A może to jednak był przypadek? Może po prostu jestem już przemęczony?
Było tak. W zafrasowanie wielkie wpędziła mnie historia Danuty Krzywdy i jej gruntu, co to jest potrzebny naszemu ukochanemu Prezydentowi Rafałowi Dutkiewiczowi, żeby zbudować trasę dla Tramwaju Plus. Bo pani Krzywda ma dom i szklarnie z kwiatami tuż obok stadionu na Maślicach. I tam właśnie (w tych szklarniach znaczy)
ma być przystanek dla kibiców, co na Euro przyjadą mecze oglądać.
No i ta pani Krzywda zamiast uprzejmie poprosić urzędników, żeby ów grunt zabrali i jeszcze dobrowolną wpłatę do budżetu miasta na budowę rzeczonego przystanku uczynić, to ona sobie życzy, żeby nasz ukochany prezydent od niej to kupił. I to aż za siedem milionów.
BEZCZELNOŚĆ!!!
W głowach się tym ludziom poprzewracało.
Co gorsza, utrudnia jak tylko może zabieranie jej tego gruntu, różne kruczki prawne wykorzystując.
Dlatego też - najzupełniej słusznie - Michał Janicki z wrocławskiego magistratu postraszył Krzywdę, że naśle na nią służby specjalne, jak natychmiast nie przestanie Naszemu Euru kłód pod nogi rzucać.
I zaraz potem TO mi się przyśniło.
Cały sen dział się w luksusowym gabinecie na którymś tam piętrze biurowca na Manhattanie. Za eleganckim biurkiem siedział Człowiek o Twarzy Dziwnie Znajomej. Gdzieś już go chyba widziałem. Gdyby nie ten złośliwy, zimny i bezwzględny uśmiech to by przypominał.... Nie. To niemożliwe. To na pewno nie był on. Po drugiej stronie rozparł się w fotelu Gość Który Wyglądał Jakby Był Nikim.
- Trzy - rzucił Człowiek o Twarzy..., zapalając cygaro złotą zapalniczką wysadzaną diamentami. - Kupię to od pana za trzy. I niech się pan uważa za szczęściarza.
- Siedem - odpowiedział Pan Nikt, ledwo hamując wybuch gniewu. - Siedem milionów i ani dolara mniej. Inaczej nie dostaniesz mojej ziemi.
- A założymy się? Mam tam przysłać swoich chłopców?
- Grozisz mi? Nie boję się! Nie pozbawisz mnie za bezcen dorobku całego mojego życia! Ty bezczelna, gruba świnio! - Panu Nikt najwyraźniej w końcu puściły nerwy.
- Tylko nie bezczelna, tylko nie bezczelna - Człowiek... pozwolił sobie na odrobinę wyrafinowanej autoironii. - I w ogóle czemu się pan tak denerwuje?
- Ja wychodzę.
- Jonny!!!
Emerytowany komandos Delta Force cichutko uchylił drzwi. Na piersi Pana Nikt zamrugała czerwona lampka laserowego celownika pistoletu maszynowego MP5. To ulubiona broń żołnierzy sił specjalnych.
- Może kawy się pan napije? - Człowiek o Twarzy... uśmiechnął się serdecznie. - O czym to myśmy?... Acha. No dobra, wzruszył mnie pan. Trzy i 100 dolarów.
- To skandal! Szantaż! Rozbój w biały dzień!
Człowiek o Twarzy Dziwnie Znajomej, nic nie mówiąc, otworzył górną szufladę eleganckiego biurka. Wyciągnął z niej jakiś dokument i podsunął Panu Nikt pod nos.
- Tu pan podpisze na dole. Tu gdzie ptaszek. Zaraz czek pan dostanie.
Potem z dolnej szuflady biurka wyciągnął srebrnego colta z rękojeścią z kości słoniowej. Strzelił w kierunku zabytkowej antycznej wazy, która stała w rogu gabinetu. Roztrzaskała się w drobny mak.
"Musiała być warta majątek" - pomyślał sobie Pan Nikt.
- Kolor mi się nie podobał - oznajmił głośno Człowiek o Twarzy Dziwnie Znajomej.
Obudziłem się zlany potem. Za oknem już wschodziło słońce. Na budowie stadionu na wrocławskich Maślicach zaczynał się kolejny dzień wytężonej pracy.