Wojtek Kurczyński: Trzy punkty to zawsze zwieńczenie pracy...

    Wojtek Kurczyński: Trzy punkty to zawsze zwieńczenie pracy WYWIAD

    Jakub Guder

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    - Wiedzieliśmy, kto przychodzi do zespołu. Patrząc przez pryzmat okresu przygotowawczego mogliśmy być zbudowani. Te ostatnie zwycięstwa nie były dla nas zaskoczeniem - mówi drugi trener Impela Wrocław Wojciech Kurczyński.
    Wojciech Kurczyński

    Wojciech Kurczyński ©fot. Impel Wrocław

    Jak czujesz się w nowej roli, czyli jako drugi trener Impela Wrocław? Jak dowiedziałeś się o swoim awansie?
    Jeśli chodzi o funkcjonowanie w tej roli, to miałem już pewne doświadczenie. Wcześniej byłem już asystentem w różnych grupach młodzieżowych, więc nie jest to dla mnie coś całkiem nowego. Jako statystyk uczestniczyłem już w procesie treningowym, zwłaszcza pod koniec poprzedniego sezonu. Odeszło mi trochę obowiązków statystyka, a to żmudna i monotonna praca, chociaż oczywiście potrzebna. Przejął je Mateusz Janik. Zajmuję się teraz bardziej treningiem, jego planowaniem. To najistotniejsza zmiana. Gdy zaczęły się rozmowy o tym, że Marek Solarewicz może zostać pierwszym trenerem, liczyłem na to, że zwolni się stanowisko drugiego trenera.
    W Impelu jestem już od pewnego czasu, a pod koniec poprzednich rozgrywek pełniłem już trochę rola asystenta przy trenerze Jacku Grabowskim. Byłem świadomy, jak to może się dalej potoczyć. miałem gdzieś z tyłu głowy tę myśl, że może i ja w tej trenerskiej hierarchii pójdę w górą o stopień wyżej. Podchodziłem jednak do tego spokojni, nie rozmyślałem jakoś o tym. Wiadomo, że dopóki nie podpisze się dokumentów, to nie można być pewnym.

    Ostatni raz rozmawialiśmy dwa lata temu, gdy trenerem był wówczas Tore Aleksandersen. Powiedział Pan wówczas: "Mam (...) nadzieję, że kiedyś, gdzieś będą najpierw II a potem I trenerem." Sprawdziło się.
    Zgadza się. Ta moja droga nie jest jednak jakaś superoryginalna. To dość popularny kierunek - od statystyka do drugiego trenera.

    Razem z Markiem Solarewiczem jesteście trenerami młodymi, którzy znaleźli się w tym miejscu nie będąc wcześniej gwiazdami siatkówki. Bazujecie więc na wiedzy, mniej na autorytecie. Która droga jest lepsza?
    Wszystko ma swoje plusy i minusy. Byli siatkarze siadając na ławce trenerskiej z automatu mają wysoki autorytet w zespole. Jeśli chodzi o ich warsztat szkoleniowy, to wszystko zależy od ich inteligencji i rozsądku, do tego jak obserwowali otoczenie i jakie wyciągnęli wnioski. Z drugiej strony brakuje im pewnie właśnie tej wiedzy teoretycznej, metodyki pracy na przykład nad techniką. Muszą się dokształcać. Jeśli ktoś idzie naszą drogą, to musi autorytet budować na swojej wiedzy, przekonując zawodniczki do swoich racji i pokazując, że to co robimy ma sens i sprawdza się na boisku. Były siatkarz, który zostanie trenerem na przykład w wieku 35 lat nie ma właściwie żadnego doświadczenia. My mamy już za sobą 10-12 lat pracy w tym zawodzie. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest, gdy w sztabie znajduje się jeden doświadczony szkoleniowiec oraz były siatkarz. Tak było na przykład ostatnio w reprezentacji, gdzie Stephane'a Antigę wspierał Philippe Blain. Koniec końców wszystko zależy jednak od człowieka. Jedni są bardzo doświadczeni, a nie mogą przeskoczyć poziom wyżej, inni przechodzą dalej szybko. Najważniejsze - także dla "trenerów teoretyków" jest to, aby mieć dużo empatii i rozumieć, co dzieje się w głowach zawodniczek. Wtedy można lepiej do nich dotrzeć. Tak łatwiej się odnaleźć w tej pracy. Nie można zamykać się w sobie.

    Chyba łatwiej pracuje się w drużynie, która nie ma ambicji mistrzowskich. W tamtym sezonie Impel był "skazywany" na finał Orlen Ligi. Teraz każdy medal będzie sukcesem.
    Myślę, że niezależnie od tego, jakie doświadczenie ma trener, to oczywiście spokojniej pracuje się w drużynie, która ma mniejsze ambicje. To naturalne. Wszystko uzależnione jest od tego, w jakiej sytuacji jest klub - czy na przykład za miliony buduje drużynę na mistrzostwo. Najważniejsze jest jednak, żeby filozofia i wizja zespołu były spójne z wizją prezesa czy właścicieli. Jeśli nadają na tych samych falach, wiedzą, że na coś trzeba poświęcić więcej czasu, albo należy w coś zainwestować, wtedy łatwiej jest o spokój w zespole. Gdy jednak są jakieś zaburzenia w komunikacji, to wtedy rzeczywiście robi się nerwowa atmosfera, a prezes może być zawiedziony wynikami.

    ZOBACZ TAKŻE
    Marek Solarewicz: Z Megan będziemy mieli pociechę ROZMOWA


    W Impelu prezes jest poprzednim trenerem zespołu - ta komunikacja musi być zatem bardzo dobra.
    Sam doświadczam teraz tego na żywym organizmie można powiedzieć. Przeczytałem ostatnio książkę o menadżerach w piłkarskiej lidze angielskiej. Napisano tam, że najważniejsza w budowaniu klubu jest dobra nić porozumienia między głównym menadżerem (czyli u nas - pierwszym trenerem), a prezesem klubu. Gdy wszyscy wyznają tę samą filozofię, to panuje dobra atmosfera, a to zawsze pomaga. Można się cieszyć, że tak jest w Impelu.

    Tak dobry początek sezonu - nawet mimo kontuzji - jest dla was zaskoczeniem?
    Wiedzieliśmy, kto przychodzi do zespołu. Patrząc przez pryzmat okresu przygotowawczego mogliśmy być zbudowani. Te ostatnie zwycięstwa nie były dla nas zaskoczeniem. to był proces, który zaczął się 22 sierpnia, a teraz widzimy tego efekty na boisku. To też kwestia pracy dziewczyn i ich zaangażowania na treningach. Chcę się rozwijać, a to przynosi zwycięstwa. Trochę już pracujemy w tej lidze, jesteśmy świadomi, jaki jest poziom, a co za tym idzie - jakiego poziomu my chcemy w naszej grze. Cały czas do tego dążymy, a trzy punkty w meczu są zawsze miłym zwieńczeniem tej pracy.

    O ile lepiej może jeszcze zatem grać Impel? Teraz gra na 50, 70 procent?
    Mądra jest powiedzenie, że w sporcie jesteś zawsze tak dobry, jak twój ostatni mecz. Teraz gramy na optymalnym poziomie. Optymalnym w sensie właściwym w tym okresie. W okresie przygotowawczym najlepszym naszym spotkaniem było zwycięstwo 3:1 w Szamotułach z Budowlanymi Łódź, które teraz są liderem Orlen Ligi. Wygraliśmy ten mecz dość spokojnie. To jest odpowiedź na pytanie, na jakim poziomie możemy grać. W sparingach raz wygraliśmy, ale też przegraliśmy z Dąbrową. Nie chciałbym jednak dywagować, jak to robiono czasem w tamtym sezonie. Trzeba skupić się na faktach. Teraz wygrywamy i trzeba skupić się na tym, aby powoli wchodzić w dobry rytm.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama