Ważne
    Wydarzenia zielonogórskie: O buncie, karze i... niepamięci....

    Wydarzenia zielonogórskie: O buncie, karze i... niepamięci. Szukamy świadków tamtych dni

    Dariusz Chajewski

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Dlaczego tzw. wydarzenia zielonogórskie nie trafiły do podręczników historii? Może dlatego, że ludzie biorący w nich udział chcieli zapomnieć. Wtedy z ZOMO walczyło 5 tys. osób. Przez kilkadziesiąt lat byli chuliganami, teraz są bohaterami. Szukamy uczestników, świadków, dokumentów związanych z tym, co wydarzyło się 30 maja 1960 roku w Zielonej Górze.
    „Chuligani - narzędziem antyspołecznych planów ks. dziekana”, grzmiał tytuł w gazecie. Data? Początek czerwca 1960 roku. Wprawdzie tzw. wydarzenia zielonogórskie z 30 maja 1960 nie trafiły do podręczników historii, ale w pełni zasłużyły na miejsce obok wystąpień w Nowej Hucie, Toruniu, Świdniku... Zarówno skalą wystąpienia, jak i późniejszych represji.

    Tutaj możesz obejrzeć reportaż mulimedialny o Wydarzeniach Zielonogórskich. Uwaga! Reportaż obejrzysz, korzystając z przeglądarek Chrome, Firefox oraz IE 11

    - Z jednej strony funkcjonowało tutaj zorganizowane środowisko katolickie, a z drugiej dążenie władz do konfrontacji - mówi Tadeusz Dzwonkowski, historyk, dyrektor Archiwum Państwowego w Zielonej Górze. - Wokół księdza Kazimierza Michalskiego wytworzyła się grupa ludzi, którzy tego duchownego mieli za wzór, bohatera otoczonego już legendą prześladowanego przez władzę, ale także byłego więźnia obozu w Dachau.



    Właśnie na przełomie lat 50. i 60. rozpoczynał się nowy akt wojny ówczesnej władzy z Kościołem. Trwała kampania usuwania religii ze szkół przez odmowę zezwoleń na pracę katechetyczną niewygodnym księżom. Trwało także „odzyskiwanie” nieruchomości z rąk Kościoła. W kwietniu 1959 r. podjęto decyzję o pobieraniu czynszów dzierżawnych za te obiekty.

    - Według naszych informacji Dom Katolicki, czyli poewangelicki budynek, został przekazany parafii pod tymczasowy zarząd - dodaje Dzwonkowski. - Później procedura była prosta, wystarczyło wystąpić do odpowiedniego urzędu w Poznaniu, aby parafia otrzymała obiekt na własność jako porzucone mienie poniemieckie. Czy to zostało zrobione? Trudno mi powiedzieć. Strona rządowa twierdziła, że nie, ksiądz Michalski, że tak.

    Dom służył parafii do działalności duszpasterskiej i katechetycznej, nawet w okresie gdy usunięto z Zielonej Góry proboszcza Michalskiego. Gdy wrócił do parafii w 1956 r., w budynku zaczęło się więcej dziać, co irytowało władzę. Na początku roku 1960 zaplanowano kontrolę Domu Katolickiego, na którą ksiądz Michalski się nie zgodził. W lutym poinformowano, że parafia obiekt zajmuje nieprawnie. 15 kwietnia wydział spraw lokalowych wydał nakaz opuszczenia części pomieszczeń, które miało rzekomo zająć miasto na cele biurowe. Ksiądz się odwołał, jednocześnie przekazując wiernym szczegóły awantury. Urząd wyznaczył datę eksmisji na 28 maja, którą w ostatniej chwili przesunięto na 30 maja...

    - Rano przyszedł do Domu Katolickiego pracownik wydziału lokalowego z nakazem eksmisji mówi Dzwonkowski. - Towarzyszyło mu kilka osób, które miały zająć się wynoszeniem wyposażenia. Jednak trwała lekcja religii. Postanowili czekać. Najpierw pojawiło się kilka kobiet, później grupka rosła. Nie pozwolono urzędnikowi, jak wówczas mówiono, wykonać czynności. Ten wezwał milicjantów. Rozpoczęła się szarpanina, która zwróciła uwagę ludzi. Wówczas tuż obok, przy ul. Kasprowicza, znajdował się dworzec autobusowy. Hasło „milicja bije kobiety” swoje zrobiło. Nie na wiele zdało się wezwanie posiłków najpierw z całej Zielonej Góry, później z Gorzowa.

    Miejscowe siły MO i ZOMO okazały się za słabe. Pod naporem tłumu funkcjonariusze wycofywali się w stronę komendy miejskiej. Tam nie odpuścił i próbował opanować budynek, posypały się szyby. Milicjanci nie używali broni palnej, ale pałki i granaty z gazem łzawiącym wystarczyły, aby pojawili się ranni. Było wiadomo, że mimo przygotowań sytuacja wymknęła się władzy spod kontroli. Wysłano apele o wsparcie do Warszawy, gdzie zapadła decyzja o skierowaniu batalionu ZOMO z Poznania.

    Tymczasem w Winnym Grodzie trwała regularna uliczna bitwa. Po godz. 14 na placu pojawili się wychodzący z pracy robotnicy, uczniowie. Godzinę później płonęły dwie milicyjne ciężarówki, protestujący opanowali auto-więźniarkę. Wzywano, jak odnotowano w sprawozdaniach SB, „do obrony Boga i wiary katolickiej”.

    Około godz. 16.30, gdy dotarło ZOMO z Poznania, bardzo szybko tłum rozproszono „pacyfikując” kolejne ulice. Wieczorem, gdy w kościele Mariackim zakończyło się nabożeństwo majowe i wierni wyszli na ulice, ponownie zaczęły gromadzić się tłumy. Gdy siły milicyjne atakowały, protestujący chronili się w świątyni. Późnym wieczorem wprowadzono do akcji kolejne siły ZOMO, które ostatecznie opanowały sytuację.

    Zatrzymano 333 osoby, skazano przed sądem 196 osób, w kolegiach orzekających - 48 osób. Kary, zwłaszcza w pierwszych procesach, były wysokie, dwie osoby skazano nawet na pięć lat pozbawienia wolności.

    - Występowałem jako obrońca w jednym z pierwszych procesów - wspomina adwokat Walerian Piotrowski. - Rozprawy toczyły się przed sądem powiatowym. Atmosfera była niesamowita, groźba wisiała w powietrzu, na schodach stali milicjanci z psami... Banda zadymiarzy? Nie potrafiłbym wskazać wśród tych ludzi ani jednej osoby, którą można tak określić. Byli to młodzi ludzie, na swój sposób odważni. Działali pod wpływem emocji, które tam się uwolniły, a nie żeby w jakiś sposób zemścić się, odegrać na milicjantach. Nie jest także prawdą, że sytuację zaognił ksiądz Michalski. Wręcz przeciwnie.

    Dopiero niedawno pierwsze ofiary represji doczekały się rehabilitacji, na gmachu dawnego Domu Katolickiego, dziś Filharmonii Zielonogórskiej, pojawiła się tablica pamiątkowa. Jednak nawet większości mieszkańców hasło „wydarzenia zielonogórskie” niewiele mówi. Dlatego chcielibyśmy uzupełnić naszą wiedzę, ale także historyków, gdyż zachowało się niewiele dokumentów, niewiele relacji świadków. Dopiszmy kolejne karty tej historii.

    Szukamy uczestników, świadków, dokumentów związanych z tym, co wydarzyło się 30 maja 1960 roku w Zielonej Górze. Czekamy na Wasze relacje, tel. 68 324 88 79, dchajewski@gazetalubuska.pl

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      NIE TYLKO ZABILI - OBCIELI RÓWNIEŻ GŁOWĘ

      Gość (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      21 X 1963 w Majdanie Kozic Górnych koło PIASK w obławie SB i ZOMO poległ sierż. (pośm. ppor.) J. Franczak ps. "Lalek" - podof. WP, ost. z Żołn. Wyklętych

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecane

      Wideo