazać ją cesją synowi czy córce. Tymczasem zgodnie z obowiązującymi przepisami nie mogę tego zrobić. Musiałbym oddać ją agencji, a ta wystawiłaby ją drugi raz na przetarg. Na nim moje dzieci w konkurencji z bogatymi spółkami zagranicznymi pewnie nie miałyby szans.


Rozmawiałem z Niemcem. Twierdzi, że dostaje od państwa niemieckiego bezzwrotny kredyt na zakup polskiej ziemi i jeszcze dodatkowo na wyposażenie gospodarstwa. 

 

- A co Pan sądzi o projekcie nowelizacji ustawy zgłoszonym przez Prawo i Sprawiedliwość? 

- Znam ten projekt. Mówi, że aby kupić polską ziemię, trzeba spełnić cztery warunki. Pierwszy jest taki, że ziemię może kupić tylko rolnik indywidualny, drugi - tylko do 300 ha, trzeci - trzeba udowodnić, że część pieniędzy na zakup ziemi pochodzi z gospodarstwa rolnego i wreszcie czwarty - że nabywca przez co najmniej dziesięć lat musi sam osobiście ewentualnie z rodziną uprawiać tę ziemię. Jeśli się okaże, że na przykład po dziewięciu latach już tego nie robi, to ziemia mu zostanie zabrana i otrzyma jedynie zwrot poniesionych kosztów. Uważam, że ten projekt jest dobry i oby został przyjęty przez Sejm jak najszybciej. Trzeba przecież wreszcie uniemożliwić sprzedaż ziemi spekulantom, cudzoziemcom, podstawianym słupom oraz spółkom prawa handlowego. Jednak ja osobiście uważam, że należałoby pójść dalej, czyli w ogóle wstrzymać sprzedaż ziemi spółkom prawa handlowego, a jedynie im ją dzierżawić. 

- Dlaczego? 

- Dzięki temu skończyłaby się spekulacja ziemią, przestałaby ona być towarem. Moim zdaniem rolnik też powinien dzierżawić ziemię od Agencji Nieruchomości Rolnych, a pieniądze inwestować w sprzęt. Gdyby przechodził na emeryturę, wtedy oddałaby państwu ziemię. Tymczasem obecnie rolnik nie może jej wydzierżawić, a musi ją kupić. Niektórzy bankrutują, bo nie są w stanie spłacić kredytów zaciągniętych na ten cel.