Wrocławska policja żegna się wreszcie z polonezami

    Wrocławska policja żegna się wreszcie z polonezami

    Janusz Krzeszowski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Wysłużone radiowozy znikną z naszych ulic. Ostatni polonez wyjedzie w trasę za dwa miesiące.
    Tylko do końca maja na wrocławskich ulicach spotkać będzie można granatowe "poldusie", jak pieszczotliwie nazwali radiowozy marki Polonez nasi policjanci. Potem wysłużone samochody całkowicie znikną z ulic.

    Dziś, najczęściej w służbach prewencyjnych, po Wrocławiu jeździ jeszcze prawie 40 takich radiowozów. Na całym Dolnym Śląsku jest ich 150.
    - To najlepsze z tych, które pozostały, ale one też znikną - zapowiada Paweł Petrykowski z dolnośląskiej policji. - W czerwcu zostanie już tylko kilka polonezów, tych z najmniejszymi przebiegami. Będą służyć jako auta zastępcze, w razie awarii. Jednak głównie będą stać w garażach.

    Starych aut nie opłacało się już policji remontować, bo koszt napraw przewyższa często wartość samych samochodów.
    - W dodatku coraz trudniej o części do nich i trzeba nieźle się nakombinować, żeby je ponownie uruchomić. Kiedyś wystarczył zwyczajny młotek i przecinak, a części było na pęczki - wspomina Władysław Jabłoński, naczelnik wydziału transportu wrocławskiej policji.

    Policyjne polonezy budzą dziś uśmiech. Młodzi policjanci z przekąsem powtarzają dowcip, jak to rozmawia rdza z rdzą i jedna do drugiej mówi: "Poloneza czas zacząć". Natomiast starsi funkcjonariusze wspominają polonezy z sentymentem.
    - Cokolwiek by mówić, nigdy mnie nie zawiódł. Mało tego, dostałem kilka nagród za udane pościgi tym samochodem za złodziejami aut - wspomina Andrzej Bojarczyk, wrocławski policjant z 32-letnim stażem. - Na pewno będzie mi żal polonezów - zapewnia.

    Same pochwały pod adresem polonezów śle też Bronisław Cieślak, odtwórca głównej roli w znanym filmie "07 zgłoś się".
    - Jeździłem w filmie dwoma: czekoladowym i białym. Pod koniec lat 70. byliśmy dumni z tych aut. Nawet raz helikopterem go transportowaliśmy i się nie rozsypał - wspomina aktor.

    Polonezy miały też swoje wpadki. Policjanci często wspominają scenę z października 1990 roku, kiedy radiowóz zepsuł się podczas miejskiej uroczyści. Dziś nikt nie pamięta już dokładnie, o jaką uroczystość chodziło.
    - Ale na pewno było to na moście Osobowickim. Polonez, który się popsuł, jechał na czele pochodu. Wrocławianie musieli go pchać, by kontynuować uroczystość. Pomogli szybko wepchać go na lawetę, a my w zastępstwie podstawiliśmy motocykl - wspomina z uśmiechem Mariusz Mikłos, naczelnik wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama