Powinniśmy przejść wobec gestu Juszczenki milcząco - mówi w Jan Andrzej Dąbrowski.
Z Janem Andrzejem Dąbrowskim, prezesem zarządu Kolegium Europy Wschodniej we Wrocławiu, rozmawia Małgorzata Matuszewska.
W piątek o 15 przed konsulatem Ukrainy we Wrocławiu ma się rozpocząć demonstracja przeciw decyzji prezydenta Wiktora Juszczenki, który nadał tytuł Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi, ukraińskim nacjonalistom, którzy przyczynili się do cierpień i śmierci wielu Polaków i Żydów. Dlaczego zrobił to Juszczenko, kojarzony z otwartością na Zachód, niegdyś porządny polityk? Nie wiem. Spotkało się to z bardzo negatywnymi reakcjami nie tylko w Polsce, ale i na samej Ukrainie. Takich decyzji nie podejmuje się w ostatnich dniach prezydentury. Bardzo słabej prezydentury i z perspektywy pięciu lat - zmarnowania przez Juszczenkę i elity ukraińskie ogromnej szansy otwartej pomarańczową rewolucją.
Ta decyzja to ukłon w stronę ukraińskich nacjonalistów? Oczywiście, że tak. To chęć przypodobania się bardzo wąskiej grupie nacjonalistów i liczenie na funkcjonowanie w ukraińskiej polityce - dzięki temu - w następnych latach. Ukraińcy jednak, nie głosując na Juszczenkę w I turze wyborów prezydenckich, pokazali dokładnie, co o nim myślą. Stepan Bandera nigdy nie był obywatelem UkrainyInaczej ocenialibyśmy taki gest, gdyby wyszedł od prezydenta na początku politycznej drogi, ale ten prezydent kończy kadencję, odchodzi skompromitowany, a samo państwo ukraińskie pogrążone jest w chaosie i kryzysie.
Czy ta decyzja zaszkodzi stosunkom polsko-ukraińskim? Mam nadzieję, że nie. Stepan Bandera nigdy nie był obywatelem Ukrainy. W 1939 był obywatelem II Rzeczypospolitej, państwa wielonarodowego. Rzeczywiście, działał na rzecz niepodległej Ukrainy, uważał jednak, że to Polacy i Rosjanie, nie Niemcy, są jej największymi wrogami. Nie był bezpośrednio odpowiedzialny za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, ale to przecież organizacja, którą stworzył, mordowała Polaków. Ponosi więc za to moralną odpowiedzialność.
Prezydent Wiktor Juszczenko spodziewał się, że nacjonaliści mu przyklasną, a świat przyjmie gest obojętnie? Wiele jest postaci, które nie budzą aż takich kontrowersji. Szymon Petlura czy Bohdan Chmielnicki to dwa pierwsze z brzegu przykłady. Trudno się spodziewać, że współczesny świat przyjmie obojętnie decyzję uznającą terrorystów za bohaterów narodowych, za przykład godny naśladowania, za wzór dla młodzieży szkolnej. Decyzja Juszczenki wywołała zresztą ogromne protesty wśród samych Ukraińców, przyczyniając się raczej do dalszych podziałów niż do budowy jedności ukraińskiej.
Czy Inicjatywa Historyczna i Towarzystwo Miłośników Kultury Kresowej, które organizują dzisiejszą pikietę we Wrocławiu, postępują słusznie? Powinniśmy przejść wobec gestu Juszczenki milcząco. Sami Ukraińcy wyborczą kartką pokazali, co myślą o obecnym prezydencie.
Trudno spodziewać się obojętności po potomkach tych, którzy ucierpieli z rąk nacjonalistów. Trudno zapomnieć o okropnościach.Powinniśmy przejść wobec gestu Juszczenki milcząco Nie można zostać obojętnym, jeśli straciło się najbliższych, zwłaszcza że przez kilkadziesiąt lat w Polsce pod rządami komunistów trzeba było o tym milczeć, a skala okrucieństwa na Wołyniu i w Galicji Zachodniej była ogromna. Ale trzeba pamiętać, że po ukraińskiej stronie też były ofiary. A protesty i pikiety uliczne nie są drogą do rozwiązywania historycznych zaszłości w stosunkach polsko-ukraińskich. MIS
Cóż daje p. Dąbrowskiemu prawo pouczania innych? Czyżby jakiś ukryty przed światem, niezwykły dorobek lub wykształcenie? Demokracja daje obywatelom prawa różnorodnego wyrażania swoich opinii. A p. Dąbrowski - jeśli chce - może milczeć. Może nawet powinien...