PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

niedziela 01 sierpnia 2010 r. imieniny obchodzą: Nadia, Justyna, Piotr

Gazeta Wrocławska » Magazyn » Artykuł

Kayah: Nie jestem pracowita jak Rubik

Gazeta Wrocławska Robert Migdał

2010-03-19 11:13:24, aktualizacja: 2010-04-21 08:13:05

Kto na dźwięk jej gry na fortepianie przewraca się w grobie, czemu jeszcze nie napisała opery i dlaczego ciągle idzie pod prąd. Z Kayah, o najnowszej płycie, którą nagrała tylko z kwartetem smyczkowym, rozmawia Robert Migdał

Skąd pomysł na tak zmysłową, nietypową, jak na polski rynek, płytę? Odstaje od tych, w których jest mnóstwo elektroniki i wydaje się "uboga instrumentalnie".
Pomysł zakwitł w głowach muzyków z kwartetu Royal, stąd też i automatycznie wybór instrumentarium. Już od dawna wiem, że mniej znaczy więcej. Przestrzeń, jaką udało się uzyskać dzięki temu wyborowi, idealnie się nadawała dla
tego ogromu emocji, jakie zawierają teksty. Dzięki temu te same piosenki brzmią dobitniej, treści są jeszcze bardziej emocjonalne, a utwory żyją drugim, kto wie, może nawet i ważniejszym życiem.

Nie bała się Pani zrobić takiej płyty?
Jedyne, czego się boję, to nagrać i próbować wcisnąć ludziom płytę byle jaką, miałką i słabą. Jeśli jestem pewna poziomu artystycznego, reszta mnie nie obchodzi. Wiem, że jeśli płyta jest dobra, jest owocem ciężkiej pracy, a nawet szeregu wątpliwości, jeśli jest szczera - musi znaleźć odbiorcę. Mam od lat wiernych fanów, którzy na szczęście również myślą takimi kategoriami. Na nich zawsze mogę liczyć. Płyty, poza oczywiście spełnieniem własnej potrzeby ekspresji, nagrywa się właśnie dla fanów, a nie mediów i krytyki.

Jak to się stało, że poznała Pani Royal Quartet i nagraliście płytę?
Ponad rok temu kwartet zgłosił się do mnie z propozycją zagrania wspólnego koncertu w ramach ich jesiennego festiwalu Kwartesencja w warszawskiej Fabryce Trzciny. To miała być jednorazowa przygoda. Robiliśmy próby z nowymi aranżacjami moich piosenek i już wtedy rodziła się chemia między nami. Musiało dać się ją odczuć na koncercie, bo po owacjach na stojąco zaczęły iść wici w Polskę o naszym projekcie, a zaraz potem zaproszenia na koncerty. Kiedy zorientowaliśmy się, ile wzruszeń dostarczamy i sobie, i innym, postanowiliśmy wejść do studia i nagrać taką płytę. Nagraliśmy ją w kilka dni, niemal za pierwszym podejściem. Cieszę się, że ta przygoda ma dalszy ciąg, bo intuicyjnie przeczuwam, że artystycznie to dla mnie ważny moment.

Jedyne, czego się boję, to nagrać i próbować wcisnąć ludziom płytę byle jaką, miałką i słabąMoim zdaniem wykazała się Pani wielką odwagą, nagrywając taką płytę: niekomercyjną, na której nie ma utworów, które mogłyby lecieć non stop w radiu czy TV.
Dziękuję, ale o dziwo utwory są grane, oczywiście w niektórych rozgłośniach. W dzisiejszych czasach, nawet nagrywając wściekle komercyjną płytę, nigdy nie ma się gwarancji, że ktoś to zagra. Po co więc się ograniczać, ukierunkowywać - lepiej robić coś, co gra ci w duszy.

Mam wrażenie, że idzie Pani pod prąd: swoimi ścieżkami, nie kalkuluje, czy się coś opłaca, czy nie. Robi Pani taką muzykę, jaką chce, bez kompromisów. Mam rację?
Owszem. Oczywiście zawsze jest to małe drżenie, że zrobiło się kawał dobrej i nikomu niepotrzebnej roboty. Z naciskiem na niepotrzebnej nikomu (śmiech). Ale wierzę w szczerość w muzyce. Życie pokazało mi, że w sztuce kalkulacja często obraca się przeciw tobie. W najlepszym przypadku wstydzisz się własnego wzroku w lustrze. W najgorszym nie dość, że czujesz się jak zdrajca, to mimo twoich ruchów nie przynosi to żadnych komercyjnych efektów.
strona: 1 z 3 »

Wszystkie komentarze »

Komentarze (1)

Sonda

Najlepszy kurort na wakacje to...

Reklama

Gazeta Wrocławska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy