US Open. Stan Wawrinka po raz trzeci. "Musisz zaakceptować...

    US Open. Stan Wawrinka po raz trzeci. "Musisz zaakceptować to, że cierpisz"

    Hubert Zdankiewicz

    Sportowy24

    Aktualizacja:

    Sportowy24

    Stan Wawrinka mistrzem US Open. W niedzielnym finale pokonał 6:7(1), 6:4, 7:5, 6:3 broniącego tytułu Serba Novaka Djokovicia. - Starałam się schować głęboko w sobie wszystkie problemy i dolegliwości. Nie pokazywać bólu, po prostu nic nie pokazywać. Cierpiałem na korcie, ale jestem szczęśliwy i dumny z tego, co osiągnąłem - mówił po ostatniej piłce Szwajcar.
    W 2014 roku jego zwycięstwo można było uznać za niespodziankę, jakich wiele. Australian Open znany był z takich niespodziewanych rozstrzygnięć - w 2002 roku wygrywał tu Szwed Thomas Johansson,rok później do finału dotarł Niemiec Rainer Schüttler, a to tylko najbardziej spektakularne przypadki ostatnich kilkunastu lat.. Dla obu był to życiowy sukces. Takim wydawał się również triumf Stana Wawrinki. Tenisisty całymi latami podziwianego za styl gry, zwłaszcza fantastyczny jednoręczny bekhend - być może najlepszy w całej historii dyscypliny. Znanego jednak również z tego, że zawodzi w ważnych spotkaniach.

    Gdy rok później Szwajcar wygrał Roland Garros, bijąc w finale Novaka Djokovicia, nikt już nie miał wątpliwości, że jest wielkim tenisistą. Pozostało tylko pytanie, czy jest w stanie jeszcze kiedyś to powtórzyć...

    Po niedzielnym finale US Open wątpliwości już chyba nie ma. Można tłumaczyć Serba problemami ze zdrowiem, bo w czwartym secie wyraźnie utykał, dwa razy wzywał nawet na kort fizjoterapeutę. Prawda jest jednak taka, że Wawrinka wspiął się w finale na kosmiczny poziom. Zaczął niemrawo, dając się przełamać na samym początku. Przegrywając 0:3 zdołał co prawda doprowadzić do tie breaka, ale w nim niewiele miał do powiedzenia.

    Kolejne trzy sety były jednak popisem Szwajcara. Pierwsze dwa rozstrzygnęły się według tego samego scenariusza - szybko przełamywał Serba i wychodził na prowadzenie. "Djoko" odrabiał straty, ale na koniec górą był za każdym razem Wawrinka, po którego niektórych zagraniach - zwłaszcza fantastycznych bekhendach po linii - rywal mógł tylko pokiwać z uznaniem głową, a nowojorska publiczność bić brawo.

    W trzecim secie przewaga pretendenta była już wyraźna. Szwajcara nie wybiły z uderzenia przerwy medyczne (choć po pierwszej był przekonany, że rywal symuluje). Prowadząc 5:2 pozwolił co prawda rywalowi wygrać gema, a w kolejnym Djoković prowadził nawet przy jego serwisie 30:0. Szybko opanował jednak nerwy i rozstrzygnął sprawę drugą piłką meczową.

    - Po półfinale [wygrał z Keiem Nishikorim - red.] czułem się fantastycznie. W niedzielę rano zacząłem jednak myśleć, że nie chcę ponieść porażki. Nie chcę wyjść na kort i przegrać finału. Z jednej strony było tak blisko, z drugiej tak daleko. Chyba z tego powodu byłem zdenerwowany. W szatni dosłownie się trząsłem, na szczęście po kilku pierwszych gemach wszystko wróciło do normy - przyznał po meczu Wawrinka.

    Dla 31-latka z Lozanny to pierwsze w karierze zwycięstwo w US Open Został drugim w historii szwajcarskim mistrzem turnieju w Nowym Jorku (po Rogerze Federerze) i najstarszym zwycięzcą imprezy Wielkiego Szlema od 2003 roku, gdy w Australian Open zwyciężył wówczas 33-letni Amerykanin Andre Agassi.

    - Starałam się schować głęboko w sobie wszystkie problemy i dolegliwości. Nie pokazywać bólu, po prostu nic nie pokazywać. Cierpiałem na korcie, ale jestem szczęśliwy i dumny z tego, co osiągnąłem. Jeśli chcesz pokonać lidera rankingu ATP, musisz dać z siebie wszystko. Musisz zaakceptować to, że cierpisz. Ten turniej wielkoszlemowy był dla mnie najbardziej bolesnym, zarówno pod względem fizycznym, jak i mentalnym - przyznał.


    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama