PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

niedziela 01 sierpnia 2010 r. imieniny obchodzą: Nadia, Justyna, Piotr

Gazeta Wrocławska » Magazyn » Artykuł

Szczęście nie musi być głośne

Szczęście nie musi być głośne

Przez cały czas porozumiewa się z dziećmi w dwóch językach: mówi do nich i jednocześnie pokazuje znaki w języku migowym (© Paweł Relikowski)

Gazeta Wrocławska Robert Migdał

2010-03-19 13:04:40, aktualizacja: 2010-03-20 06:32:20

Beata nie usłyszy, kiedy jej córeczki pierwszy raz powiedzą do niej "mama". Nie usłyszy: "Tak bardzo cię kocham", "Tęsknię za tobą", "Przytul mnie". Będzie to mogła przeczytać tylko z ruchu ich warg, znaków pokazanych rękami i oczywiście poczuć, gdy ją mocno obejmą. O tym, jak wyglądało wychowanie dzieci przez osoby niesłyszące 30 lat temu, a jak dzisiaj - pisze Robert Migdał

Szczupła blondynka, nie wygląda na swoje 32 lata (idę o zakład: piwa by nikt jej nie sprzedał, nie prosząc wcześniej o dowód osobisty). Pierwsze, co rzuca się w oczy, to uśmiech Beaty: od ucha do ucha. I to, jak na powitanie rozkłada ręce i w języku migowym pokazuje: "Cześć, jak się masz?". Łatwo zrozumieć, co pokazuje, bo każdego, kogo spotyka choćby przez kilka chwil, uczy podstaw "migania"
(ja sam, na jednym z pierwszych spotkań, poznałem znaki: "pracuję", "kocham cię", "kino", "idę do domu", pijany" "głupi", "dziecko", "czytam", no i kilka słów niecenzuralnych - z ciekawości oczywiście).

Poza miganiem Beata od razu próbuje - i to skutecznie - powiedzieć parę słów. Bo choć nie słyszy, to mówi: z roku na rok coraz wyraźniej. To dzięki systematycznym ćwiczeniom z logopedą i jej niesamowitemu samozaparciu. "Jest uparta jak diabli" - mówią jej znajomi.
Nie zawsze tak było...

***

Beata Glądała-Radecka nie słyszy od dziecka, prawie od urodzenia. Na świat przyszła już z dużą wadą słuchu. Pech chciał, że dostała silnego zapalenia ucha środkowego, gdy miała 9 miesięcy. Jeden antybiotyk, drugi... Po latach lekarze stwierdzili, że to właśnie choroba mogła być przyczyną tego, że dziś jest głucha.

- 32 lata temu inaczej wyglądał świat, świat głuchych. Rodzice zauważyli, że nie reaguję na ich wołanie, na hałas dookoła, wycie karetki czy trzask kubłów śmieciarki budzących całe osiedle, gdy miałam ponad rok. Dopiero wtedy poszli ze mną do poradni wad słuchu. Diagnoza brzmiała jak wyrok: "Dziecko nie słyszy" - wspomina.

Pewnie zauważyliby, usłyszeli wcześniej, gdyby nie to, że sami nie słyszą. Mama - Teresa - gdy miała dwa latka, zachorowała na zapalenie opon mózgowych i straciła słuch. Ojciec - Stanisław - jest głuchy od urodzenia.

Stereotypowe myślenie królowało wśród ludzi: "głuchy - głupi", "głuchy - popychadło"Koniec lat 70. Rodzice wszystkich maluchów, które rodzą się w gierkowskiej Polsce, walczą z brakiem szklanych butelek do mleka, pieluch tetrowych, zasypek, kremów, z brakiem odżywek - dziś dostępnych w każdej aptece. Rodzice z głuchym dzieckiem mają o niebo gorzej. Ich problemy trzeba pomnożyć razy dwa, ba, nawet więcej.

- Pal licho puste półki. Bardziej bolała pustka w głowach innych ludzi. Stereotypowe myślenie królowało wśród ludzi: "głuchy - głupi", "głuchy - popychadło". "głuchy - niech weźmie rentę, niech się zamknie w czterech ścianach, niech nie przeszkadza..." - mówi Beata.

Dorośli dorosłymi. A dzieci? Bardziej okrutne: izolacja na podwórku, przezwiska, samotność, płacz po kątach, niechęć przed wychodzeniem na podwórko do koleżanek. - Dziś jest trochę lepiej, ale tylko trochę. Ludzie nadal potrafią być złośliwi... - mówi Beata.
strona: 1 z 5 »

Sonda

Najlepszy kurort na wakacje to...

Reklama

Gazeta Wrocławska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy