PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

środa 08 września 2010 r. imieniny obchodzą: Maria, Nestor, Radosław

Gazeta Wrocławska » Magazyn » Artykuł

Nie lubię stawiać dwój studentom

Nie lubię stawiać dwój studentom

Tadeusz Więckowski, rektor Politechniki Wrocławskiej (© Tomasz Hołod)

Gazeta Wrocławska Robert Migdał

2010-02-05 12:14:36, aktualizacja: 2010-02-05 12:14:36

Czy potrafi rozkręcić i złożyć silnik samochodu, jakim autem jeździł na randki ze swoją przyszłą żoną, jak ważne w jego życiu są zegary, dlaczego uważa, że rodzice źle go wychowali i czy jest uparciuchem, który nigdy nie zmienia zdania. Z prof. Tadeuszem Więckowskim, rektorem Politechniki Wrocławskiej, rozmawia Robert Migdał.

Czym dla Pana jest sukces?
Jestem trochę marzycielem. O wielu rzeczach marzę i jeżeli choć jedno moje marzenie się spełni - to wtedy jest dla mnie sukces.

Zaszczyty, stanowiska?
Zupełnie nie. O, dam panu przykład mojego sukcesu: bardzo chciałem mieć stary zegar: marzyłem o nim, ale nie było mnie na niego stać. W końcu udało mi się zdobyć taki zrujnowany i chciałem, żeby
zaczął sobie "tykać". I dla mnie sukcesem było to, że potrafiłem własnoręcznie ten dwustuletni zegar uruchomić, dorobić do niego, co było potrzeba. Większość jednak moich sukcesów, które sobie wymarzyłem, jest związana z Politechniką.

Kiedy kandydowałem na rektora, moja żona długo mówiła "nie".Wiele osób mówi, że Politechnika jest Pana drugim domem.
To prawda. Moja żona mnie przedrzeźnia i mówi, że odwróciłem sobie kolejność: jeżeli uda mi się zrealizować coś, co sobie zaplanowałem z uczelnią, to jest to dla mnie większy sukces, niżby mi się coś udało zrobić w domu.

Więcej czasu Pan spędza w tym "domu" w Politechnice czy w swoim własnym?
Oj, znacznie więcej na uczelni. I niestety, na dodatek, przeniosłem ten mój "dom - Politechnikę" do tego prywatnego. Gdy muszę w spokoju przejrzeć ważne dokumenty, nie da się tego zrobić w gabinecie, bo cały czas ktoś przychodzi, wchodzi. Nie mogę się skupić. Zabieram więc papiery do domu.

Spotkałem Pana żonę w sekretariacie. To już jest tak źle, że małżonka, żeby Pana zobaczyć, musi przychodzić do Pana do pracy?
(śmiech) Zdarza się. Bo prawda jest taka, że żona niekiedy chce mnie zobaczyć za dnia, w świetle dziennym.

A nie jest zła, nie ciosa kołków na głowie: "Ciągle ta Politechnika, Politechnika, a kiedy czas dla mnie, kiedy się mną zajmiesz?". Nie ma pretensji?
Ooo, są niekiedy dość długie dyskusje na ten temat...

Mówi Pan delikatnie: dyskusje, czy są to raczej kłótnie?
W cudzysłowie powiem: "dyskusje" (śmiech). Kiedy musiałem podjąć decyzję, czy będę startował do godności i funkcji rektora, moja żona długo mówiła "nie".

Wiedziała, co to może oznaczać.
Wiedziała. Za dobrze mnie zna. Ale w pewnym momencie mówi: "Chcesz, próbuj". Natomiast rzeczywiście jest tak, że nie jest zadowolona. Na szczęście mam bardzo wyrozumiałą żonę, jest dla mnie wielkim wsparciem. Wchodzę po pracy do domu i wystarczy, że popatrzy na mnie i już wie: czy dzień był dobry, czy zły. Tylko dzięki niej godzę funkcję rektora z normalnym życiem. Ma wypracowane wobec mnie różne metody postępowania.
strona: 1 z 5 »

Wszystkie komentarze »

Komentarze (3)

Sonda

Który lekarz jest bliższy Twemu sercu?

Reklama

Gazeta Wrocławska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy