Róża Gumienna (Fighter Wrocław): Trener mówi, że nogi też...

    Róża Gumienna (Fighter Wrocław): Trener mówi, że nogi też mam dobre

    Wojciech Koerber

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Róża Gumienna (z prawej) jest już medalistką mistrzostw Europy, teraz celuje w pudło mistrzostw świata.
    1/5
    przejdź do galerii

    Róża Gumienna (z prawej) jest już medalistką mistrzostw Europy, teraz celuje w pudło mistrzostw świata. ©Paweł Relikowski

    Z Różą Gumienną, wojowniczką Fightera Wrocław (kick-boxing, K-1), rozmawia Wojciech Koerber
    Jak zdrowie po sobotniej gali K-1 Gladiators w Orbicie? Dziś chyba nie okłada się Pani pięściami, lecz lodem?

    Jest trochę lepiej, ale rzeczywiście siniaki na udach i bicepsach są. Te dwa dni po walce to chyba najgorszy czas, wszystko wychodzi i spływa. Okres do 15 lipca postaram się jednak jak najlepiej wykorzystać na odpoczynek, bo później zaczynają się ciężkie zgrupowania przed MŚ w Brazylii, które czekają mnie na przełomie września i października. Będziemy budować motorykę na obozie w Zakopanem.

    W sobotę stoczyła Pani pierwszą walkę zawodową, od razu zwycięską, choć rywalka, Białorusinka Jekaterina Werigo, była przecież klasowa i zdecydowanie bardziej doświadczona w profesjonalnych bojach (3x3 minuty, walki amatorskie trwają 3x2 minuty – WoK).

    Tak, to była moja pierwsza zawodowa walka i szczerze mówiąc byłam dość zdziwiona, że od razu dostałam tak dobrą i tak bardzo doświadczoną rywalkę. Myślałam, że rozpocznę od troszkę mniejszego kalibru, a tu trener od razu wysoko zawiesił poprzeczkę.

    Może trener Tomasz Skrzypek w Panią wierzy?

    Ale rywalkę dobierał trener z Legnicy.

    W takim razie może trener z Legnicy Pani nie lubi.

    Myślałam, że lubi, ale teraz to się zastanawiam (śmiech).

    A skąd się wzięła w ogóle Róża Gumienna?


    Z Kobylina. Do liceum chodziłam w Miliczu i zajmowałam się wtedy lekką atletyką, biegałam na 200 i 400 metrów. Wcześniej jednak, od ósmego roku życia, trenowałam karate, miałam brązowy pas. Po przerywniku na lekką starałam się zatem wrócić do sportów walki, którymi się fascynowałam, i które oglądałam wspólnie z tatą.

    Rozumiem jednak, że karate nie dawało takich możliwości, by komuś porządnie przywalić.

    No właśnie. Dla dziecka, dla ogólnego rozwoju, to świetna dyscyplina. Opiera się jednak na układach, brakuje czystej ciągłej walki, nie ma tego full-contaktu. Do tego sama atmosfera gal robi swoje, cała ta oprawa, która sprawia, że zawodnik fajnie się czuje. Chciałam spróbować właśnie tego. Obijałam się więc po różnych klubach, aż w końcu trafiłam, przed trzema laty, do Fightera. W karate trzeba walczyć wedle pewnych schematów, w kick-boxingu i K-1 technika również odgrywa ważną rolę, lecz jeśli ktoś jest niekonwencjonalny, także może sporo ugrać.

    A Pani siostra co porabia?

    Malwina była kiedyś zapaśniczką, w Krotoszynie, później w Bizonie Milicz. A teraz prowadzi swoją działalność w branży fitness, daje porady itd.

    Myślałem, że ma coś wspólnego z modelingiem.

    Bo ma. Wciąż sporadycznie pojawia się na wybiegach, choć wcześniej robiła to częściej.

    Pani też pojawiła się w sobotę na wybiegu. Tyle że on prowadził do klatki.

    Ja do modelingu się nie nadaję. Trzeba mieć psychiczne predyspozycje.

    Nie boi się siostra o Panią?

    Cała rodzina się boi. Od zawsze mnie wszyscy dopingowali, lecz nie myśleli, że przeobrazi się to w tak poważne walki, podczas których można sobie zrobić krzywdę. Zaczynało się to dość niewinnie, a teraz jest również strach. Rodzina jednak wie, ile to dla mnie znaczy.

    To pewnie siostra pomagała po walce doprowadzić się do ładu?


    Przyszła do szatni i pomogła się ogarnąć. Makijaż mi robiła, bo ja nie bardzo byłam w stanie.

    Ile ma Pani lat?

    24, za tydzień bronię pracę magisterską na wrocławskiej AWF. Promotor (dr Jan Kosendiak – WoK) namawia mnie na doktorat, zobaczę, jak się sprawy poukładają.

    Z czegoś trzeba żyć. Rodzice zostali w Kobylinie?


    Tak. Od pierwszego roku miałam stypendium naukowe, to najwyższe, i jakoś wystarczało, zresztą rodzice też pomagali. Teraz pojawiają się pierwsze pieniądze zarobione w sporcie, choć niewielkie.

    A nie myślała Pani, by skierować swoją uwagę na boks i walczyć o wyjazd na igrzyska olimpijskie?


    Były takie pomysły. Nie ukrywam, że na przyszły rok chcemy wpisać w kalendarz startów mistrzostwa Polski w boksie. Wymaga to innego treningu, skupienia się na rękach, sam sposób poruszania się po ringu też jest inny. Ale jeśli będzie taka możliwość, to spróbuję. O wyjeździe na igrzyska marzy przecież wielu sportowców, a w naszym teamie jest też trener Piotr Szypulski.

    A Pani ma lepsze ręce czy nogi?


    Dużo wygrywam dzięki rękom. Gdy sytuacja w końcówce walki jest trudna, to skupiam się właśnie na nich. Choć trener uważa, że robię błąd, bo w swoje nogi po prostu nie wierzę. Mówi, że nogi też mam dobre.

    Może co innego ma na myśli...

    Mam nadzieję, że chodzi mu o moje umiejętności (śmiech).

    Trener Skrzypek napisał ostatnio na facebooku, że cieszy się, iż może być Pani szkoleniowcem. Dodał też - „Róża, szacunek za cały sezon”. Miłe. No ale sukcesów trochę było.

    Ja również bardzo dziękuję trenerowi, bo to świetny fachowiec i miałam szczęście, że na niego trafiłam. A wyniki? Zajęłam ostatnio pierwsze miejsce w zawodach PŚ na Węgrzech, gdzie walczyła też moja rywalka z Orbity. Ja wygrałam low-kick, ona K-1. Zdobyłam też złoto MP w Świebodzicach, a pod koniec zeszłego roku przywiozłam z Ankary brąz ME. Też w low-kicku, w którym powalczę na MŚ. Choć mogłabym również bić się tam w K-1.

    Marzenie?

    Do niedawna wyjazd na MŚ. To się już w zasadzie udało, chcę więc tam wygrać, bo zakładam tylko medalowy scenariusz. A, póki co, muszę jak najszybciej dojść do zdrowia, bo uprawiam ciężki, kontuzjogenny sport. Z reguły dość długo leczę się po walkach, mimo wszystko jestem kobietą.

    I to filigranową kobietą.

    Te ciosy odczuwam chyba nieco bardziej niż koleżanki. Ale chciałabym dalej się rozwijać i skrzyżować rękawice z dobrymi fighterkami.

    A chłopaka Pani ma, czy się boją?

    Nie mam. Treningi są jednak mocno absorbujące i chyba nie każdy jest gotowy na pewne poświęcenia.

    Rozmawiał Wojciech Koerber

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      to nie sport dla kobiet

      hunk (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 19 / 19

      babsztyle sa słabe i nie nadaja się do uprawiania męskich sportów...

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      A czym sie pani Roza odzywia?

      farmaceuta (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 25 / 15

      czy cos pani Roza jeszcze konsumuje oprocz schabowego, ziemniakow oraz kapusty?

      p.s.
      tylko prosze nie opowiadac bajeczek o witaminach typu B12.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama