Sport

    Roland Garros. Spełnione marzenie Djokovicia, pierwszy...

    Roland Garros. Spełnione marzenie Djokovicia, pierwszy wielkoszlemowy tytuł Muguruzy

    Hubert Zdankiewicz (AIP)

    Sportowy24

    Aktualizacja:

    Sportowy24

    Roland Garros. Spełnione marzenie Djokovicia, pierwszy wielkoszlemowy tytuł Muguruzy
    1/3
    przejdź do galerii

    ©Nicolas Gouhier

    Novak Djoković w końcu wygrał turniej w Paryżu, pokonując w finale Andy'ego Murraya. Garbine Muguruza znów wygrała w Paryżu z Sereną Williams i wywalczyła swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł.
    Za czwartym razem w końcu się udało. W 2012 i 2014 roku marzenia Novaka Djokovicia o pierwszym zwycięstwie w Roland Garros wybijał mu z głowy Rafael Nadal. Rok temu mecz życia rozegrał w finale Stan Wawrinka.

    W niedzielę Serb mógł w końcu wznieść wymarzony Puchar Muszkieterów, choć początek meczu mógł zdziwić, wręcz zszokować jego fanów. Djoković co prawda już w pierwszym gemie przełamał rywala, ale Szkot błyskawicznie odrobił stratę.
    Co więcej, po chwili zrobił to po raz kolejny i objął prowadzenie 3:1. Później 4:1. Murray grał agresywnie. Rzadko się mylił – w pierwszym secie popełnił sześć błędów przy dziesięciu wygrywających uderzeniach (dorobek Serba to 8-13).

    Djoković sprawiał z kolei wrażenie, jakby przytłoczyły go zmagania z historią. Można to nawet zrozumieć, bo wygrywając Roland Garros skompletowałby tzw. Karierowego Wielkiego Szlema (wygranie wszystkich czterech turniejów, choć nie w jednym roku), co przed nim udało się zaledwie siedmiu tenisistom). Pierwszy set zapowiadał wielkie emocje.

    Z dużej chmury spadł jednak mały deszcz. A w zasadzie spadło ledwie kilka kropel i to w momencie, gdy wszystko było już niemal rozstrzygnięte. Dwa kolejne sety stały pod znakiem totalnej dominacji Djokovicia. Podobnie wyglądała większa część czwartego. Dopiero prowadząc 5:2, Serb lekko się rozluźnił, dał się przełamać i słaniający się już na nogach Murray uwierzył na chwilę, że jeszcze wszystko nie jest stracone. Przy kolejnym gemie serwisowym Djoković nie pozwolił jednak rywalowi wyrównać, kończąc spotkanie trzecią piłką meczową (wygrał 3:6, 6:1, 6:2, 6:4).

    – To specjalne zwycięstwo, chyba najważniejsze w mojej karierze. Nawet słońce w końcu wyszło nad stadionem, tak dawno nie oglądane – powiedział chwilę później Serb, który po ostatniej piłce najpierw padł z radości na kort, a potem narysował na nim serce, dziękując kibicom za wsparcie tak, jak zrobił to przed laty Gustavo Kuerten (a kamery Eurosportu natychmiast wyłapały siedzącego na trybunach Brazylijczyka).

    Dla Djokovicia to 12. wielkoszlemowy tytuł w karierze. Drugi w tym roku, co oznacza, że Serb wciąż ma szansę na klasycznego Wielkiego Szlema. Czegoś takiego dokonali wcześniej tylko Amerykanin Don Budge i Australijczyk Rod Laver.
    Ciekawym widowiskiem był również sobotni finał kobiet, pomiędzy broniącą tytułu Sereną Williams, a Garbine Muguruzą. To była prawdziwa sztafeta pokoleń, bo gdy 34-letnia dziś Amerykanka zdobywała w 2002 roku swój pierwszy tytuł w Paryżu, jej rywalka miała osiem lat.

    Jeszcze dwa lata temu zwycięstwo 20-letniej wówczas Hiszpanki nad Williams uznano za sensację. Choć przecież liderce rankingu WTA nie pierwszy raz zdarzyła się podobna wpadka, a historia jej ostatnich startów w stolicy Francji to prawdziwy rollercoaster. 2012 – porażka w pierwszej rundzie. 2013 – zwycięstwo. 2014 – druga runda, 2015 – zwycięstwo.

    Tym razem znów dotarła do finału, choć w drodze do niego nie zachwycała. Półfinału omal nie wygrała walkowerem, bo rewelacyjna Kiki Bertens narzekała na uraz łydki i nie było pewne, czy w ogóle zagra. Ostatecznie Holenderka wyszła na kort i była w stanie postawić się faworytce. Zwłaszcza w pierwszym secie, który rozstrzygnął się dopiero w tie-breaku.
    Do tie-breaka niewiele brakowało również w finale. Przy prowadzeniu Muguruzy 6:5 i jej serwisie Williams miała dwie szanse na wyrównanie.

    Zaraz na początku drugiej partii Hiszpanka przełamała rywalkę. Amerykankę błyskawicznie wyrównała, ale w kolejnym gemie znów nie utrzymała własnego serwisu i tej straty nie zdołała już odrobić. Walczyła do końca, a przegrywając 3:5 zdołała jeszcze obronić cztery piłki meczowe. W kolejnym gemie pretendentka zakończyła jednak sprawę efektownym lobem (wygrała 7:5, 6:4).

    – Kiedy arbiter powiedział „gem, set, mecz” pomyślałam sobie, że to niemożliwe. Tak naprawdę nie wiedziałam, co robić. Skakać z radości czy kłaść się na korcie? Czułam, jakbym miała zaraz dostać zawału – przyznała po ostatniej piłce Muguruza, która została pierwszą od 1998 roku hiszpańską triumfatorką Roland Garros.
    Poprzednio dokonała tej sztuki Arantxa Sanchez Vicario. Co ciekawe, pokonała wówczas w 1/8 finału... debiutującą w Paryżu Serenę Williams.

    – Garbine ma przed sobą świetlaną przyszłość. Wie, jak grać o wysoką stawkę i wie już, jak wygrać Wielkiego Szlema – chwaliła rywalkę Amerykanka. – Nie grałam dziś tego co potrafię i tego, co było potrzebne, by zwyciężyć – dodała.

    Od poniedziałku Muguruza będzie wiceliderką rankingu WTA. Wyprzedzi Agnieszkę Radwańską, która zakończyła swój udział w tegorocznym Roland Garros na 1/8 finału.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Sport z kraju i ze świata

      Zobacz więcej na Sportowy24.pl

      Sportowy24 na Facebooku

      Galerie

      GOL24 na Facebooku

      Gry On Line - Zagraj Reklama