Ważne
    Konewką zalali podwórko sąsiada?

    Konewką zalali podwórko sąsiada?

    Grażyna Szyszka

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Mariusz Kowalczyk
    1/3
    przejdź do galerii

    Mariusz Kowalczyk

    We wtorkowe popołudnie w Jaczowie przy ulicy Łąkowej Marcinowi Kowalczykowi puściły już nerwy. Wezwał policję, powiadomił gminę i naszą redakcję. Wszystko przez to, że podwórko przy domu zalała woda od sąsiada. Według pana Marcina to woda z basenu, który stoi tuż przy płocie.
    - Zalał naszą działkę tak, że dziecko nie może korzystać z hamaka, a my brodzimy w kałużach ˜- denerwuje się mężczyzna. - Jak wymienia wodę w basenie, to taplamy się w błocie. W ubiegłym roku zrobił tak kilka razy i znosiliśmy to w milczeniu, ale teraz mamy już dość! Na dodatek basen sąsiada jest jeszcze większy niż rok temu, więc i wody w nim więcej. Myśli, że jak bogaty, to mu wszystko wolno?!

    Sprzedała działkę, a teraz żałuje

    Duży, stelażowy basen z wejściem po drabince stoi na tyłach willi, tuż przy płocie oddzielającym obie działki. Dom i zalewane podwórko należą do teściowej pana Marcina. Kobieta kilka lat temu sprzedała spory kawałek swojej ziemi, na której od trzech lat stoi nowa willa. Teraz bardzo żałuje tej decyzji.

    - Mąż jeździł na inwalidzkim wózku, potrzebowałam pieniędzy na jego leczenie i musiałam sprzedać kawał podwórka - opowiada Magdalena Jagodzińska. - Gdybym jednak wiedziała, jakie będą kłopoty, to nigdy bym tego nie zrobiła - mówi zdenerwowana kobieta. - Jak ktoś ma pieniądze to może zrobić wszystko, z biednym sąsiadem też.

    Jej zięć dodaje, że woda leci na ich posesję dlatego, że willa stoi wyżej niż powinna. - Nawiózł sobie tyle ziemi, że aż wypycha mu betonowe słupki na naszą działkę - pokazuje pan Marcin. - Mamy przez to różnicę poziomów, co zresztą widać gołym okiem. A przecież nie wolno tego robić. Tą sprawą powinni się zająć inspektorzy od budownictwa.

    Wezwany na ulicę Łąkową policyjny patrol przyjął od pana Mariusza zgłoszenie o podtapianiu działki. Funkcjonariusze próbowali rozmawiać z właścicielami willi, ale nikt nie otwierał im drzwi.

    - Proszę zgłosić to też swojemu dzielnicowemu, a jeśli sytuacja się będzie powtarzać, proszę nas wzywać - poradzili Kowalczykowi i pojechali.

    Za bardzo podlali drzewka przy płocie

    Nasiąknięte wodą podwórko oglądały też dwie panie z urzędu g miny z Jerzmanowej. Stwierdziły, że problem owszem jest, ale gmina nie może interweniować, ponieważ nie leży to w jej kompetencji. - Powinien się tym zająć nadzór budowlany - powiedziały, ale obiecały też porozmawiać z właścicielami nowego domu. W środę udało się to Agnieszce Żukowskiej z Urzędu Gminy w Jerzmanowej.

    - Wyjaśnili, że kałuże wody są po zbyt obfitym podlewaniu drzewek, które rosną przy płocie - mówi. - Właściciele obiecali też, że będą już uważać, by nie zalewać sąsiedniej posesji.

    Marcin Kowalczyk nie wierzy w takie tłumaczenia. - Mało prawdopodobne, by zalali nam ogród wodą z konewki - mówi.

    Na osobiste wyjaśnienie i zażegnanie problemu między stronami nie ma szans. Sąsiedzi nie rozmawiają ze sobą. Dlaczego? Tego pan Marcin nie chciał powiedzieć.

    Trudno się nie domyślić, że życie w międzysąsiedzkim konflikcie nie należy do sielskich. I to dla obu stron.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecane

      Wideo