MŚ Londyn 2017. Omelko: Właśnie teraz można się pokazać...

    MŚ Londyn 2017. Omelko: Właśnie teraz można się pokazać [ROZMOWA]

    Jakub Guder

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    W środę Rafał Omelko wylatuje na mistrzostwa świata do Londynu (4-13 sierpnia). Nasz najlepszy obecnie 400-metrowiec liczy na złamanie bariery 45 sek. - Jestem w życiowej formie - mówi.
    MŚ Londyn 2017. Omelko: Właśnie teraz można się pokazać [ROZMOWA]

    ©fot. Karolina Misztal

    Mistrzostwa świata rok po igrzyskach, to dobry czas, żeby powalczyć o medale?
    Pewnie gdyby spojrzeć na to globalnie, to być może poziom będzie trochę słabszy, bo niektórzy zawodnicy z czołówki robią sobie dłuższy odpoczynek, potrzebują więcej czasu, żeby się podładować. W moim przypadku jednak tak nie było. Nie zwalniałem tempa i bardzo poważnie potraktowałem ten sezon. Z mojej perspektywy to właśnie teraz można coś osiągnąć, pokazać się, zaistnieć. To jest dobry moment, a ja jestem w życiowej formie. Poprzedni sezon był dobry, a teraz to kontynuuję i liczę, że będą w bardzo dobrej dyspozycji.

    To dobrze - dla lekkoatletyki, dla mistrzostw świata - że nie będzie Rosjan?

    Wiem, że duża grupa będzie startowała pod flagą neutralną. Uważam, że te represje są słuszne. Spowodowały, że gdy patrzymy na tabele najlepszych wyników - chociażby na 400 m - to teraz Rosjanie są w nich na dalszych pozycjach. Jeśli będą chcieli rywalizować na normalnych zasadach, to nie widzę problemu. Na 400 m nie widać w tej chwili nikogo z Rosjan, kto mógłby zamieszać. Dobrze, że sprawa dopingu została ukrócona.

    Wróćmy do Pana - mistrzostwa Polski pokazały, że udało się zbudować formę. Nie było żadnych kłopotów w trakcie przygotowań?
    Miałem bardzo intensywną pierwszą część sezonu. Już w pierwszym starcie uzyskałem potem minimum na mistrzostwa świata. W kolejnych zawodach mogłem skoncentrować się dzięki temu na zajmowanych miejscach, a nie na walce o czas. Potem trenowałem mocniej w Spale i właściwie z marszu, po ciężkim treningu, pojechałem na mistrzostwa Polski do Białegostoku. Wyglądało to obiecująco, bo pomimo tego wyniki były fajne. Teraz wciąż jestem w Spale, ale już bardziej wypoczywam. Staram się łapać świeżość.

    Faktycznie - w Białymstoku wyglądał Pan bardzo dobrze. Mogła zaimponować zwłaszcza sztafeta. Na ostatniej zmianie wyprowadził Pan AZS AWF Wrocław z trzeciego miejsca, na pierwsze.
    Byłem trochę zestresowany, bo moi konkurenci szykowali formę na mistrzostwa Polski, a ja musiałem ciężej trenować, żeby szczyt dyspozycji przyszedł w Londynie. Nie miałem wyjścia. Rywale tymczasem walczyli o minima i kwalifikację do sztafety. Udało się jednak zdobyć złoto indywidualnie, a sztafeta to była taka wisienka na torcie. Czułem tam już mocne zmęczenie, ale włączyła się jakaś wrodzona ambicja, dałem z siebie wszystko i fajnie to wyszło. Zdobyliśmy złoto.

    Do dwóch złotych medali dołożył Pan jeszcze srebro na 200 m. Wydawać by się mogło, że dla tak wysokiego zawodnika bieganie po łuku może być problemem, a tymczasem powiedział Pan, że ma niedosyt biegania pół okrążenia.
    400 m zawsze będzie dla mnie priorytetem, ale bieganie 200 m jest dobre treningowo, żeby złapać trochę szybkości. Dla 400-metrowca dystans o połowę krótszy jest czystą przyjemnością. Zresztą czuję, że mogę jeszcze poprawić swój najlepszy wynik w tej konkurencji, zejść grubo poniżej 21 sekund. Ten start na mistrzostwach Polski nie był taki, jak chciałem. W nogach siedział mi trening, byłem już po dwóch startach na 400 m. Wcześniej 200 m biegałem także w hali. Zresztą lubię też startować na 300 m.

    No właśnie - biegł Pan w tym roku na tym dystansie w Ostrawie podczas mitingu „Złote Kolce”, gdzie zrobił Pan na 300 m życiówkę. Rekord świata na tym dystansie pobił wówczas Wayde van Niekerk. Jak się biegnie ze świadomością, że taki gość błyskawicznie będzie kilka metrów przed Panem?
    No cóż - od początku nie miałem złudzeń, że tak to będzie wyglądać (śmiech). Biegłem na ostatnim torze, więc wszyscy zaczęli mnie doganiać. Van Niekerk to zawodnik łamiący granice, które wydawały się nie do przekroczenia. Ja byłem wówczas trochę zmęczony po drużynowych mistrzostwach Europy w Lille, ale chciałem wystartować w Ostrawie. Widziałem, że tam może paść rekord, a fajnie być częścią historii (uśmiech).

    Pana cel na Londyn to złamanie bariery 45 sekund?
    To jest priorytet. Oczywiście liczę, że to może dać półfinał, ale przede wszystkim nastawiam się na dobry czas.

    Wracając jeszcze do Wayde’a van Niekerka - Pana zdaniem mogę śmiało postawić u buka, że reprezentant RPA sięgnie po złoto?
    Myślę, że można obstawiać. Co prawda podczas ostatnich zawodów Diamentowej Ligi w Monaco do końca o zwycięstwo walczył z nim Isaac Makwala z Botswany, ale wydaje mi się, że van Niekerk może mocniej trenował i szykuje najlepszą formę na Londyn.

    Porozmawiajmy jeszcze o sztafecie. Patrzę na skład i widzę, że dość niespostrzeżenie Pan i Łukasz Krawczuk staliście się najbardziej doświadczonymi zawodnikami w tym zespole. Reszta to młokosy: Patryk Dobek ma 23 lata, Kajetan Duszyński - 22, Dariusz Kowaluk - 21, a Tymoteusz Zimny tylko 19.
    To bardzo perspektywiczne chłopaki, które w przyszłości mogą przedłużyć ciąg sukcesów sztafety, jeśli nadal będą się rozwijać. Kajetan pokazywał się od dłuższego czasu, ale miał problemy zdrowotne. Ostatnio zszedł poniżej 46 sekund. Super pod względem szybkościowym prezentuje się Darek Kowaluk. Jest w fajnej dyspozycji, ma serce do biegania. Dobrze pobiegł na ostatniej zmianie podczas mistrzostw Europy do lat 23 w Bydgoszczy (Polacy zdobyli tam srebrny medal - przyp. JG). Tymoteusz Zimny przywiózł właśnie srebro mistrzostw Europy U20. To bardzo duży talent. To zawodnicy, którzy kilka lat mogą się jeszcze rozwijać. Na tych mistrzostwach będą się trochę oswajać z presją, atmosferą wielkiej imprezy. My będziemy się starać rozładować stres i ich wspierać. Mam nadzieję, że sztafeta dobrze się zaprezentuje.

    A jakie to charaktery, bo wiadomo - w drużynie ważny jest duch.
    Dosyć barwne osobowości, ale jednocześnie stonowane i bezkonfliktowej. Odbieram ich bardzo pozytywnie.

    Fajdek, Włodarczyk, Lićwinko - to pewniaki do medali. A jak Pan obserwował pozostałych Polaków na mistrzostwach Polski, to wpadł Panu w oko ktoś, kto może nas zaskoczyć w Londynie?
    Mocnymi punktami mogą być tyczkarze - Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek. Jest forma, są w gazie. Niespodziankę może sprawić oszczepnik Marcin Krukowski, który bardzo dobrze zaprezentował się w Białymstoku (pobił tam rekord Polski - przyp. JG), chociaż nie wiem dokładnie, jak wygląda światowa czołówka. Pewnie Niemcy i Czesi są bardzo mocni. Może jednak namieszać. Na pewno trzeba obserwować naszych 800-metrowców. No i żeńska sztafeta 4x400 m prezentuje w tym roku wysoki poziom.

    A jak atmosfera w reprezentacji? Różne rzeczy się ostatnio działy...
    Wszystko wygląda tak jak dawniej - każdy robi swoje. Wcześniej nie zawsze pewne sprawy przedostawały się dalej. Niepotrzebnie też niektóre rzeczy zostały rozdmuchane. Lekkoatletyka to sporty indywidualne. Każdy koncentruje się na swoich celach. Na imprezach czy zgrupowaniach widać jednak, że się wspieramy, dopingujemy, jeśli to możliwe - oglądamy starty kolegów. To się nie zmienia. Poziom rośnie z roku na rok. Mamy dużo zdolnej młodzieży, która się rozwija. To napawa optymizmem, że mamy taką mocną pozycję w Europie.

    rozmawiał Jakub Guder

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama