Pozłotnik, introligator i sztukator. Te zawody jeszcze nie...

    Pozłotnik, introligator i sztukator. Te zawody jeszcze nie przejdą do historii

    Artykuł sponsorowany

    Aktualizacja:

    Wrocławski pozłotnik Ludomir Domański przyznaje, że ten zawód ma się bardzo dobrze.
    1/5
    przejdź do galerii

    Wrocławski pozłotnik Ludomir Domański przyznaje, że ten zawód ma się bardzo dobrze.

    Wydawałoby się, że na usługi rzemieślnicze spada popyt. Jednak nic podobnego. Klientów jest mniej, ale jak mówią właściciele zakładów, tragedii nie ma. Rzemieślnicy przyznają, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa

    Arkadiusz Orman

    Naszego zawodu z pewnością nie można nazwać ginącym. Mamy się bardzo dobrze – śmieje się Ludomir Domański, pozłotnik.
    Wrocławianin zajmuje się tym fachem od kiedy skończył 22 lata. Wszystko zaczęło się od pracy w Introligatorni i Ramiarni Domu Książki we Wrocławiu.

    – Ten zakład już nie istnieje. Pracowałem w pracowni artystycznej. Kierownikiem był Józef Stoncel, pozłotnik ze Lwowa, który uczył mnie tego fachu. Natomiast on zdobywał wiedzę zawodową od Walentego Jakubiaka – opowiada Ludomir Domań­ski.

    Szybko rozkręcił własny biznes


    Po czterech latach pracy w Domu Książki, pan Ludomir wraz z żoną postanowili otworzyć własną firmę. Początkowo mieściła się ona przy ul. Mikołaja, potem Ruskiej, Nożowniczej, a obecnie Bolesława Chrobrego we Wrocławiu. W tym samym czasie uczył już także pozłotnictwa w Wyższej Szkole Rzemiosł Artystycznych we Wrocławiu. Zainteresowanie zawodem, jak na tamte czasy było bardzo duże. Mistrz Domański przygotował do zawodu pozłotnika blisko 40 osób.

    – Myślę, że pozłotnik, to bardzo trudny zawód. Trzeba mieć wiedzę z różnych dziedzin: chemii, historii sztuki, malarstwa, stolarki, rzeźbiarstwa. Ponadto trzeba znać się na metalach. Musimy posiadać również umie­jętności artystyczne, które są niezbędne do tej pracy – wymienia.

    Artysta-rzemieślnik przyznaje, że ten zawód na pewno jeszcze nie odejdzie do lamusa, bo jak twierdzi, jest zapotrzebowanie na usługi pozłotnika.

    – Przez te wszystkie lata wyszkoliłem sporo młodych osób, które do dzisiaj zajmują się tym rzemiosłem i dobrze im idzie. Często z nimi rozmawiam i wiem, że nie narzekają na brak zleceń. Radzą sobie na rynku. To pokazuje, że ten zawód ma się naprawdę dobrze. Mam nadzieję, że tak zostanie – mówi Ludomir Domański.

    Mistrz Artysta pracował nad zło­ceniem obiektów nie tylko w województwie dolnośląskim, ale również miał zlecenia z całej Polski.

    – Najwięcej prac wykonałem we Wrocławiu. Jednak zdarzyło się, że zdobiłem ołtarze w kościołach w Małopolsce. Najważniejszym zleceniem i wyzwaniem było dla mnie ozdabianie pałacu prezydenta Azerbejdżanu w Baku. Efekt końcowy był naprawdę imponujący. Jestem z niego bardzo zadowolony – dodaje mistrz Domański.

    Sztukatorstwo nigdy nie przeminie


    Tamara Chorążyczewska, która dąży do tego, aby sztukatorstwo powróciło do łask, przyznaje, że na tę profesję zawsze będzie zapotrzebowanie.

    – Jestem związana z tym zawodem od lat, ponieważ mój mąż ma tytuł rzemieślniczy mistrz-sztukator. Uważam, że osoby, które zajmują się tym fachem, nie muszą bać się o jego przyszłość. Cały czas zmieniają się trendy w aranżacjach wnętrz. Aby lokal był ciekawie wykończony, często potrzebna jest pomoc sztukatora – twierdzi wrocławianka.

    Jej mąż Leszek Chorąży­czewski swoją przygodę z tym zawodem rozpoczął w latach 80. Na początku pracował w Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu w dziale dekoracji.

    – Później w izbie rzemieślniczej zdał egzamin czeladniczy. Potem przystąpił do egzaminu mistrzowskiego. Przez wiele lat zajmował się wykonywaniem w mieszkaniach różnych elementów z gipsu. Cały czas miał zlecenia. Wielokrotnie projektanci wnętrz prosili go o zrobienie danego przedmiotu między innymi lamp czy kolumn – opowiada Tamara Chorąży­czewska.
    Jak przyznaje pani Tamara w niewielu miejscach w Polsce kształci się już sztukatorów. Do poważniejszych robót ściągani są najczęściej fachowcy na przykład z Czech, gdzie szkolenie rzemieślników jest na bardzo dobrym poziomie.

    – Kiedyś w Polsce szkolono sztukatorów w technikach budowlanych. Od dawna już tego się nie robi. Myślę, że to jest błąd. Mój mąż ze względu na stan zdrowia nie może zajmować się już tym fachem. Jednak z chęcią podjąłby się szkolenia młodych ludzi. Myślę, że tego fachu nie można wykonywać bez porządnego przygotowania u mistrza, który jest specjalistą w tej dziedzinie – twierdzi.

    Wrocławianka przyznaje, że sztukatorstwo nie należy do łatwych zajęć. Tak, jak w przypadku pozłotnictwa, tak i tutaj wymagane są umiejętności artystyczne.

    – Jeśli chcemy uzupełnić ubytek w zabytkowej ramce, musimy najpierw wykonać z gipsu odcisk elementu przedmiotu. Na podstawie tego z gliny formujemy taki sam motyw. Praca wymaga skupienia, dokładności i dobrego oka. Brakujący fragment musi być idealnie zrobiony, aby niczym nie różnił się od całości. Wszystko trzeba dokładnie wymierzyć, zaplanować – dodaje.

    Obawia się o przyszłość zawodu


    Wrocławski introligator Jan Bereziuk przyznaje, że jeśli chodzi o ten zawód, to nie jest dobrze, ponieważ zaczyna brakować fachowców.

    – Osoby, które zajmowały się introligatorstwem są na emeryturze lub już nie żyją. Ja jestem jednym z najstarszych przedstawicieli tego fachu. Mam już 85 lat. Boję się, że za kilka lat ten zawód faktycznie może zginąć. Jednak cały czas mam nadzieję, że tak się nie stanie – przyznaje.

    Mistrz Jan pracował w tym zawodzie od 1948 roku. Fachu uczył się, jako młody chłopak na wsi od sąsiada, który mieszkał w pobliskim domu. Można powiedzieć, że to on zaraził go pasją do tej profesji.

    – Spędzałem z nim bardzo dużo czasu. Tłumaczył mi na czym polega ten zawód, co w nim jest najtrudniejszego i na co trzeba zwracać uwagę. Okazało się, że nie jest to tak proste, jak mogło się wydawać - wspomina.

    Później mistrz Jan Bereziuk uczył się introligatorstwa prywatnie. Jak przyznaje na swojej drodze spotkał wielu znakomitych fachowców w tej dziedzinie, którzy doskonale przygotowali go do zawodu.

    – W izbie rzemieślniczej zdałem egzamin czeladniczy, a później mistrzowski. Przez 44 lata pracowałem w bibliotece uniwersyteckiej. Tam pracowali introligatorzy, ale potem odeszli na emery­turę, a ja przejąłem kierowanie pracownią konserwacji książek – opowiada Bereziuk.

    Jan Bereziuk jest zaangażowany w kształcenie młodzieży z niepełnosprawnościami w zawodzie introligator, uczącej się w ZSZ w Ewangelickim Centrum Diakonii i Edukacji im. ks.Marcina Lutra przy ul. Wejherowskiej we Wrocławiu.
    Zdobycie kwalifikacji w zawodzie introligator daje młodym ludziom szanse na samodzielność oraz niezależność życiową i integrację społeczną. Uczniowie zdają egzaminy czeladnicze w Dolnośląskiej Izbie Rzemieślniczej we Wrocławiu.

    Czytaj także

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama