Zeznali przed sądem jak szalał ochroniarz

    Zeznali przed sądem jak szalał ochroniarz

    Grażyna Szyszka

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Od lewej: Sebastian, Marta i Daria

    Od lewej: Sebastian, Marta i Daria ©Grażyna Szyszka

    Ochroniarz wpadł w szał i pobił klientów baru. Jego ofiarą padły dwie kobiety i didżej.
    Od lewej: Sebastian, Marta i Daria

    Od lewej: Sebastian, Marta i Daria ©Grażyna Szyszka

    Przed sądem ruszył we wtorek, (14 marca) proces ochroniarza oskarżonego o pobicie klienta jednego z głogowskich lokali. 26-letni Kamil S. napadł na 20-letniego mężczyznę i ciosami w głowę doprowadził do uszkodzenia jego słuchu. Podczas awantury pobił też dwie kobiety, które były świadkami zajścia.

    Na ławie oskarżonych zasiadł również 52-letni Stanisław Z., właściciel lokalu. Mężczyzna usłyszał zarzut utrudniania śledczym postępowania w sprawie wyjaśnienia zajścia.

    Wlókł gościa po schodach za szyję

    Wydarzenia, które znalazły swój finał w sądzie rozegrały się 26 czerwca ubiegłego roku. W lokalu przy ul. Prusa grupa znajomych świętowała urodziny koleżanki. Wśród nich był 20-letni Sebastian. Młody mężczyzna znał lokal, bo nie raz dorabiał w nim jako didżej.

    - Było już po północy, gdy zauważyłem, że na parkiecie jest mężczyzna, który się przewraca - opowiada nam poszkodowany. - Wyprowadziłem go przed lokal i wróciłem do środka. Ale po pewnym czasie on wrócił na salę, a wtedy do akcji wkroczył ochroniarz. Złapał go za szyję i ciągnął po schodach, przed lokal, przewracając po drodze krzesło. W drzwiach baru puścił go wreszcie, a gość osunął się nieprzytomny na ziemię.

    Widząc, co się stało, młody mężczyzna zwrócił uwagę ochroniarzowi, pytając go: Co zrobiłeś? I kiedy chciał ocucić leżącego mężczyznę, Kamil S. zaatakował. Napastnik uderzał Sebastiana otwartymi dłońmi w głowę tak mocno, że 20-latek został ogłuszony. Jak się później okazało w wyniku ciosów u ofiary doszło do przebicia obu błon bębenkowych uszu.

    W obronie kolegi stanęła Daria. Rozjuszony ochroniarz najpierw jej naubliżał a potem uderzył ręką w twarz. Po chwili powtórzył cios, ale tym razem już mocno zaciśniętą pięścią. 23-letnia kobieta doznała wstrząśnienia mózgu i trzy dni spędziła w szpitalu.

    Pobił i uciekł tylnymi drzwiami

    Trzecią ofiarą szalonego ochroniarza była Paulina, znajoma dwójki napadniętych. Kobietę pobił w barze. Zanim wyszedł z lokalu tylnymi drzwiami uderzył ją butelką.

    Zarówno ofiary jak i świadkowie, którzy zeznawali przed sądem przyznali, że Kamil S. od dawna stwarzał zagrożenie w lokalu. Był zaczepny, bardzo agresywny, chodził po lokalu często z zaciśniętymi pięściami i sprawiał wrażenie, jakby był naćpany. Mieli też o tym mówić właścicielowi przestrzegając go, by się pozbył krewkiego ochroniarza, bo kiedyś zrobi komuś krzywdę.

    - Wtedy Stanisław Z. zapewniał, że z nim rozmawiał i że ochroniarz będzie już grzeczny - dodaje Sebastian.

    Po nocnej awanturze, gdy wezwano już policję, ochroniarz zniknął. Świadkowie utrzymują, że uciekł tylnymi, prywatnymi drzwiami, a ułatwił mu to sam właściciel.

    - Jestem przekonany, że widział całe zajście na monitoringu, ale nie wyszedł, by mi pomóc - dodaje młody mężczyzna. - Wcześniej nasze relacje były dobre, ale tamtej nocy właściciel baru wypiął się na mnie.

    Po pobiciu trójki osób Kamil S. ukrywał się przed policją. Został zatrzymany dwa dni po zdarzeniu i usłyszał zarzuty.

    Co z nagraniem z monitoringu?

    Miejsce, w którym szalał ochroniarz obejmowały kamery systemu monitorującego należące do baru. Policja postanowiła więc odtworzyć nagranie i dwa dni po zdarzeniu do właściciela przyszli po nie policjanci. Ale Stanisław Z. nie oddał urządzenia twierdząc , że się zepsuło i jest w naprawie. Podał nawet nazwę warsztatu, do którego miało ono trafić. Policja sprawdziła to i okazało się, że mężczyzna skłamał, a urządzenie znajdowało się w lokalu. Przed sądem Stanisław Z. tłumaczył, że nie chciał oddać dysku, bo policja nie miała nakazu. Zrobił to dopiero wtedy, gdy wrócili ze stosownym pismem od prokuratora.

    - W czasie awantury monitoring nie działał - zeznał w sądzie Stanisław Z. - Ten sprzęt dość często się psuje.

    Mężczyzna twierdzi też, że sprawca pobicia nie jest jego ochroniarzem. Zaprzeczają jednak temu świadkowie, którzy nie raz widzieli, jak Kamil S. przychodził do biura po pieniądze za ochronę.

    Oskarżony Kamil S. nie zjawił się na rozprawie sądowej. Na kolejnej będą zeznawać inni świadkowie. Sędzia Daniel Ludwiczak zdecydował też, że zostanie wówczas odtworzone nagranie z monitoringu zarejestrowane feralnej nocy.

    Sprawca pobicia działał w warunkach recydywy. Grozi mu do 5 lat więzienia.

    Za ukrywanie dowodów i faktów istotnych dla postępowania również grozi dl 5 lat pozbawienia wolności.


    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama