Piotr Wroński: Złamałem esbecką omertę. I tabu, bo zadałem...

    Piotr Wroński: Złamałem esbecką omertę. I tabu, bo zadałem się z prawicą [FRAGMENT KSIĄŻKI]

    Przemysław Wojciechowski, Piotr Wroński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Piotr Wroński

    Piotr Wroński ©Bartek Syta

    Piotr Wroński, były oficer wywiadu i kontrwywiadu PRL w rozmowie z Przemysławem Wojciechowskim opowiada o politykach, konfidentach i swoich kolegów po fachu z SB. Twierdzi, że jest w tym absolutnie szczery. Prezentujemy fragmenty tej książki.
    Piotr Wroński

    Piotr Wroński ©Bartek Syta

    I tu przerwijmy tę narrację. Opowiedz mi, co działo się w MSW po zabójstwie księdza Popiełuszki?
    Mogę ci tylko powiedzieć, co ja widziałem, bo nie sądzisz chyba, że świeżo upieczony podporucznik jest zapraszany do stołu generałów. Widzisz, ja uważam, że za tym mordem stoi ówczesna władza. Teraz, po wielu latach, pisząc książkę, widzę to o wiele wyraźniej. Ta śmierć służyła przede wszystkim im. Byli przygotowani do wszystkiego, co nastąpiło potem. Pamiętaj, że w Moskwie zaczynał dopiero Gorbaczow, który walczył ze swoim betonem. Tu też był beton, ale to absolutnie nie było w ich interesie. Chcieli zrobić przewrót? Obalić Jaruzelskiego? Czym?
    Mogli tylko gadać bzdury, bo nie mieli ani wojska, ani MSW. Kiszczak opanował swoimi ludźmi całe SB. Pożoga był z MSW, ale Dankowski, szef SB, przyszedł za Kiszczakiem. W wojsku,w WSW byli ludzie Jaruzelskiego i Kiszczaka.

    Analizowałem wszystkie dostępne materiały w Internecie,bo nie mam dostępu do akt prokuratorskich. Wniosek mam jeden: ta trójka jechała, by zabić, szef MSW o tym wiedział, a reszta jest wyłącznie rozwinięciem spisku. Przeczytasz to w mojej książce. Wróćmy do końca października 1984 roku. Księdza Popiełuszkę porwano w piątek, późnym wieczorem. Chyba w sobotę, zdaje się, że to była jedna z dwóch wolnych sobót w miesiącu, radio podało komunikat, że porwano warszawskiego księdza Jerzego P. Nie podali nazwiska. Zwyczajowa prośba o zgłaszanie się świadków na milicję. Komunikaty te powtarzali również w telewizji, całą niedzielę. Nie zwróciłem na to uwagi, bo nawet nie wiedziałem, że taki ksiądz istnieje. Nic mi nie mówił inicjał nazwiska, ani imię. Nie byłem i nadal nie jestem członkiem Kościoła Katolickiego, nigdy do niego nie należałem. Nigdy też, ani prywatnie, a tym bardziej służbowo, nie zajmowałem się kościołem. To nie była moja tematyka. Zresztą, nigdy nie interesował mnie Kościół, jako instytucja. Nie mówię o Chrześcijaństwie, jako filozofii i religii, ale już o tym wspominałem. W poniedziałek, przyszedłem jak zwykle do pracy. Od razu rano Bosak zwołał zebranie wydziału. Na zebraniu poinformował nas, że porwano księdza Jerzego Popiełuszkę z Żoliborza i zrobili to trzej oficerowie Departamentu IV, a czyn ten wymierzony jest w politykę porozumienia towarzysza generała Jaruzelskiego i towarzysza generała Kiszczaka. Wymienił nazwiska tych trzech „Czwórkarzy” i polecił, by nie dyskutować o sprawie i czekać na oficjalne komunikaty „kierownictwa partyjno-rządowego”. Poszedłem do kontrwywiadu, a tam nikt nic nie wiedział. Dopiero wieczorem w poniedziałek był komunikat telewizyjny, że podejrzewa się kogoś z MSW o to porwanie. We wtorek pojawił się inicjał „Grzegorz P.”, którego zatrzymano w związku z tą sprawą. Nazwiska sprawców podano dopiero w środę lub w czwartek. Tuż przed zapowiedzią Kiszczaka, że zwłoki zostaną szybko odnalezione.

    CZYTAJ TAKŻE: Piotr Wroński: Nie wierzę, aby Kiszczak trzymał w domu teczki. Jego żona zapewne nie działała sama

    Pamiętasz, czy były informacje o drugim samochodzie?
    Nie. Nie było. To od początku była narracja sterowana. Po wielu latach w służbach specjalnych, pracy w Polsce i za granicą, jestem o wiele mądrzejszy niż wtedy. Nikt nic na ten temat nie mówił. Po prostu, trzech oficerów Departamentu IV, porwało i zabiło księdza, odbył się proces i zostali ukarani. Kierownictwo „partyjno-rządowe” przecięło „wrzód na zdrowej tkance narodu” i zneutralizowało „środowiska, które chciały doprowadzić do wojny domowej”. Kpię? Tak wtedy mówiono. To było „przesłanie” władzy dla społeczeństwa. Można było też odebrać, jako ostrzeżenie: „szanujcie nas, bo takich wypadków może być więcej”. Nie chcę teraz o tym mówić.

    No, dobrze. Chcesz to wszystko napisać w swojej książce?
    Tak. To będzie powieść, bo nie można napisać dokumentu, gdy wszyscy milczą, a akta są utajnione, albo gdzieś zniknęły.

    Poczekam. Powiedz jednak jak ty, jak twoi koledzy zareagowali na tę zbrodnię?
    Mogę mówić tylko za siebie, chociaż przypuszczam, że wielu miało podobne odczucia. Zacznijmy od tego, że mnie nazwiska morderców również nic nie mówiły. Nie znałem Departamentu IV, ani ludzi stamtąd. Może spotykałem ich w bufecie na Rakowieckiej, ale tam przychodzili wszyscy i nikt nie mówił skąd jest. Po szkole ta tematyka w ogóle mnie nie dotyczyła. To, co usłyszałem od Bosaka zmroziło mnie. Nie spodziewałem się, że wtedy, możliwe jeszcze było to, co w latach pięćdziesiątych. Krążyły, co prawda legendy o ludziach usuwanych za zdradę, ale traktowałem to, jako plotki. Poza tym byli to zdrajcy. Ta tematyka nigdy jednak nie istniała w rozmowach. I nagle mamy księdza, który tylko mówił, nie prowadził żadnej działalności wywrotowej w sensie zbrojnym. Tylko mówił to, co można i tak było usłyszeć na ulicy, a i my sami, prywatnie, przy wódce też narzekaliśmy na wiele. Większość z nas wychowana była w tradycji świąt katolickich. Byliśmy już zupełnie innym pokoleniem. Widzisz, MSW też było podzielone. Składało się jakby z dwóch części. Pierwszą stanowili ci, którzy - żartobliwie rzecz ujmując - „podwaliny podwalali, zręby zrębiali”. Nazywaliśmy ich utrwalaczami, dziadkami leśnymi, partyzantami. Oni cały czas mieli wrażenie, że walczą w lesie z „reakcją”. Korpus Kadetów, dzieci wojny. Nie było tego tak widać w „Jedynce”, jak w innych Departamentach. Może dlatego, że ciągły kontakt z Zachodem wywiadu, zmieniał trochę, „wygładzał” oficerów, chociaż w gruncie rzeczy, oni myśleli podobnie, tylko forma wyrażania myśli była inna. Dam ci przykład. W pokoju w kontrwywiadzie siedziałem razem z ppłk (chyba już miał taki stopień)Czesławem M. Był to starszy człowiek z długoletnim stażem. Wyrósł w „bezpiece”. Pracował chyba jeszcze w UB. Jego reakcje na proces zabójców księdza były dla mnie przerażające. W kółko powtarzał: „|Co oni robią? Co oni robią? Powariowali. Tak socjalizmu nie obronią”. Kiedy spytałem go, dlaczego tak myśli, skwitował jednym zdaniem: „Wasze pokolenie gówno wie i gówno zrobi.”. Była też druga grupa. Coraz liczniejsza, czyli moje pokolenie. Ludzie wychowani już w latach gierkowskich, z kolorowymi telewizorami, zakładający sobie telewizję satelitarną, w dużej mierze wykształceni, przynajmniej u nas, na cywilnych uczelniach. Nawet jeśli pochodzili z nomenklaturowych rodzin, to w tej sprawie myśleli zupełnie inaczej niż ppłk Czesław M.A co dopiero ja? Człowiek „znikąd”, w nieoficjalnej nomenklaturze MSW. Nie mieściło mi się w głowie, jak ludzie trochę starsi ode mnie mogli dokonać takiej zbrodni! Wtedy wydawało mi się to morderstwo całkowicie bez sensu. Potrzeba kilku lat przynajmniej trochę doświadczenia w tej pracy, by stawiać hipotezy. I mieć informacje, a te, które mieliśmy, mówię o ludziach na moim poziomie służbowym, pochodziły generalnie z oficjalnych komunikatów, znanych wszystkim w Polsce. Poza tym pierwszym spotkaniem, było jeszcze jakieś zebranie partyjne, gdzie powtórzono raz jeszcze „o prowokacji przeciwko polityce porozumienia” dwóch generałów. My też woleliśmy o tym nie dyskutować. Nie ze strachu, ale raczej z…nie mam określenia…nie mogę go znaleźć. O czym mieliśmy rozmawiać? O czym miałem mówić? O strachu przed konsekwencjami dla wszystkich? Część z nas wolała pewnie wierzyć, że to była samodzielna akcja trzech…zbyt ambitnych funkcjonariuszy. Widzisz, w jakim kraju teraz żyjemy? Nie mogę nazwać ich, tak jak bym chciał. Nie mogę powiedzieć o bandycie, że jest bandytą, bo odbył pseudo karę i może mnie podać do sądu, wygrać, bo stać go na adwokata i będę jeszcze musiał o przepraszać. W dodatku to ja jestem bandytą z mocy ustawy, ukaranym obcięciem emerytury. Oni mają większy procent niż ja, bo siedzieli w pierdlu. Ty cały czas zastanawiasz się, jak mnie zmusić do wyjawienia zbrodni, które popełniłem, bo przecież jakieś musiałem popełnić, a ja żadnej zbrodni w życiu nie popełniłem. Nie wziąłem łapówki, nie pobiłem nikogo, nic nie ukradłem tylko pracowałem uczciwie. Nikt się nie zastanawia nad tym, co zrobiłem przez 23 lata pracy w wolnej Polsce, tylko chce mnie powiesić za te siedem lat i dziewięć miesięcy pracy w SB.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      operuje zwrotami

      spokojny

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

      „Chyba w sobotę, zdaje się, że to była jedna z dwóch wolnych sobót w miesiącu”.
      He, he. Facet udaje eksperta a operuje zwrotami typu „zdaje się”, „chyba”.
      Chyba może na pewno a morze jest...rozwiń całość

      „Chyba w sobotę, zdaje się, że to była jedna z dwóch wolnych sobót w miesiącu”.
      He, he. Facet udaje eksperta a operuje zwrotami typu „zdaje się”, „chyba”.
      Chyba może na pewno a morze jest głębokie ale morze jemu tylko się tak zdaje się?zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      The times - opinie z jednej strony

      adrian (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      wyście się z ch**** na głowy pozamieniali .

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      W tym fachu nie ma byłych.

      Karolina (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2

      Mogę mówić tylko za siebie,to co ja wiem,etc. Czyli tyle,ile wszyscy wiedzą.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama