Rodzinne święta u Anny Wyszkoni

    Rodzinne święta u Anny Wyszkoni

    Robert Migdał

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Anna Wyszkoni

    Anna Wyszkoni ©Tomasz Bolt/Polskapresse

    Tradycyjna modlitwa, wspomnienie tych, których już przy stole nie ma i obecność najbliższych - wrocławianka, piosenkarka Anna Wyszkoni opowiada nam o swoich świętach.
    Anna Wyszkoni

    Anna Wyszkoni ©Tomasz Bolt/Polskapresse

    Święta Bożego Narodzenia w rodzinnym domu Anny Wyszkoni, domu z dzieciństwa...
    Wspaniale wspominam ten czas. Moja mama praktycznie przez cały dzień krzątała się po kuchni, a brat, tato i ja ubieraliśmy choinkę - to był nasz świąteczny obowiązek, ale i wielka przyjemność.

    Mama nie wpuszczała Was do kuchni?
    Niekiedy wpuszczała, chociaż wtedy bardziej przeszkadzaliśmy, niż pomagaliśmy.


    Co mama robiła pysznego?
    Pyszne, tradycyjne dania. U rodziców na przykład był karp, a w moim domu tradycja podawania tej ryby została „zawieszona”, bo mój syn i narzeczony za nią nie przepadali. A ja - choć lubię - to stwierdziłam, że dla samej siebie nie będę się męczyć z jej przygotowywaniem. I cztery lata karpia u nas nie było, ale już w zeszłym roku wrócił na wigilijny stół, do łask, bo mój syn Tobiasz otworzył się na kuchenne przysmaki. Wtedy stwierdziłam, że to już czas, żeby powrócić do tradycji. I karp znowu jest.

    Co jeszcze było dobrego na stole w domu państwa Wyszkoni?
    Zawsze była zupa grochowa - ale ugotowana bez mięsa. Bardzo smaczna - czekałam na nią z utęsknieniem, bo lubiłam bardziej tę postną wersję grochówki niż tę tłustą, tradycyjną, na boczku…
    Zawsze, obowiązkowo, była kapusta z grzybami, krokiety - przepyszne. Co roku proszę moją mamę, żeby chociaż parę zrobiła. I potrawa, z którą nie spotkałam się nigdzie w Polsce - świąteczna moczka. To taki deser zrobiony na bazie piernika, z bakaliami, z odrobinką rumu. Bardzo smaczny, chociaż jako dziecko nie przepadałam za nim. Doceniłam go dopiero później. Moja mama co roku tę moczkę przyrządza - i albo mi ją przywozi, albo, gdy odwiedzam rodziców, to dostaję „na wynos”, na święta. Mama robiła jej zawsze duży gar - do dzisiaj nie wiem, jak udawało się nam to wszystko zjeść (uśmiech). Szybko jednak jedliśmy kolację, bo dopiero po wieczerzy wigilijnej mogliśmy rozpakowywać prezenty.

    Wigilia dopiero po pierwszej gwiazdce?
    Tak, choć zanim zasiedliśmy do stołu w naszym domu, to wychodziliśmy na podwórko, spotykaliśmy się z sąsiadami i słuchaliśmy kolęd granych na trąbce z wieży kościelnej. To było takie świąteczne spotkanie z ludźmi, których lubimy, którzy nam w wielu sprawach pomagają, z którymi jesteśmy blisko, przez ścianę, a którzy nie zasiadają z nami przy wigilijnym stole. A dodatkowo to było piękne, bo kiedy byłam dzieckiem, to święta przeważnie były białe - śnieg leżał wszędzie, trzaskał mróz, teraz już, niestety, tak nie jest. Z sąsiadami składaliśmy sobie życzenia, dzieliliśmy się opłatkiem… To było tak pełne ciepła i życzliwości.
    Potem szliśmy do domu, czekaliśmy na pierwszą gwiazdkę - wypatrywaliśmy jej z niecierpliwością razem z moim bratem - a gdy już się pokazała, to siadaliśmy do kolacji wigilijnej. Zaczynaliśmy od modlitwy, potem wspominaliśmy naszych bliskich, którzy odeszli, których nie ma wśród nas - to był dla mnie najważniejszy i najbardziej wzruszający moment świąt. Dzieliliśmy się opłatkiem, składaliśmy sobie życzenia.

    Kolędy śpiewaliście?
    Obowiązkowo, choć różnie nam z tym szło, bo śpiewaliśmy zawsze a cappella. Mam bardzo muzykalną rodzinę, ale instrumentalnie mniej uzdolnioną. Do dzisiaj miło wspominam to nasze rodzinne śpiewanie.

    Rodzice nie wystawiali Pani na środek pokoju i mówili: „Ania, ty najładniej śpiewasz, to śpiewaj”.
    Nie dawałam się (uśmiech). Poza tym wszyscy bardzo lubiliśmy śpiewać. Choć mój brat śpiewał najciszej. Śpiewaliśmy zazwyczaj trzy, cztery kolędy - po pierwsze dwie zwrotki. Zawsze mieliśmy z tego dużo radości, a poza tym kolędy towarzyszyły nam przez całe Boże Narodzenie - mieliśmy płyty z kolędami, więc nawet jak ich nie śpiewaliśmy, to leciały z głośników. Sączyły się w tle podczas kolacji.

    A pasterka?
    Szliśmy całą rodziną na mszę o północy. W kościele bardzo mocno było czuć atmosferę świąt - zwłaszcza gdy było ciemno, a na ulicach leżał śnieg. Kościół był pełen ludzi - czuliśmy wielką wspólnotę. A że pochodzę z małej wioski, wszyscy się znali, to bardziej przeżywaliśmy to wspólne świętowanie.

    A w domu sianko było pod obrusem?
    Było w domu moich rodziców i pilnuję, żeby było też u mnie. I też kładę sobie pod talerz grosik - na szczęście, żeby się powodziło w przyszłym roku. I zawsze stawiamy też na stole dodatkowy talerz - dla niespodziewanego gościa, ale też dla tych naszych ukochanych, których nie ma już fizycznie na tym świecie, wśród nas, a którzy cały czas są przy nas duchem.
    Mamy też taką naszą tradycję, że od czasu śmierci taty mojego narzeczonego zawsze stawiamy jego zdjęcie na stole - czujemy wtedy bardziej jego obecność, a w pierwszym dniu świąt idziemy na cmentarz, na grób ojca Maćka. Mamy ze sobą opłatek…

    No właśnie - a poza odwiedzeniem grobów bliskich w pierwszy i drugi dzień świąt, to jak wygląda Pani Boże Narodzenie?
    To jest dla mnie czas wyciszenia, bo mam bardzo intensywną pracę i często wyjeżdżam. Dlatego zwykle chcę spędzić te święta w domu, niechętnie wyjeżdżamy w tym czasie. I tak nie da się wszystkich odwiedzić, dlatego w Boże Narodzenie chcę się nacieszyć najbliższymi. To jest nasz czas. Często moi rodzice przyjeżdżają do nas w drugi dzień świąt, bo akurat 27 grudnia mój syn ma urodziny - więc po świętach od razu zostają na urodziny Tobiasza.

    Mam nadzieję, że nie jest poszkodowany i dostaje osobne prezenty: na święta i na urodziny.
    Zawsze dostaje podwójne - pilnujemy tego.

    Czytaj dalej na kolejnej stronie
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (8)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      pozerstwo

      mi-mo (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2

      aż mnie zemdliło!
      ide puścić pawia!

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      przechwalki w stylu AW

      Kot (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2

      Łżesz wstrętna babo...

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      zdjęcie z TV?

      zzaaz (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1 / 4

      Panie Redaktorze Migdał,

      wklejenie do artykułu zdjęcia zrobionego najprawdopodobniej komórką z telewizora nie świadczy zbyt dobrze o poziomie dziennikarskim.
      To tak jak by zrobiłby Pan zdjęcie...rozwiń całość

      Panie Redaktorze Migdał,

      wklejenie do artykułu zdjęcia zrobionego najprawdopodobniej komórką z telewizora nie świadczy zbyt dobrze o poziomie dziennikarskim.
      To tak jak by zrobiłby Pan zdjęcie migdałów i w takiej formie dodał je do ciasta:)
      Wesołych Świąt:)zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      w

      zzaaz (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3 / 1

      Zwracam honor bo to piękne zdjęcie zostało wyostrzone na tle gdzie znajduje się telebim. heheh

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      udaje

      edek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 6 / 4

      UDAJE POBOŻNĄ A ŻYJE NA KOCIĄ ŁAPĘ Z PARTNEREM !


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      żeby tylko

      maks (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1 / 3

      Żeby tylko takie "nieścisłości" w wierze....

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Nie bój nic, grzech ci mie grozi

      Rotfl (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 3

      Ciebie nikt przecież nie chce nie tylko na kocią łapę, ale nawet na jednorazówkę :->

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      prawda

      ewa (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3 / 1

      prawda !!!

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama