Reprezentacja Muli Katzurina pokonała zagraniczne gwiazdy ligi 91:76. Wynik cieszy, podobnie jak powrót basketu (© Tomasz Hołod)
Michał Lizak
2009-03-02 00:42:32, aktualizacja: 2009-03-02 00:42:32
Polska kontra obcokrajowcy grający w PLK. Komplet kibiców dopingował naszą kadrę.
Polacy wygrali pewnie, ale wynik tego meczu naprawdę był sprawą drugorzędną. Wartości sportowej meczu nie można przeceniać, wielu wniosków z gry po prostu nie da się wyciągnąć. A największym wygranym jest z pewnością koszykówka. Bo widać, że wróciła do Wrocławia. I mieliśmy mały przedsmak tego, co może nas czekać przy okazji mistrzostw Europy i wrześniowych meczów reprezentacji Polski z Bułgarią, Litwą i Turcją. Jeśli ktoś się obawiał, czy będzie to wielkie święto, to teraz już wie - inaczej być nie może.
Obcokrajowcy z polskiej ligi - choć największych gwiazd na pewno zabrakło - pokazali, że potrafią się bawić. I to nie tylko w nocnych klubach, co wiele osób im zarzuca, ale także na parkiecie. Już podczas rozgrzewki pokazali prawdziwy konkurs wsadów, a na prezentacji kilku z nich pokazało efektowny latynoski taniec.
Nie był to show w stylu niedawnego występu Shaqa podczas meczu gwiazd NBA, ale za inwencję własną i wykonanie, a przede wszystkim dopasowanie się do formuły meczu, należą się im słowa uznania. Widać, że chcą i we Wrocławiu nie byli jedynie "za karę".
Sam mecz udowodnił jedno - Adam Wójcik wciąż na koszykarskim parkiecie może wszystko. Już w pierwszej akcji - po efektownym dograniu Krzysztofa Szubargi - popisał się wsadem. W pierwszej połowie Wójcik trafił wszystkie rzuty z gry (5/5) i z dorobkiem 11 oczek był najskuteczniejszym z reprezentantów naszego kraju. W całym spotkaniu miał 15 oczek i ani jednego pudła!
- Ja się tylko dostosowałem do tego, co działo się w Hali Ludowej. Dawno nie widziałem takich tłumów na trybunach, wróciły wspomnienia z dawnych lat, wszystkie wielkie mecze w tym obiekcie. Nie wypadało zagrać słabo - mówił z uśmiechem na ustach Wójcik już po końcowym meczu.
Szkoleniowiec polskiej reprezentacji Muli Katzurin wystawił do gry wszystkich graczy. Miał ich pod okiem tylko kilka godzin, bo w sobotnich treningach nie uczestniczył (jego czeski zespół Nymburk grał ligowy mecz i Katzurin dojechał do Wrocławia w sobotę wieczorem).
- Przede wszystkim cieszę się z tego, że była okazja, by zagrać w Hali Ludowej, spotkać się w komplecie. Jestem zachwycony kibicami. Już teraz wiem, że we wrześniu właśnie fani mogą dać nam olbrzymie wsparcie, być dla nas prawdziwym szóstym graczem - podkreślał trener Muli Katzurin.
W drugiej połowie emocji nie było już wiele, prowadzenie kadry cały czas oscylowało wokół 20 punktów i ani przez moment nie było zagrożone.
- Przed meczem było wiele wątpliwości, czy ta impreza wypali, czy na mecz towarzyski, bez rangi, przyjdą kibice. Frekwencja na trybunach pokazuje, że jest zapotrzebowanie na koszykówkę - mówił z przekonaniem prezes Polskiego Związku Koszykówki Roman Ludwiczuk.
Za cztery tygodnie w Warszawie rozegrany zostanie Mecz Gwiazd Polskiej Ligi Koszykówki. To tam, na Torwarze, ma być wielkie promocyjne uderzenie i giganci pierwszej wielkości. Nie tylko jeśli idzie o koszykarzy, ale też gwiazdy estrady. To na ten mecz pozostawiono tradycyjne sprawnościowe konkursy - wsadów i rzutów za trzy punkty. Szefowie ligi mogą żałować, że nie będzie tam wrocławskich kibiców...
A co z dodatkowych atrakcji było w Hali Ludowej? Pojedynek młodych adeptów koszykówki, którzy w biegu musieli założyć kompletny strój przynajmniej o kilka numerów za duży, rzut za 1000 złotych z połowy boiska (tym razem - w przeciwieństwie do sobotniej promocji w Rynku - nikt głównej nagrody nie zgarnął) oraz rywalizacja w rzutach osobistych z Adamem Wójcikiem. Lider kadry miał o tyle utrudnione zadanie, że rzucał z... zawiązanymi oczami. No i przegrał. Ale żalu do nikogo na pewno nie miał.
- Jeśli porażki przy okazji takich konkursów mają pomóc polskiej koszykówce, to jestem gotowy na porażki - żartował nestor Adam Wójcik.
Koszykarska sobota w Rynku
Niedzielny Pojedynek Gigantów Koszykówki tak naprawdę zaczął się już w sobotnie popołudnie. Na wrocławskim Rynku wyrosło koszykarskie miasteczko, którego gośćmi byli czołowi gracze polskiej kadry.
Impreza, której głównym celem była promocja nie tylko niedzielnego meczu w Hali Ludowej, ale przede wszystkim mistrzostw Europy Eurobasket 2009, trwała blisko trzy godziny. W tym czasie kilkaset osób wzięło udział w wielu koszykarskich konkursach, a jeden z uczestników - Daniel z Wrocławia - wzbogacił się o 1000 złotych. Zdołał bowiem trafić do kosza z odległości około 20 metrów i tym samym zainkasował okrągłą kwotę ufundowaną przez sponora technicznego kadry - firmę Spalding.
- Zapewniam, że te pieniądze wydam m.in. na bilety na mecze koszykówki - mówił szczęśliwy zwycięzca konkursu. Warto dodać, że swoich sił w rzucie za 1000 złotych próbowali też kadrowicze - główna atrakcja sobotniej imprezy w Rynku. Adam Wójcik, Filip Dylewicz, Adam Waczyński, Kamil Chanas, Marcin Stefański, Robert Witka i Łukasz Koszarek nie zdołali jednak nawet... dorzucić do obręczy.
Kadrowicze zmierzyli się też w konkursach rzutowych z kibicami. Co ciekawe, wszystkie wygrali fani (to ich zasady konkursów zdecydowanie preferowały).
- Koledzy będą ze mnie żartować, bo przegrałem z Anią. Nie wiem, jak teraz spojrzę w oczy trenerowi Katzurinowi - żartował Łukasz Koszarek.
Gracze reprezentacji wzięli również udział w krótkiej konferencji prasowej a następnie sami zadawali pytania... kibicom. Koszykarze zdradzili również talent... taneczny, dołączając się do grupy Cheerleders Wrocław, która kilkakrotnie zaprezentowała się na scenie.
Kadra Polski - Zagraniczni Gracze PLK 91:76 (18:16, 23:18, 26:18, 24:24)
Polska: Dylewicz 16, Wójcik 15, Kikowski 13 (2), Leończyk 12, Zamojski 9, Witka 9 (3), Koszarek 7 (1), Szubarga 6, Wołoszyn 3 (1), Roszyk 1, Stefański 0, Kitzinger 0.
Obcokrajowcy PLK: Mojica 13 (3), Tulijković 13 (3), Bennett 9 (1), Wallace 8, Mulijković 7 (1), Daniels 6, E. Miller 5 (1), Day 5 (1), Naymick 5, McLean 2, P. Miller 2, Eldridge 2.
W statystyce: zbiórki - 37:27 (Witka 9 - McLean 9), asysty - 16:6 (Koszarek 5 - P. Miller, Day, Bennet po 2).
Wrocław tęskni
Michał Lizak, dziennikarz
Od zeszłorocznych meczów play-off we Wrocławiu nie było poważnego meczu koszykówki. Nie gra liga, a reprezentację zobaczymy najwcześniej latem. Coraz częściej słyszę głosy, że bez koszykówki jednak da się żyć, że to kwestia przyzwyczajenia, że teraz ludzie znajdą sobie inne zajęcie. Od wczoraj wiem, że to nie jest prawda.
Przy okazji meczów gwiazd nigdy w Hali Ludowej nie było takich tłumów. Wczoraj, gdy wszedłem przed meczem do Hali, która przecież jeszcze niedawno była świadkiem regularnych koronacji mistrzów Polski i meczów Euroligi, przeszły mnie ciarki. Komu to przeszkadzało?
Nie wiem, komu to przeszkadzało (przy okazji: Waldemara Siemińskiego podczas spotkania nikt nie widział), ale wiem, kto za tym tęskni. Bądźmy szczerzy - ludzie, którzy szczelnie wypełnili wczoraj Halę Ludową, nie przyszli tam dla amerykańskich gwiazd, reprezentacji Polski ani pozaboiskowych atrakcji. Oni zjawili się w Hali Ludowej, by pokazać, że chcą koszykówki i za nią tęsknią!
To jedyne wytłumaczenie, które do serca powinni sobie wziąć włodarze miasta i szefowie Śląska. Niech projekt silnego piłkarsko-koszykarskiego klubu nie wyląduje jedynie na urzędniczej półce, czekając na pokryzysowe czasy. Jeśli do wczoraj były wątpliwości, czy jest dla kogo tę koszykówkę odbudowywać, to w Hali Ludowej wszystkie zostały raczej rozwiane. Teraz nie wolno już pytać, czy koszykówkę trzeba odbudowywać. Trzeba myśleć, jak Śląsk ma wrócić do ligi już w przyszłym sezonie. Bo wrocławianie tego chcą!