Są tacy, którzy w ogóle wątpią w możliwość wypromowania silnego klubu piłkarskiego - wizytówki stolicy województwa, ale większość przeczuwa, że szanse są. Bo będziemy mieć świetny stadion, bo za zarządzanie klubem zabrali się ludzie z pomysłem, bo w perspektywie mamy mieć silnego sponsora. Ale sukces na początek - najważniejszy.
Jasne, że sukces pomoże, jasne, że dzięki niemu połowa zabiegów marketingowych mogłaby nie zaistnieć, a efekt i tak będzie dobry. Czy jednak jest on niezbędnym składnikiem strategii marketingowej dla klubu i miasta? Nie sądzę, że niezbędnym. Są kluby, które sukcesu nie miały od lat, a mają wspaniałą publiczność.
Na Górnym Śląsku, skąd pochodzę, są przynajmniej trzy kluby, których kibice nie opuszczają, a mogliby z uwagi na brak sukcesu. Mam znajomych, którzy wtedy, gdy z ekstraklasy spadał Górnik Zabrze, witali się w poniedziałek po weekendowych meczach krótkim dialogiem: "- Co myślisz? - No, cóż... - Za tydzień z Lechią? (tu padała odpowiednia nazwa kolejnego rywala). - Tak, będzie lepiej." I za tydzień czy dwa znów zjawiali się przy Roosevelta, by zobaczyć 90 minut często słabego widowiska. Nie był ważny brak zwycięstwa, ważne było poczucie, że jeśli jest się Górnoślązakiem, to mecze Górnika, Ruchu czy Gieksy zawsze powinny Cię interesować. Nawet jeśli nie chodzisz na mecze, to zaglądasz na klubowe newsy, kupujesz pamiątkę, masz nalepkę na samochodzie. Oczywiście, nie wiem, czy górnośląska lojalność wobec swoich występuje tak silnie w innych regionach kraju. Ale wiem, że na tym i zapewne wielu innych, nie tylko polskich przykładach, widać, iż najważniejszy jest mądry wizerunkowy marketing klubu i miasta.
Nie mamy za sobą 14 tytułów mistrza Polski, jak Górnik Zabrze, ale spokojnie - dobrych wspomnień wystarczy, by i u nas zbudować markę klubuDobra promocja wizerunkowa wywołuje modę na produkt. Dziś najważniejsze jest dla Śląska wywołanie takiej mody. W oczekiwaniu na stadion i ewentualne sukcesy potrzeba mądrej marketingowej strategii, która uświadomi wrocławianom, że klub piłkarski ma być takim samym składnikiem marki Wrocławia, jak Rynek, uczelnie, studencki klimat, nowoczesne firmy. Co więcej - może zresztą to jest najważniejsze na początek - należy zadbać o samą promocję sportu. Wrocław powinien się kojarzyć ze sportem, nie tylko zawodowym, także tym nieprofesjonalnym, tak jak dziś kojarzy się z informatykami. Do tego potrzeba konsekwentnego wysiłku, przynajmniej takiego, jaki włożono w kampanię "Wrocław - miasto spotkań". W takim klimacie będzie łatwiej budować markę klubu. No i odkopmy wreszcie historię Śląska. Pewnie, że nie mamy za sobą 14 tytułów mistrzów Polski, ale spokojnie - znacznie słabsze i młodsze kluby potrafiły stworzyć markę.
Na początek uświadommy sobie ważną rocznicę - w tym roku mija 35 lat od pamiętnych meczów z Liverpoolem w Pucharze UEFA. Na Stadion Olimpijski przyszło wtedy kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy cieszyli się z bramki Pawłowskiego. Wielu z nich za dwa lata zjawi się na maślickim stadionie. Tylko przypomnijmy im o ich emocjach sprzed lat, przypomnijmy im, że jako młodzi ludzie tam wtedy byli. To się nie uda bez całościowego programu marketingowego, w który, tak jak klub, zaangażowane musi być także miasto.