Piłka nożna. Śląsk i Morioka już razem (ZDJĘCIA, FILMY)

    Piłka nożna. Śląsk i Morioka już razem (ZDJĘCIA, FILMY)

    Jakub Guder

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Menedżer Michał Karpiński razem z Ryotą Morioką
    1/5
    przejdź do galerii

    Menedżer Michał Karpiński razem z Ryotą Morioką ©fot. Twitter

    Śląsk Wrocław wrócił ze zgrupowania w Zakopanem. Teraz trenować będzie już razem z Ryotą Morioką, ale bez Krzysztofa Danielewicza.
    Morioka 2,5-letni kontrakt podpisał w piątek. W sobotę ćwiczył na siłowni, bo reszta drużyny wracała z Zakopanego. - Był w kręgu naszych zainteresowań już latem i przeszedł pozytywnie weryfikację, jednak wtedy był jeszcze związany umową ze swoim dotychczasowym klubem Vissel Kobe. Przez całą jesień bacznie go obserwowaliśmy. Negocjacje z agentami zawodnika trwały od grudnia - mówi prezes Paweł Żelem.



    - Poszukiwałem dla Śląska Wrocław typowej „dziesiątki” od początku zeszłego lata. Najlepszym zawodnikiem na tą pozycję był Ryota.
    Mimo naszych starań, nie udało się sfinalizować transferu w poprzednim okienku transferowym, dlatego zawodnik spokojnie dokończył sezon w Japonii i po wygaśnięciu kontraktu podjęliśmy kolejną próbę finalizacji jego przejścia - zdradza kulisy transferu pilotujący go menedżer Michał Karpiński.

    Jest duża szansa, że pierwszy raz Japończyka na własne oczy będziemy mogli zobaczyć już w środę na stadionie przy ul. Oporowskiej. O godz. 14 wrocławianie rozpoczną bowiem pierwszy sparing tej zimy - z czeskim Banikiem Ostrawa.



    Wiele wskazuje na to, że zabraknie w nim Krzysztofa Danielewicza, który przebywa na testach medycznych w Górniku Łęczna. Jeśli przejdzie je pozytywnie, to najprawdopodobniej zostanie wypożyczony do końca sezonu.

    - Do naszego zespołu dołączyli Ryota Morioka i Andras Gosztonyi, a w składzie mamy przecież ciągle Tomka Hołotę, Toma Hateleya i Petera Grajciara. Wybór zawodników do gry w środku pola jest więc duży i Krzysztof nie miałby w tej rundzie wielu szans do regularnych występów - tłumaczy trener Romuald Szukiełowicz.

    Szkoleniowiec po ostrym początku obozu w Tatrach pod koniec trochę zawodnikom odpuścił, ale niewiele. Przycisnął jeszcze podczas zajęć z piłkami na regularnie zasypywanym boisku, ale przed wyjazdem zorganizował piłkarzom prawdziwy kulig na góralskich saniach z pochodniami, ciągniętych przez konie. Później było ognisko i kiełbaski, do których przygrywała góralska kapela. No cóż - po takim wysiłku należało się trochę odpoczynku.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      niech ktoś

      ola (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Niech ktoś coś mądrego napisze, tylko prawdę proszę. Spadniemy ?


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Mam wątpliwości czy uda się utrzymać. ..

      Wuja (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Oby Japan pociągnął wózek w dobrą stronę...

      Gry On Line - Zagraj Reklama