Społecznicy wyrywali w Parku Grabiszyńskim siewki młodych klonów. - To nie szybki rozrost roślin jest największym problemem, a zarząd zieleni - uważają aktywiści.

Używanie kos spalinowych wiąże się z negatywnymi skutkami. W ten sposób niszczone są również inne, wartościowe dla parku rośliny. Giną też zwierzęta mieszkające w runie, np. jeże. Specjaliści przekonują, że koszenie nie jest też skuteczną metodą walki z samymi klonami.

- Koszenie kosą, poza oczywistymi negatywnymi skutkami dla środowiska, zwierząt i innych roślin, ma tę wadę, że niekoniecznie zabije klony.

Będą się one zachowywały jak drzewa w lesie zgryzione przez sarenki - będą rosły wolniej, dobrze się ukorzenią, a po zaprzestaniu wykaszania szybko urosną w drzewka, które trzeba będzie karczować, plewienie już nie wystarczy - wyjaśnia Małgorzata Piszczek, botanik ze Społecznej Rady Parku Grabiszyńskiego.

Aktywiści wywiesili też transparent z hasłem „Wyrwij klon - ratuj Park przed ZZM”. Społecznicy mają duże zastrzeżenia dotyczące zarządzania zielenią w mieście.

- Chwilę po konsultacjach, ZZM chce używać kos spalinowych, które są bardzo niebezpieczne dla zabytkowego Parku. Wszystko przy wsparciu Zielonego Departamentu i Biura Partycypacji. A pieniądze na inne metody pielęgnacji można by znaleźć w samej Zieleni już teraz m.in. z ograniczenia koszenia trawników czy nadmiernego grabienia liści. Urząd nie chce nas słuchać, mimo że od kilku miesięcy rozmawiamy - mówi Paweł Pomian, przewodniczący Partii Zieloni we Wrocławiu.