Menu Region

Wrocław odżył po wizycie papieża

Wrocław odżył po wizycie papieża

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Gazeta Wrocławska

Hanna Wieczorek

Prześlij Drukuj
Ksiądz Adam Drwięga, proboszcz parafii pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela, opowiada o pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Wrocławia.
21 czerwca 1983 roku Jan Paweł II odprawił mszę na Partynicach. Czy ćwierć wieku temu we Wrocławiu panowała podniosła atmosfera?

Bardzo podniosła. To była pierwsza i jedyna wizyta papieża w Polsce w stanie wojennym. Prawie do samego końca nie wiedzieliśmy, czy przyjedzie do Wrocławia. Choć ja już wcześniej byłem przekonany, że odwiedzi właśnie nasze miasto.

A skąd ksiądz czerpał tę pewność?

Kiedy w październiku 1982 rokuJan Paweł II kanonizował ojca Maksymiliana Kolbego, prowadziłem dużą pielgrzymkę na to spotkanie.
I kiedy w imieniu całej grupy wręczałem papieżowi pamiątkę - płaskorzeźbę, powiedziałem, że Wrocław czeka i Wrocław się modli. A papież szepnął do mnie: "A ja się tam wybieram".

Papież nigdy wcześniej nie był we Wrocławiu?


Karol Wojtyła bardzo przyjaźnił się z księdzem kardynałem Bolesławem Kominkiem. Często gościł w naszym mieście w czasach, kiedy był metropolitą krakowskim. Jeszcze pół roku przed wyborem na papieża prowadził we Wrocławiu pogrzeb biskupa Józefa Marka. Wrocław był dla niego przyjaznym miastem.

Kiedy zapadła ostateczna decyzja, że papież odprawi mszę we Wrocławiu?

To był chyba kwiecień, kiedy wybrano miejsca pobytu papieża podczas pielgrzymki do kraju. I los padł wtedy także na Wrocław. Bardzo tutaj go oczekiwaliśmy.

Ksiądz był bardzo zaangażowany we wrocławskie przygotowania do wizyty papieża?

Jeszcze nie byłem proboszczem katedry, pracowałem w kurii. Byłem odpowiedzialny za budowę ołtarza, rozplanowanie miejsc na Partynicach, rozprowadzenie biletów i za służbę kościelną. Parafie i dekanaty skierowały do mnie prawie pięć tysięcy ludzi, którzy mieli pilnować porządku na Partynicach. Zajmowałem się także dziennikarzami. Pamiętam, jak jechaliśmy na Partynice z jakąś telewizją, chyba angielską. Patrzymy, a tu jedzie pociąg do Sobótki, ciągnięty wtedy jeszcze przez parowóz. Kazali nam się zatrzymać, wyskoczyli z auta i zaczęli robić zdjęcia. Śmiać nam się chciało, ale dla nich to była prawdziwa rewelacja.

Od czego zaczęły się przygotowania papieskiej wizyty?


Od ustalenia miejsca mszy świętej. Były dwie propozycje: Pola Marsowe na Stadionie Olimpijskim i hipodrom na Partynicach. Diecezja wrocławska nie była jeszcze wtedy podzielona. Do Wrocławia należały Jelenia Góra i Legnica, spodziewaliśmy się, że najwięcej pielgrzymów przyjedzie z południa. A wiadomo, jak trudno przedostać się przez miasto, więc zapadła decyzja, że spotkanie odbędzie się na Partynicach.

A co przemawiało przeciwko Partynicom?

Niektórzy się bali, że będą puchy,bo hipodrom jest przecież bardzo duży. A wtedy władze nie pozwalały filmować tłumu, tylko puste miejsca. Tak później opowiadali nam operatorzy, którym polecono pokazywać sektory, gdzie byli starzy i chorzy ludzie i jak najmniej tych młodych, oraz puste miejsca. Taka była wtedy polityka: władze chciały przekonać wszystkich, że papież nie ma takiego wielkiego powodzenia w Polsce.

Miejsce spotkania wiernych z papieżem zostało wybrane. Czym trzeba się było najpierw zająć?

Znalezieniem przedsiębiorstwa, które wybuduje ołtarz. Tego zadania podjęła się jednaz wrocławskich firm. Ołtarz zaprojektowaliśmy duży, monumentalny. Z kilkumetrową figurą Chrystusa Zmartwychwstałego, który miał palce rozłożone w kształcie litery V. W stanie wojennym to miało swoją wymowę. Figurę na wielkiej platformie trzeba było przewieźć przez całe miasto na Partynice. Żeby uniknąć korków i nieszczęśliwych wypadków, załatwiliśmy milicyjną eskortę. A ponieważ figura była odkryta, ludzie klękali na trasie jej przejazdu. Teraz stoi w nowym kościele w Oleśnicy.

Ówczesne władze nie przeszkadzały w przygotowaniach?

Muszę powiedzieć, że władzomteż zależało na tym, żeby dobrze wypaść. Bo przecież każdy w sercu miał papieża. Coś w środku jednak tam u nich było. Pochodzili z katolickich rodzin. Kiedy rozmawiałem z grupą urzędników czy milicjantów, to wszyscy się służbowo odzywali. A kiedy rozmawialiśmy sam na sam,to prosili: "A może udałoby się załatwić różaniec od papieża?".

A najbardziej zaskakująca prośba?

Najbardziej pamiętam dyrektora jednego z przedsiębiorstw, do którego zwróciliśmy się z prośbą o pomoc przy ustawieniu ołtarza. Chcieliśmy chyba wypożyczyć dźwig. Dyrektor był partyjny, należał do egzekutywy wojewódzkiej. To była w tamtych czasach wielka szarża. Poszedłem do niego, przedstawiłem się, powiedziałem, że jestem z kurii, zapytałem, czy podejmie się zlecenia. Oczywiście za pieniądze. On pomyślał, pomyślał, i powiedział: "Zrobimy to, ale stawiam księdzu warunek. Moja żona musi przyjąć komunię z rąk papieża".

Czego się ksiądz obawiał?

Wiedzieliśmy, że milicja może dokładnie sprawdzać wiernych przy wpuszczaniu ich na hipodrom. To było przecieżdwa lata po zamachu na papieża. Podczas spotkań z władzami świeckimi, zwłaszcza z milicją, mówiono nam wprost, że rygory muszą być. Bo gdyby się, nie daj Boże, coś papieżowi stało, to świat powiedziałby, że polscy komuniści zabili Jana Pawła II. Baliśmy się więc, czy wszyscy swobodnie wejdą na Partynice, czy milicja nie będzie tworzyła sztucznych barier.

Kiedy stanął ołtarz na hipodromie? Dwa tygodnie, tydzień przed przyjazdem Jana Pawła II?

Kilka dni. Dzień i noc pilnowali go milicjanci, żeby przypadkiem nikt niczego tam nie podrzucił. Także strażacy, na wypadek zaprószenia ognia. Pamiętam, że ołtarz musiał być obciążony żelaznymi elementami, żeby wiatr go przypadkiem nie przewrócił.

Ilu wiernych witało papieża na Partynicach?

Rozdaliśmy milion trzysta tysięcy biletów. Pierwsi przyszli na hipodrom już o szóstej wieczorem dnia poprzedzającego wizytę Jana Pawła II. Przez całą noc na Partynice ciągnęły pielgrzymki z różnych stron diecezji. Ja co pół godziny witałem ludzi. Głos się tak niósł, że słychać mnie było w okolicach Dworca Głównego.

Ludzie wylegli na ulice, żeby przywitać papieża?


Liczyliśmy, że część wiernych przyjdzie na Partynice, a reszta będzie stała po drodze. Tak się nie stało. Kardynał Gulbinowicz, który jechał z biskupami autokarem, opowiadał mi później: "Zobaczyłem puste miasto. Przestraszyłem się. Czy Wrocław jeszcze śpi?". Ale na Partynicach kardynał odetchnął z ulgą. Prawie cały Wrocław przyszedł na hipodrom. Spora grupa ludzi czekała też na papieża niedaleko katedry. Papież z Partynic po mszy świętej wyleciał helikopterem, wylądował na Wyspie Piaskowej. Stamtąd pojechał na Ostrów, miał nawet podjechać papamobile do głównych drzwi katedry. Ponieważ jednak była oblężona przez ludzi, objechał ją dookoła, pozdrawiając i błogosławiąc wiernych.

Ludzie płakali?


Kiedy witali papieża - klaskali. Płakali, żegnając go. Jak ktoś powiedział: Wrocław odżył po jego wizycie.

Były jakieś nieprzyjemne incydenty podczas papieskiej wizyty we Wrocławiu?

W Katowicach ktoś w czasie pielgrzymki zasłabł i zmarł, w Opolu jakaś kobieta przedwcześnie urodziła dziecko. U nas nikt nie zmarł i nikt nie rodził. Potem mówiono nam, nie wiem, czy nie kurtuazyjnie, że Wrocław był najlepiej przygotowany pod względem porządkowym. Ale zdarzył się nieprzyjemny incydent. Przy cmentarzu żołnierzy radzieckich ludzie w komżach ustawili się ze stolikiem i zbierali na dom brata Alberta. Później zapytałem szefa fundacji, ile uzbierali, a on mi na to, że w ogóle tam nie kwestowali. Ktoś się pod nich podszył.

Denerwował się ksiądz przygotowaniami?

Siedem kilo schudłem, taki stres i nerwy były. Na przykład rozdaliśmy, a nie było wtedy komputerów, milion trzysta tysięcy biletów. Ponieważ dla całej Polski drukowała je jedna drukarnia, w Częstochowie, były spore opóźnienia. Czekałem kilkanaście godzin, żeby je odebrać. Parę dni przed wizytą papieża spadł deszcz, to było oberwanie chmury. Bardzo nas to zmroziło. Bo przecież na Partynicach jest trawa, baliśmy się, że wierni będą brodzili w błocie. Jednak później przyszła piękna pogoda i wszystko wyschło. Czasem przychodziłem do stołówki, a siostra pytała mnie, dlaczego nie byłem na obiedzie, a ja nawet nie zauważyłem, że przegapiłem obiad.

A najbardziej wzruszająca chwila papieskiej pielgrzymki?


Dla mnie był to moment, kiedy papież wysiadł na Partynicach z papamobile. Zgromadzeni tam byli szczęśliwi i potem często wracali do momentu spotkania z papieżem. Jeszcze dzisiaj zaczepia mnie ktoś na ulicy i pyta: "A czy ksiądz mnie pamięta? Byłem w służbie kościelnej podczas pierwszej papieskiej pielgrzymki do Wrocławia". Wielu nadal przechowuje pamiątki - znaczki i czapeczki z napisami: "Służba kościelna 21 czerwca 1983".
Reklama
Reklama
Reklama