Spalili dziecko w kotłowni

    Spalili dziecko w kotłowni

    Grażyna Szyszka

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Katarzyna B. urodziła w domu i zostawiła dziecko nie sprawdzając nawet, czy żyje
    1/3
    przejdź do galerii

    Katarzyna B. urodziła w domu i zostawiła dziecko nie sprawdzając nawet, czy żyje ©Grażyna Szyszka

    Katarzyna i Krystian B. aresztowani. Ona przyznała, że urodziła w domu, on milczy.
    Katarzyna B. z Radwanic, która urodziła dziecko, a potem wyniosła je do kotłowni, spędzi trzy miesiące w areszcie. Decyzją sądu trafił tam też jej mąż Krystian B., który jest podejrzany o poplecznictwo i zbezczeszczenie zwłok. Małżeństwo trafiło z a kraty w piątek, 15 lipca.

    - Oboje złożyli krótkie oświadczenia i podtrzymali swoje wcześniejsze zeznana w prokuraturze - mówi prokurator Sebastian Kluczyński z Prokuratury Rejonowej w Głogowie. - Katarzyna B. przyznała się do nieudzielenia pomocy dziecku i narażenia go na utratę zdrowia i życia, natomiast Krystian B., który usłyszał zarzut poplecznictwa i zbezczeszczenia zwłok, nie przyznał się i odmówił składania wyjaśnień - dodał prokurator.

    Tuż po zatrzymaniu pary z Radwanic, prokuratorzy z policjantami przeszukali ich dom i zabezpieczyli ślady.

    - W kotłowni znaleźliśmy też ślady, które mogą wskazywać, że są to szczątki dziecka - dodał prokurator Sebastian Kluczyński. Jednak badania, które to potwierdzą lub wykluczą, mogą potrwać kilka tygodni.

    Przypomnijmy. Katarzyna B. została zatrzymana we wtorek, 12 lipca po tym, jak do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Radwanicach dotarła anonimowa informacja, że kobieta była w ciąży, a nie widać dziecka. Pracownice ośrodka pomocy sprawdziły, czy kobieta była objęta opieką medyczną, a gdy to się nie potwierdziło, próbowały porozmawiać z Katarzyną B. Kiedy jednak kilka razy nie wpuściła ich do domu, wezwały policję.

    Po zatrzymaniu Katarzyna B. przyznała, że była w ciąży, ale nie chciała powiedzieć, co się stało z jej dzieckiem. Kilka razy zmieniała wersje zdarzeń. Jedną z nich było nawet to, że sprzedała noworodka za granicę. Ostatecznie opowiedziała śledczym, że poród odbył się w domu.

    - Rodziła na stojąco, a dziecko upadło na podłogę. Kobieta twierdzi, że nie wie, czy było żywe. Kilka dni później wyniosła je do kotłowni. Twierdzi też, że gdy zajrzała tam za jakiś czas, już go nie było - informuje Barbara Izbiańska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Głogowie.

    Śledczy podejrzewają, że ciało noworodka zostało spalone w kotłowni przez męża kobiety, Krystiana B.

    Małżeństwo B. ma troje dzieci, ale od ponad roku żadne z nich nie przebywa w domu. Trafiły do pieczy zastępczej.

    Katarzynie B. i Krystianowi B. za czyny, o które są oskarżeni, grozi do 5 lat więzienia.

    W Radwanicach wciąż nie milkną echa ostatnich, dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się w zabudowaniach w pobliżu dawnej roszarni. Ludziom trudno uwierzyć, że to właśnie w ich wsi matka skazała na śmierć swoje nowo narodzone dziecko, a jego ojciec pozbył się zwłok w przydomowej kotłowni.

    - Chyba wszyscy jesteśmy w szoku, że można być aż takim bydlęciem - mówi wstrząśnięta pani Renata. - Zawsze byli dziwni, oboje pili, ale mało ich było widać na wsi.

    - Kiedyś już było o niej głośno, jak po pijanemu tak wiozła dziecko w wózku, że aż wypadło - dodaje Stefan. - Dla takich ludzi nie powinno być litości.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama