PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

piątek 03 września 2010 r. imieniny obchodzą: Izabela, Szymon, Joachim

Wrocławska "Złota Kaczka"

Wrocławska "Złota Kaczka"

Szef kuchni Artur Ludwig proponuje niebanalne smaki, na zdjęciu z korzenną kaczką (© Michał Pawlik)

Gazeta Wrocławska Krzysztof Kucharski

2008-08-29 22:59:19, aktualizacja: 2008-08-29 22:59:19

Gwarząc o różnych wrocławskich smakach, trudno sobie wyobrazić sytuację, by obok jadłodajni "U Fonsia" z ul. Szewskiej, baru rybnego w Rynku (dziś Dwór Polski), nie pojawiła się w rozmowie "Złota Kaczka" z ulicy Kujawskiej. Dziś we Wrocławiu nie ma ulicy Kujawskiej i nie ma tych wszystkich restauracji.

Mityczna "Złota Kaczka" mieściła się w starej secesyjnej kamienicy, dziwnym trafem ocalałej z wojennej zawieruchy. Stała na samym rogu ulicy Kujawskiej i alei Słowackiego, jakieś 150 metrów od mostu Grunwaldzkiego. Był tu też przystanek tramwajowy zerówki i piętnastki.

W promieniu kilometra albo i więcej nie było żadnej restauracji. Wokół jedynie morze gruzów i gmach Wojewódzkiej
Rady Narodowej (dziś Urząd Wojewódzki). Klientela tej oazy na pustkowiu zmieniała się w ciągu dnia.

Rano pojawiali się tu wszyscy, którzy poprzedniego dnia trochę przesadzili w przekonaniu o swojej mocnej głowie. Wypijali przeważnie duże piwo, lane z beczki z browaru Piastowskiego do grubych i ciężkich szklanych kufli.

W porze obiadowej wpadali coś przekąsić i pokrzepić organizm urzędnicy, studenci oraz pracownicy naukowi Politechniki Wrocławskiej, Akademii Rolniczej i wyższej szkoły plastycznej (dziś Akademii Sztuk Pięknych). Prawdziwe życie zaczynało się jednak późnym popołudniem, a klientela była bardziej mieszana i bardziej nastawiona bankietowo.

Wpadało tu wielu prywaciarzy, czyli osób prowadzących jakieś prywatne interesy, więc dość zamożnych. Nikt nie pił wtedy na pusty żołądek. A miejsce było bardzo dyskretne, izolowane gruzami od miejskiego centrum. W menu ważną rolę odgrywały przystawki i był ich spory wybór, bowiem do wódki należało zamówić jakąś zakąskę.
- Mój ojciec był jednym z ajentów "Złotej Kaczki" - zdradza Remigiusz Lenczyk, dziś wicedyrektor wrocławskiego Teatru Polskiego. - Z tamtych czasów zapamiętałem i do dziś go doskonale pamiętam - smak śledzi w oleju. Ten śledź miał specyficzny ziołowy aromat. W żadnym innym miejscu we Wrocławiu takiego śledzia nie można było zjeść.

ŚLEDŹ W OLEJU
* 8 filetów śledziowych
* 4 duże cebule
* dobry olej
* 10 ziaren czarnego pieprzu
* 6 ziaren angielskiego ziela
* 4 liście laurowe
* 3 gałązki majeranku

Dzień wcześniej do oleju wrzucić wszystkie przyprawy, naczynie przykryć i odstawić w chłodne miejsce. Śledzie wymoczyć przez godzinę w zimnym mleku. Cebulę drobno posiekać.
W salaterce układamy na przemian warstwami płaty śledzi i posiekaną cebulę do wyczerpania składników. Na wierzchu powinna być cebula. Tak przygotowane śledzie zalewamy odcedzonym z przypraw olejem, przykrywamy i odstawiamy na 4 godziny w chłodne miejsce.
strona: 1 z 3 »

Sonda

Który serial wolisz?

Reklama

Gazeta Wrocławska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy