Weronika Nowakowska: Nie ukrywam, że boję się mrozu w...

    Weronika Nowakowska: Nie ukrywam, że boję się mrozu w Pjongczangu

    Rozmawiali i notowali Michał Skiba, Tomasz Biliński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Weronika Nowakowska: Nie ukrywam, że boję się mrozu w Pjongczangu

    ©Pawel Relikowski / Gazeta Wroclawska

    Jeśli wrócę z medalem, to będzie oznaczać, że pojechałam do Pjongczangu spełniać marzenia. Niezależnie od tego, co się wydarzy, to będę szczęśliwa. Wszystko co najważniejsze już mam - mówi Weronika Nowakowska. Dla najlepszej polskiej biathlonistki będzie to trzeci start w igrzyskach olimpijskich.
    Weronika Nowakowska: Nie ukrywam, że boję się mrozu w Pjongczangu

    ©Pawel Relikowski / Gazeta Wroclawska

    Czym dla Pani jest start w Pjongczangu?
    Jak przyjadę z krążkiem to powiem, że spełnieniem marzeń. I mam nadzieję, ze tak odpowiem.

    Kolejne igrzyska, ale z racji potomstwa motywacja wydaje się być potrójna.
    Na pewno tak, w domu mówimy, ze mamy trzy "Rocket Fuel". Zostawiam "odżywki" w domu, choć chętnie bym wzięła ze sobą do Korei. Za mną zupełnie inny okres przygotowawczy, a przede mną zupełnie inne igrzyska.
    Powtarzam, że wróciłam do sportu z takim przeświadczeniem, że wszystko co najważniejsze w życiu już mam. Sport jest niezwykle ważny, ale jest tylko kawałkiem życia. Wszystko, co się wydarzy w Pjongczangu przyjmę z wdzięcznością. Jeśli nie zdobędę medalu, to wrócę jako szczęśliwy człowiek i szczęśliwa mama.

    Nie było Pani na próbie przedolimpijskiej. To duży problem?
    Widziałam jednak dobrze profil trasy, który jest dosyć wymagający. Podobny do tego z Soczi. Panują tam bardzo niskie temperatury i mam nadzieję, że będzie cieplej. Nawet nie ukrywam, że boję się tego mrozu.

    Te niskie temperatury to będzie największe wyzwanie w Pjongczangu?
    W tym roku, ani rok temu, ani trzy lata temu - może poza jednym startem w USA - zawsze były plusowe temperatury podczas zawodów. W Korei zmierzymy się z minusową temperaturą. To wyzwanie nie tylko dla nas, ale dla ludzi odpowiadających za sprzęt. To wyzwanie dla serwismenów.

    Weronika Nowakowska: W domu zostawiam swoje trzy "rocket fuel", choć chętnie bym je zabrała do Pjongczangu


    Jak będzie wyglądała aklimatyzacja?
    Trzeba działać intuicyjnie. Trudno powiedzieć, jak będzie na miejscu. Oczywiście, przegadaliśmy temat "Jet lagu"i ile się przestawiać. W moim przypadku będzie przestawianie się do trzech lub czterech godzin, nie więcej, bo starty są bardzo późno, nawet o 21 lokalnego czasu. Nie zamierzam przestawiać się całkowicie na tamten czas. Natomiast będzie trzeba bacznie obserwować swój organizm, mam ze sobą fizjoterapeutów. Będziemy robić elektrokardiogramy, patrzeć, jak biorytm "faluje" i organizm przystosowuje się do tamtejszych warunków.

    Biathlon ma chyba dla Pani inną wartość po tym powrocie.
    Inną wartość ma sport, zawsze był obecny w moim życiu i to ogromny kawałek. Zawsze wiedziałam, że jest coś ważniejszego i teraz to mam. Mam synów. Mam więcej radości z uprawiania sportu niż na przykład przed Soczi.

    Powrót był trudny?
    Niepokój był, szczególnie bałam się początku sezonu. Przy powrocie do sportu myślałam o sobie, że mogę po prostu pomóc tej drużynie. Starty pokazały, że może indywidualnie powalczę o dobry wynik. Nie zastanawiałam się nad tym, czy będę liderką lub nie w polskiej reprezentacji.

    Jak widzi Pani sztafety?
    W dalszym ciągu będę powtarzać jak mantrę, że ja w ten zespól wierzę. To jest nasza ostatnia szansa w tym składzie - na pewno ostatnia. Wierzę w to, że wszystkie pokażemy nasz najlepszy biathlon i złoży się to na doskonały wynik. Jeśli mają być niespodzianki, to własnie z naszym udziałem. Trochę szkoda, ze ten czas leci. Już się ze sobą trochę żegnamy. Powoli planujemy życie po IO. To był dla nas kawał życia i fajnie byłoby zamknąć to piękną klamrą, o jakimkolwiek kolorze.

    Stała się Pani strzelcem wyczynowym?
    Tego bym nie powiedziała, bo każde zawody zaczyna się od zera. na pewno wiem, ze stac mnie na dobre strzelanie

    Rodzina pewnie kibicuje.
    Syn Kacper jak widzi kogokolwiek z nartami, to krzyczy "Mama, Mama"! Ostatnio krzyczał nawet na Kamila Stocha, mimo że byłam tuż obok. Cała rodzina, rodzinne miasto Duszniki-Zdrój, wszyscy kibice będą za nas trzymać kciuki. Obiecałam, że jeśli zdobędę medal to napiszę książkę. Byłoby o czym pisać. Tych trudnych momentów było tyle, że trudno to sobie wyobrazić. Teraz jestem dumna, ze będę znowu olimpijką.

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo