W Karczmie Lwowskiej na wrocławskim Rynku można zjeść przynajmniej kilka dań według klasycznych przepisów kuchni lwowskiej, ale też znaleźć smaki całych Kresów Wschodnich i kuchni Rzeczypospolitej wielu narodów.
BIGOS Z ŻEBERKAMI
Niepowtarzalny smak mają gołąbki w sosie z leśnych grzybów czy flaczki lwowskie (receptura obok). Swój specjalny charakter mają: bigos z żeberkami czy golonka
z kapustą i grochem (przysmak gwiazd radiowej "Lwowskiej Fali", czyli Tońcia i Szczepcia). Jest też oczywiście pieczeń a la Wojciech hrabia Dzieduszycki, osobiście autoryzowana przez śp. Tunia, który w karczmie również bywał.
LWOWSKIE KORZENIE
Ta restauracja ma z całą pewnością oryginalną atmosferę. Cezary Flis, właściciel Karczmy Lwowskiej, przez swoje obie babcie i dziadków ma mocne, lwowskie korzenie. Jedna babcia była z samego Lwowa, dziadek był policjantem w tym pięknym mieście, a druga mieszkała pod Stanisławowem.
- Zawsze byłem pulpecikiem i kochałem jeść, a moja rodzina lubiła celebrować wspólne biesiady - wspomina swoje pierwsze kulinarne przeżycia Cezary Flis. - U nas to wielopokoleniowa tradycja. Normalne było codzienne śniadanie przy wspólnym stole i taki sam obiad. Obecność była obowiązkowa. Gdy kogoś zabrakło, wszyscy zastanawiali się, co się stało.
RODZINNE BIESIADY
Niedziele świętowaliśmy szczególnie. To była kulminacja naszych rodzinnych rytuałów, dzień wizyt albo przyjmowania gości. To znaczy bliższej i dalszej rodziny: babć, dziadków, wujów, ciotek, ale też przyjaciół domu i znajomych. Przy stole w porze obiadowej spędzaliśmy parę godzin. Nikt nie miał prawa odejść od stołu głodny albo niezadowolony. Dla małego Czarusia - pulpecika to był prawdziwy raj, babcie smażyły pączki, serniczki i inne cuda. Tu był kurczaczek upieczony, tu króliczek duszony, tu jakieś schabiki, pieczenie z żurawiną i śliwkami i gruszkami w occie oraz innymi cudami. Do dziś mi ślinka cieknie, gdy wspominam tamte rodzinne biesiady. Chciałbym, żeby taka atmosfera biesiady i starych, domowych smaków była zawsze w naszej Karczmie Lwowskiej - podkreśla mocno właściciel kawałka lwowskich smaków na wrocławskim Rynku.
Niedziele świętowaliśmy szczególnie. To była kulminacja naszych rodzinnych rytuałów
KLASYK PULPECIK
Pana Cezarego nazywano pulpecikiem w dzieciństwie. Dziś ma sylwetkę smukłą, ale pulpety czy pulpeciki to też jeden z klasyków kuchni kresowej. Dziś nawet w porządnych knajpach pulpeciki myli się z klopsikami. A rozróżnienie jest bardzo proste. Pulpecik, nie większy od włoskiego orzecha, był utoczony z mielonego mięsa i ugotowany w rosole, natomiast klopsik już miał wielkość mandarynki i był obsmażany w maśle albo smalcu z cebulką. To też były domowe przysmaki.
Kiedy w dzieciństwie babcie pytały małego Czarka Flisa, kim chciałby być, bez zastanowienia odpowiadał: kucharzem. Babcia próbowała mu wytłumaczyć, że to bardzo ciężka praca, ale późniejszy restaurator odpowiadał bez mrugnięcia okiem: - Nie, nie, ja nie będę gotował. Ja będę tylko próbował.
Dziś wiemy, że na tym stanęło.
KH