Krystyna Guzik: Teraz skupiam się na igrzyskach. A potem...

    Krystyna Guzik: Teraz skupiam się na igrzyskach. A potem pomyślę o rzeczach ważniejszych niż sport

    Zdjęcie autora materiału
    Tomasz Bochenek

    Aktualizacja:

    Dziennik Polski 24

    Krystyna Guzik

    Krystyna Guzik ©Facebook/Damian Graf

    Biathlonistka Krystyna Guzik w Pjongczangu weźmie udział w swoich czwartych igrzyskach olimpijskich. Wystąpi w nich także jej mąż, Grzegorz Guzik. - Dobrze jest mieć koło siebie kogoś bliskiego, kogoś zaufanego - nie ukrywa góralka z Czerwiennego.
    Krystyna Guzik

    Krystyna Guzik ©Facebook/Damian Graf

    - Podczas gdy Pani przebywa z koleżankami z kadry na zgrupowaniu w Ruhpolding, we włoskim Ridnaun trwają mistrzostwa Europy. Wybiera się tam Pani choć na jeden bieg?

    - Nie, nie wybieram się. Zostajemy w Ruhpolding, trener zdecydował, że nie będziemy startować.

    - We wtorek ogłoszony został skład reprezentacji na igrzyska w Pjongczangu. I jeśli w Pani przypadku od dawna było wiadomo, że się w niej znajdzie, tak mąż musiał walczyć o to do ostatniej chwili.

    - Ze mną też nie było nic wiadomo. My też miałyśmy kwalifikacje, które skończyły się po Pucharze Świata w Ruhpolding (czyli w połowie stycznia - przyp.). Liczyły się występy w Pucharze Świata, sprawdziany wewnętrzne. Trener wybierał pięcioosobowy skład z naszej szóstki, czy nawet większej ilości dziewczyn, które tak samo miały możliwość zakwalifikowania się na igrzyska olimpijskie.

    - Czy dla Pani ta nominacja wiąże się ze szczególnym podekscytowaniem, satysfakcją? Bo to już Pani czwarte igrzyska - czy zawsze tak samo się to przeżywa? Mogę tylko się domyślać, że z każdym kolejnym razem chyba mniej...

    - To prawda. Co czuję? Trudno powiedzieć. Niedawno w ogóle nie byłam przygotowana na to, by jechać na te igrzyska, mam na myśli stronę mentalną. Igrzysk w Soczi nie wspominam dobrze, bardzo trudny był dla mnie poprzedni sezon. Po ostatniej kontuzji (półtora roku temu zawodniczka przeszła operację barku - przyp.) wracało mi się bardzo ciężko, sezon się nie układał, byłam w totalnej rozsypce. Dopiero odkąd zaczął z nami pracować Tobias, stopniowo zaczęło się wszystko układać. Z czasem nabierałam pewności, motywacji do tego, żeby spróbować jeszcze raz zawalczyć o igrzyska olimpijskie i żeby dobrze się do nich przygotować.

    - Tobias Torgersen trenerem kadry biathlonistek został w maju, pracujecie więc wspólnie już od ośmiu miesięcy. Jak Pani ocenia ten czas? Wiadomo, że współpraca z poprzednim szkoleniowcem, Adamem Kołodziejczykiem, zwłaszcza pod koniec nie układała się najlepiej - i to nie tylko w Pani przypadku.

    - Powiem tak: te osiem miesięcy były najlepszym czasem, jeżeli chodzi o przygotowania w naszej reprezentacji. Żałuję, że wcześniej nie miałyśmy takiego trenera, który jest konsekwentny, wymagający, ale przede wszystkim sprawiedliwy. Nie faworyzuje zawodniczek, traktuje wszystkich tak, jak powinien. Każdej z nas poświęcał uwagę i każda dostała wskazówki potrzebne w pracy treningowej.

    - Jak się czuje Pani teraz, na finiszu zgrupowania, gdy do pierwszego startu na igrzyskach pozostało niewiele ponad dwa tygodnie?


    - Praktycznie wszyscy biathloniści, którzy pojadą na igrzyska, startowali tydzień temu w Pucharze Świata w Anterselvie. Trener zdecydował, że my te zawody odpuścimy, żeby spokojnie przygotować się do igrzysk. Trudno mi powiedzieć, czy taka długa przerwa w startach wyjdzie mi na dobre, bo nigdy wcześniej w takiej sytuacji nie byłam, w poprzednich latach nie odpuszczałam startów przed najważniejszymi imprezami. Teraz wszystko wyjdzie w praniu. Oby wyszło na lepsze.

    - W Anterselvie startował Pani mąż, walczył tam o kwalifikację na igrzyska. I do kadry wskoczył w bardzo fajny sposób - dzień po dniu zdobył punkty Pucharu Świata.

    - Tak, to prawda. Ja wcześniej wiedziałam, że Grzegorza stać na bardzo dobre biegi. Tylko coś go blokowało, paraliżowało, nie umiał pokazać tego, co potrafi. Wiedział, że walczy o tę dziką kartę - i za bardzo chciał. Starał się wszystko robić dobrze, a jak się za dużo o tym myśli, to traci się niepotrzebnie energię i z reguły wtedy nie wychodzi. Cieszę się, że w Anterselvie karta się odwróciła. Aczkolwiek nie wiem, co okazało się kluczowe: że to ostatnie zawody, z "nożem na gardle", czy może Grzegorz wrzucił na luz i starał się po prostu robić to, co trzeba.

    - Grzegorz jest teraz na mistrzostwach Europy, więc pewnie do końca tygodnia pozostanie w Ridnaun. Kiedy się spotkacie, już w Polsce?

    - Tak. Moje zgrupowanie potrwa do 26 stycznia, tego dnia będzie jeszcze trening, potem wracamy do kraju. Grzegorz z pozostałymi chłopakami będą w Ridnaun prawdopodobnie do 29 stycznia. Z tego, co wiem, nie we wszystkich biegach będą tam startować. W każdym razie zobaczymy się już w Polsce.

    - Kiedy wylot do Korei?

    - Pierwszego lutego jedziemy do Warszawy na ślubowanie, drugiego mamy wylot.

    - W ubiegłym roku była Pani w Pjongczangu na Pucharze Świata. Jak tam jest - z punktu widzenia biathlonistki? No i jak przechodzi Pani aklimatyzację w miejscu, do którego leci się przez pół świata?

    - Kiedy byłam tam w poprzednich latach, nie miałam większych problemów z aklimatyzacją. Natomiast trasa jest jedną z najtrudniejszych. Liczę, że będzie piękna zima, a trasy na igrzyska olimpijskie dużo lepiej przygotowane niż w ubiegłym roku. Wtedy śnieg był miejscami pomieszany z błotem, brudny, sypki, gdzieniegdzie lód. Dosyć nieprzyjemnie.

    CZYTAJ: KRYSTYNA I GRZEGORZ GUZIKOWIE. WIELKA MIŁOŚĆ, ŚLUB I BIEG PRZEZ ŻYCIE Z KARABINEM NA PLECACH



    - Będą to Pani drugie igrzyska z Grzegorzem, ale pierwsze małżeńskie, bo do Soczi pojechaliście jeszcze jako narzeczeni. Co dla Pani znaczy obecność męża?

    - Wiadomo, że wspólny wyjazd na igrzyska to bardzo fajne przeżycie. Dobrze jest mieć koło siebie kogoś bliskiego, kogoś zaufanego, to na pewno będzie dla nas dużym plusem.

    - Jakie są Pani nadzieje na igrzyska? Ostatni występ w sztafecie w Pucharze Świata - piąte miejsce, z zaledwie kilkusekundową stratą do podium - pokazuje, że jeśli w tej konkurencji wszystko się Wam dobrze poukłada, stać Was na naprawdę dobry wynik.


    - Tak, to prawda. Jeśli będziemy dobrze strzelać, to jest szansa, żeby powalczyć o bardzo dobre miejsca. Ja wiem, że moje występy w tym sezonie w Pucharze Świata nie do końca były udane, ale wiem też, że miałam wiele startów z bardzo dobrym biegiem, w których przy lepszym strzelaniu mogłam osiągać super wyniki. Były też słabsze biegi i też wiem, co było ich powodem. Natomiast teraz trudno powiedzieć, co będzie w Korei, w jakiej będziemy dyspozycji. To jest biathlon, na wynik składa się wiele czynników.

    - Pani najlepszym występem na igrzyskach pozostaje ten pierwszy - w biegu długim w Turynie, w którym zajęła Pani piąte miejsce.

    - Te pierwsze igrzyska były dla mnie największym przeżyciem. Byłam w kadrze od półtora roku, nie we wszystkich zgrupowaniach brałam udział. Pamiętam dobrze tamten start, udało mi się fajnie strzelić, to było niesamowite przeżycie - i to biorąc pod uwagę wszystkie występy z całej kariery. W kolejnych igrzyskach brakowało trochę szczęścia w strzelaniu, w Soczi miałam problemy z aklimatyzacją, a w biegu długim trafiłam na najgorsze warunki do biegania, kiedy narty dużo gorzej jechały. Ale takie rzeczy się zdarzają, to jest biathlon. Jak będzie w Korei? Ja jestem nastawiona na to, żeby dać z siebie wszystko. A jak będzie, to się okaże. Wracając do poprzedniego pytania: nawet jeśli chodzi o naszą sztafetę, to nie ma co nastawiać się na miejsce medalowe, bo wielokrotnie różnie się toczyły nasze występy w tej konkurencji.

    - No tak, feralna była choćby sztafeta w Soczi.

    - Nie chcę nawet o niej wspominać. Lepiej nic nie planować, nie zakładać. Musimy się skupić, skoncentrować na tym co mamy robić, wrzucić na luz i po prostu startować.

    - Zakłada Pani, że to ostatnie igrzyska? Pytam, bo za cztery lata będzie Pani w tym wieku, co teraz Magdalena Gwizdoń.

    - Tak, właśnie Magda motywuje mnie do dalszej kariery. Ale wiadomo, że muszę zająć się rzeczami ważniejszymi niż sport, muszę pomyśleć o rodzinie. Na razie skupiam się na igrzyskach, chcę dokończyć sezon, potem przyjdzie czas na decyzje - czy będę dalej trenować, istotne będzie też to, kto będzie prowadził naszą kadrę. Jednak powtarzam: przychodzi moment w życiu, kiedy zmieniają się priorytety. Ja myślę, że sportowi poświęciłam już wystarczająco dużo czasu oraz zdrowia i na pierwszym miejscu powinna się znaleźć teraz rodzina. A jak się moje życie potoczy, czy będę w stanie powrócić potem do uprawiania sportu, to się okaże.





    #TOPSportowy24 - SPORTOWY PRZEGLĄD INTERNETU



    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo