Eliminacje MŚ 2018. Piekła w Czarnogórze nie było, a prosta...

    Eliminacje MŚ 2018. Piekła w Czarnogórze nie było, a prosta droga na Rosję

    Zdjęcie autora materiału
    Tomasz Biliński

    Aktualizacja:

    Polska

    Na półmetku eliminacji mundialu w Rosji Polacy są liderem z sześcioma punktami przewagi nad drugą w tabeli Czarnogórą.
    1/17
    przejdź do galerii

    Na półmetku eliminacji mundialu w Rosji Polacy są liderem z sześcioma punktami przewagi nad drugą w tabeli Czarnogórą. ©Bartek Syta/Polska Press

    Reprezentacja Polski i Robert Lewandowski nie zwalniają tempa w eliminacjach mistrzostw świata 2018. Biało-Czerwoni wygrali w Podgoricy z Czarnogórą 2:1 i mają już sześć punktów przewagi nad niedzielnymi rywalami, którzy są na drugim miejscu. Natomiast kapitan kadry kolejny mecz, już dziesiąty, zakończył ze strzelonym golem. W czerwcu Polacy zagrają w Warszawie z Rumunią.
    W 38. minucie Robert Lewandowski przyjął piłkę klatką piersiową, podbił ją sobie nogą i kopnął z woleja. Gdyby strzał dał gola, to prawdopodobnie byłby jednym z najczęściej używanych przy kompilacjach z najpiękniejszymi trafieniami. Problem w tym, że na drodze kapitana reprezentacji Polski stanął Stefan Savić. Zablokował uderzenie i pewnie w wielu polskich domach kibice wstrzymali oddech, bo Lewandowski padł jak rażony piorunem. No, ale to końcu piłkarz z innej planety. Wstał, otrzepał się i uderzył z około 16 metrów. To był gol.

    Napastnik Bayernu Monachium w ostatnich miesiącach udowodnił nam wiele razy, że rzuty wolne, które trenuje po zajęciach w Niemczech, opanował do perfekcji. Bramkarz Mladen Bożović nawet się nie ruszył. Dzięki golowi, Lewandowski jest piłkarzem, który strzela w dziesiątym kolejnym meczu eliminacyjnym. Nie tylko to rozwścieczyło kibiców gospodarzy.

    Zapowiadano gorącą atmosferę. I ona momentami taka była. Jednak bardziej podczas rozgrzewki można był odczuć wrzask Czarnogórców, który odbijał się od ciężkich betonowych murów stadionu Pod Goricom. Stadionu, który nic się nie zmienił od drugiej połowy 2012 r., gdy Biało-Czerwoni zremisowali tu 2:2. Niewykluczone, że gospodarze od tamtej pory nie czyścili krzesełek, bo można było na nich pisać palcem.

    Race? Były, odpalone przez polskich kibiców, których na sektorze było ok. 700.

    W każdym razie kręcąc się w okolicach stadionu trzeba było wytrzymać ciężki wzrok. Już na stadionie wspomniane wrzaski i gwizdy. Największe towarzyszyły Lewandowskiemu i sędziemu Viktorovi Kassaiemu, o czym za chwilę.

    – Nie demonizujmy kibiców – apelował przed spotkaniem Adam Nawałka . I choć selekcjoner zwykle mówi tak, żeby nic nie powiedzieć, to w tym przypadku miał rację. Nie działo się nic nadzwyczajnego, choć w każdym rogu stadionu stacjonował solidny oddział prewencji. Piekła żadnego nie było.

    A co do węgierskiego arbitra, prawdopodobnie miał najtrudniejsze zadanie spośród wszystkich biegających po boisku. A to piłkarze zderzyli się głowami, a to jeden drugiemu dał kuksańca w żebra, inny nadepnął komuś na stopę. W większości kłopoty sprawiali Czarnogórcy. Kilka odważnych, ale zdaje się, że prawidłowych decyzji i fani mieli wroga numer jeden.

    Natomiast tuż po rozpoczęciu spotkania wybuchła pierwsza petarda. Za bramką, rzecz jasna, Łukasza Fabiańskiego. Tym razem nie wylądowała w pobliżu bramkarza Swansea, a w miejscu, gdzie siedzieli fotoreporterzy. Wśród nich polscy. Wybuch ogłuszył jednego z nich.

    Jakby ogłuszeni w 60. min byli Łukasz Piszczek i Lewandowski. Ale nie petardami, a łatwością dochodzenia do sytuacji. Raz za razem mieli znajomite okazje do podwyższenia prowadzenia. Dwukrotnie podeszli do tego nieco zbyt lekceważąco i to się chwilę później zemściło. Stefan Mugosa wykorzystał dośrodkowanie Damira Kojasevicia, pokonując Fabiańskiego. Polacy błędnie myśleli, że był spalony.

    Do tego czasu to ekipa Nawałki kontrolowała grę, miała przewagę w posiadaniu piłki, ale mimo mnóstwa podań poza paroma wyjątkami nie mogła rozpracować bardzo defensywnie grającego rywala. Czarnogóra liczyła na kontry. Świetną akcję miała po kwadransie pierwszyj połowy, ale strzał głową świetnie obronił Fabiański.

    Bramkarz Swansea spisał się jak trzeba. Odpowiadając na analizy, kto powinien bronić w tym meczu – on,który puścił najwięcej goli w Premier League, czy zbierający świetne oceny w lidze włoskiej Wojciech Szczęsny. – Mecz może być nerwowy, więc lepiej, żeby stał „Fabian”. Wprowadza więcej spokoju – mówili nam polscy kibice, którzy przylecieli z Irlandii.

    I faktycznie nerwowo było, a Fabiański był pewnym punktem. Natomiast na dobrą ocenę, mimo zepsutej okazji wcześniej, zasłużył Łukasz Piszczek, który uciszył gospodarzy, strzelając na 2:1 i ustalając wynik meczu. Dzięki temu na półmetku eliminacji mistrzostw świata liderująca w grupie E Polska ma już sześć punktów przewagi nad drugą Czarnogórą i tyle samo nad trzecią Danią, która bezbramkowo zremisowała w Rumunią. Polacy mają zatem łatwiejszą drogę do Rosji niż dwa lata temu do Francji.

    Czarnogóra - Polska 1:2 (0:1)

    Bramki: Stefan Mugoša 63 - Robert Lewandowski 40, Łukasz Piszczek 82
    Sędziował: Viktor Kassai (Węgry)

    Czarnogóra: Božović - Marušić (90 Vučinić), Savić, Šofranac, Stojković - Kojašević (81 Ivanić), Šćekić (86 Đorđević), Vukčević, Mugoša, Vešović - Bećiraj. Trener: Ljubisza Tumbaković

    Polska: Fabiański - Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk - Błaszczykowski, Mączyński (90 Cionek), Linetty (78 Teodorczyk), Zieliński, Grosicki (90 Peszko) - Lewandowski. Trener: Adam Nawałka

    Żółte kartki: Savić, Mugoša, Vešović, Šofranac - Glik

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama