PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

niedziela 01 sierpnia 2010 r. imieniny obchodzą: Nadia, Justyna, Piotr

Gazeta Wrocławska » Magazyn » Artykuł

Mock w świecie mitów

Mock w świecie mitów

Marek Krajewski (© Paweł Relikowski)

Gazeta Wrocławska Krzysztof Kucharski

2009-05-08 16:23:30, aktualizacja: 2009-05-08 16:40:49

Rozmowa z Markiem Krajewskim.

Pewnie pierwsi wierni czytelnicy Twoich książek już są po lekturze "Głowy Minotaura". Pewnie zaraz zażądają wyjaśnień. Też chciałbym wiedzieć, na przykład, dlaczego swojego bohatera, policjanta z Breslau Eberharda Mocka, zesłałeś do Lwowa?

Do Lwowa Mock pojechał w sprawach służbowych, czyli kryminalnych, i myślę, że w sumie był z tej eskapady zadowolony. Wyznam szczerze, że wyekspediowałem go po pierwsze dlatego, że sceneria dawnego Wrocławia już mi się trochę opatrzyła. Nawet mnie trochę znudziła i już jej czasami miałem dość. Dość też miałem niemieckich klimatów. W cyklu ze słowem Breslau w tytule napisałem pięć książek.

Postanowiłem odnowić nieco oblicze mojej działalności pisarskiej. To po pierwsze. Po drugie, zawsze fascynował mnie okres międzywojenny i, oczywiście, nie tylko niemiecki. Przede wszystkim fascynowała mnie Polska międzywojenna.

Możesz to rozwinąć? Nie wykręcisz się samym suchym stwierdzeniem.


Różne powody na to się złożyły. Po pierwsze, Polska była wtedy państwem niepodległym. W latach mojej młodości nasz kraj nie był w pełni suwerenny, tamta Polska jawiła mi się jako trochę taka wyśniona kraina, wręcz idylliczna. Oczywiście - jak każda sielanka - był to obraz nieprawdziwy, wiemy, że tamta nasza ojczyzna była targana wieloma sprzecznościami. Ale tak ją sobie wyobrażałem w zestawieniu z szarą rzeczywistością PRL-u. Po drugie, bardzo mi się podobają obyczaje tego okresu. Począwszy od eleganckich strojów, a więc garniturów, krawatów, kapeluszy u mężczyzn, po piękne, powiewne sukienki u kobiet. Jestem także pod wrażeniem estymy, jaką przywiązywano do kultury klasycznej, będącej trwałym składnikiem formacji polskiej inteligencji.

Łaciny i greki uczono w dobrych szkołach.

Oczywiście, absolwenci liceów klasycznych znali języki starożytne równie dobrze, a może i lepiej niż dzisiejsi absolwenci filologii klasycznej. Mówię to z całym przekonaniem. Inteligenci przedwojenni używali łacińskich sentencji na co dzień. Kiedy ktoś użył sformułowania hic et nunc albo eo ipso, żaden redaktor nie wykreślał z artykułu tego fragmentu, jak to się teraz, niestety, zdarza.

Mam nadzieję, że się teraz nie zdarzy. W końcu rozmawiam nie tylko z autorem powieści kryminalnych, ale też filologiem klasycznym, który się doktoryzował w zakresie językoznawstwa łacińskiego.

Mogę wrócić do moich fascynacji przedwojenną Polską?

Pewnie, pewnie... Chciałem tylko trochę przestraszyć moich nadredaktorów, których palce wędrują w kierunku klawisza "delete".

To właśnie owe fascynacje zdecydowały, że postanowiłem przenieść akcję mojej najnowszej powieści w realia międzywojennej Polski.

Muszę przyznać, że miasto do tej eskapady Mocka wybrałeś bardzo chytrze. We Wrocławiu są wciąż bardzo żywe lwowskie sentymenty. I też Lwów w tamtym okresie miał niezwykły koloryt.


Tak, wybrałem Lwów bardzo świadomie, ponieważ mam z tym miastem sporo więzów rodzinnych. Moja mama urodziła się pod Lwowem i do 1957 roku mieszkała na Kresach. Jej ojciec, a mój dziadek, pracował we Lwowie jako kelner. Wujek mojej mamy, młodszy brat babki, snuł niesamowite opowieści o tym mieście i na nich się wychowywałem. Z tych jego historii powstał w mojej głowie obraz miasta wesołego, które, jak wspominał, było jednym wielkim parkiem.
strona: 1 z 5 »

Sonda

Najlepszy kurort na wakacje to...

Reklama

Gazeta Wrocławska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy