Świętokrzyscy i krajowi hodowcy ryb walczą o przyznane im przez Komisję Europejską rekompensaty wodno - środowiskowe. Decyzją ministra gospodarki morskiej Marka Gróbarczyka pieniądze zostały przesunięte na Morze Bałtyckie. W tej sprawie stanowisko zajął przewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Parlamentu Europejskiego.

OGLĄDAJ: Program Strefa Agro. Hodowca: Minister nas zniszczy

 

 

- Decyzja ministra gospodarki morskiej nas zniszczy. Protestujemy, będziemy walczyć  - mówi wprost Grzegorz Wójcicki, właściciel 40 hektarów stawów w Budach koło Buska - Zdroju.

Jest jednym z ponad 50 hodowców karpi w województwie świętokrzyskim, którzy od 2010 roku korzystali z rekompensat wodno - środowiskowych. Mieli je również zagwarantowane i w obecnym programie unijnym Ryby i Morze 2014-2020. Jednak w lutym, tuż przed ich wdrożeniem,  minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk zadecydował o przeniesieniu blisko 400 milionów złotych, jakie powinni dostać polscy hodowcy karpi, na rybołóstwo morskie i ratowanie zasobów dorsza.

 

Znika to, co zagwarantowane z Unii

- To są pieniądze, które nam przekazywane są decyzją Komisji Europejskiej. W głowie nam się nie mieści, że ktoś mógł podjąć decyzję o ich zabraniu nam. Czy chcemy, czy nie,  musimy utrzymywać na stawach dzikie ptactwo i drapieżniki, które nam wyjadają ryby i niszczą groble i zbiorniki. Te pieniądze rekompensowały nam właśnie te straty  - mówi Wacław Szczoczarz, prezes Lokalnej Grupy Rybackiej Świętokrzyski Karp i właściciel 180 hektarów stawów w Rytwianach w powiecie staszowskim.

 

Połowa dla ptactwa

Świętokrzyscy rybacy otrzymywali około tysiąca złotych dopłat do hektara, w latach 2007-2013 wypłacono im blisko 23 miliony 900 tysięcy złotych. To jedyne wsparcie, jakie otrzymywali na stawy, odpowiednik rolno - środowiskowej pomocy dla rolników.

- Czaple, kormorany, mewy, orły, jastrzębie, czarne bociany, dzikie kaczki pożerają nawet 50 procent produkcji ryb na moich stawach. Jedna czapla zjada kilogram dziennie. Łatwo można sobie przeliczyć straty przy stadzie liczącym około stu sztuk - podkreśla Grzegorz Wójcicki z Bud. Rybacy podkreślają, że to cios wymierzony w momencie, kiedy  Polska stała się  liderem w produkcji tej ryby w Europie, w Świętokrzyskiem produkowany jest 2,2 tysiąca ton karpi rocznie. Cała roczna produkcja znajduje zbyt.

 

Rozmowy rybaków z ministrem gospodarki morskiej Markiem Gróbarczykiem. 

 

 

Ostry strajk

- Walczymy o byt.  Bez tych pieniędzy pozostanie nam patrzeć, jak ptaki pożerają ryby  - mówi Grzegorz Wójcicki.   Po dwudniowej akcji protestacyjnej rybaków w Warszawie, udało się hodowcom ryb spotkać z ministrem Gróbarczykiem.  Informacje o efekcie tej rozmowy są sprzeczne. Biuro prasowe ministerstwa gospodarki morskiej pisze, że ustalono harmonogram spotkań, na których mają być wypracowane kompromisowe rozwiązania. Natomiast Rybacki Sztab Kryzysowy  podaje, że  nie uzgodniono harmonogramu. Więc rybacy zapowiadają zaostrzenie akcji.  Przeprowadzenie ogólnopolskiego protestu zapowiadają na 25 kwietnia, w Warszawie. 

  

Prośba przewodniczącego

Hodowcy ryb zdobywają poparcie. Stanowisko w ich sprawie w liście do ministra Gróbarczyka zajął europoseł Czesław Siekierski, przewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Parlamentu Europejskiego. Jak napisał, takie przesunięcie środków jest nieuzasadnione z wielu powodów, poza dostarczaniem ryb, stawy pełnią rolę zbiorników retencyjnych, tu żyją różne gatunki zwierząt. W liście europosła Siekierskiego czytamy: „Rybactwo śródlądowe jest istotnym elementem gospodarki naszego kraju. Zwracam się więc do Pana z prośbą o ponowne przeanalizowanie tego problemu i ewentualne zrewidowanie planów Resortu. Wydaje się, że przesunięcie środków teraz, kiedy hodowcy karpia liczą na nie i wkalkulowali je w swoje planowanie finansowe i inwestycje byłoby niewskazane”. (poniżej pełna treść)

Murem za hodowcami ryb stanęła krajowa Izba Rolnicza. Wsparcie  obiecali poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego, Krystian Jarubas, a także poseł Prawa i Sprawiedliwości Michał Cieślak, który już podjął działania.  

 

CZYTAJ TAKŻE
List europosła Czesława Siekierskiego, przewodniczącego Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Parlamentu Europejskiego do Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej w sprawie tzw. rekompensat wodno-środowiskowych dla rybaków śródlądowych
 

Sz. P. Marek Gróbarczyk
Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej

 
Szanowny Panie Ministrze,
 
w ostatnim czasie otrzymuję niepokojące sygnały od rybaków śródlądowych z naszego kraju, o rzekomym zamiarze przesunięcia na rzecz wsparcia rybaków morskich 92 mln euro przeznaczonych na tzw. rekompensaty wodno-środowiskowe na stawach karpiowych, w ramach Programu Operacyjnego „Rybactwo i Morze 2014-2020”.
 
Moim zdaniem takie przesunięcie byłoby nieuzasadnione z wielu powodów. Po pierwsze stawy karpiowe, poza dostarczaniem na rynek tak cenionej w Polsce ryby, jaką jest karp spełniają również szereg nawet jeszcze ważniejszych funkcji pozaprodukcyjnych. Odgrywają m.in. istotną rolę retencyjną, magazynując wodę. Jest to szczególnie ważne w kontekście danych, z których wynika, że polskie zasoby wodne są na poziomie porównywalnym do pustynnego Egiptu i należą do najniższych w Europie, a retencja jest niewystarczająco rozwinięta. W razie likwidacji hodowli karpia, stawom grozi zamulanie i zarastanie roślinnością, co w krótkim czasie doprowadzi do ich zniknięcia i pogorszenia bilansu wodnego danego obszaru. Równie ważne jest pozytywne oddziaływanie stawów na lokalne ekosystemy i bioróżnorodność. Stanowią one bowiem siedliska dla różnych, często rzadkich zwierząt, decydując o bogactwie przyrodniczym danego obszaru. Wreszcie hodowla karpia w Polsce ma głęboko zakorzeniony wymiar kulturowy, co wynika przede wszystkim z narodowej tradycji spożywania karpia wigilijnego.
 
Szanowny Panie Ministrze! Rybactwo śródlądowe jest istotnym elementem gospodarki naszego kraju. Zwracam się więc do Pana z prośbą o ponowne przeanalizowanie tego problemu i ewentualne zrewidowanie planów Resortu. Wydaje się, że przesunięcie środków teraz, kiedy hodowcy karpia liczą na nie i wkalkulowali je w swoje planowanie finansowe i inwestycje byłoby niewskazane. Można również zakładać, że pretensje ze strony rybaków śródlądowych będą też kierowane pod adresem rybaków morskich, co może prowadzić do podziałów. Rozumiem uzasadnione potrzeby rybactwa morskiego ale myślę, że wspieranie go kosztem rybaków śródlądowych jest błędem. Jestem przekonany, że istnieją inne źródła, z których można by zwiększyć wsparcie dla rybactwa morskiego bez odbierania środków hodowlom śródlądowym.
 
Z wyrazami szacunku,
 
Czesław Siekierski
Poseł do Parlamentu Europejskiego