Menu Region

Gazeta Wrocławska Słowo Polskie Piekło i raj na ziemi

Piekło i raj na ziemi

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Gazeta Wrocławska

Andrzej Górny

Prześlij Drukuj
Przodkowie nasi, ciemni jeszcze do tego stopnia, że nie znali żarówki, o najprostszym tranzystorze nie wspominając, roili już jednak marzenia o przerabianiu zjadaczy chleba w anioły.
Idea ta ma szanse stać się ciałem, o czym dowiedziałem się z książki Joela Garreau "Radykalna ewolucja". Lawinowy rozwój informatyki, genetyki, robotyki i nanotechnologii nie może pozostać bez wpływu na losy ludzkości. Czy jednak efektem końcowym będzie jej zagłada, czy też awans człowieka na nadczłowieka, prognozy są sprzeczne.

Jeden z przywołanych w książce badaczy, Amerykanin J.Z.
∨ Czytaj dalej
Lanier, zafascynowany jest głowonogami: podziwia ich inteligencję i możliwości. Niektóre ośmiornice i mątwy, dzięki zawartym w skórze chromatoforom, potrafią wyświetlać na swym ciele kolorowe animacje, co służy porozumiewaniu się z pobratymcami lub dezorientowaniu zdobyczy, na którą polują. Mogą też zmieniać kształty i kamuflować się jako element krajobrazu dna morskiego.

W skrócie - badacze fantaści (czy aby tylko?) obmyślili projekt osobnika rodzaju ludzkiego, przekonstruowanego w ten sposób, że potrafi on latać, a na skrzydłach może wyświetlać myśli, pragnienia, idee i dzieła swej twórczości. Tylko w jakim stopniu twór taki pozostanie jeszcze człowiekiem?

W gruncie rzeczy większość poruszanych w "Ewolucji" problemów ukazał już kilkadziesiąt lat temu Stanisław Lem w "Cyberiadzie" i "Bajkach robotów". Tyle że w ironicznej, baśniowej konwencji, co zamknęło jego utworom i pomysłom wstęp na łamy pism naukowych.

Lemowe roboty, wyrwawszy się z domu niewoli bladawczej, odziedziczyły po swych dawnych ludzkich właścicielach zaskakująco wiele przywar i mankamentów. Ludzie (bladawce) egzystują jeszcze tylko gdzieś na marginesie robociego świata, obrzucani przez swych metalowych potomków obelgami typu "Ty kleju na kościach wieszany" i opisywani jako obrzydliwe ciastowate monstra, na czubku mchem porosłe.

Jednak postacie elektronicznych królów - militarystów Potworyka i Megieryka, albo innego władcy, który w święta państwowe zarządzał puszczanie wianków plecionych z obywateli, dowodzą, iż ludzki pierwiastek pozostały w robotach stanowi coś w rodzaju grzechu pierworodnego. Nie są im też obce zawiść, pycha, chciwość (choćby uczeni Trurl i Klapaucjusz), a nawet grafomania, o czym świadczą pierwsze płody twórczości poety Elektrybałta.

Zamiast więc zmieniać konstrukcję homo sapiens z cielesnej na metalową czy plastikową, lepiej udoskonalać to, co jest. Ponoć ludzki organizm niewłaściwie gospodaruje tlenem - są już projekty, a może i prototypy, żołnierza przyszłości, który na jednym wdechu przebiegnie 15 kilometrów.

Charakterystyczne, że większość wynalazków powstaje na zamówienie przemysłu zbrojeniowego. Zaczęło się od maczugi i oszczepu, aliści w którymś momencie gadżety do zabijania lub ich elementy zaczęły mieć duży wpływ na postęp (nomen omen) cywilizacji.
Pomysły doskonalenia ludzkiej konstrukcji napawają mnie nadzieją, że kiedyś zdołamy się uniezależnić od fałszerzy żywności faszerujących nas niby-masłem w 50 proc. złożonym z jakichś podejrzanych mazi bardzo odległych od krowy i śmietany oraz podobnymi wynalazkami.

My tego nie doczekamy, ale może potomkowie przejdą na zasilanie słoneczne i żołądek stanie się tak zbędnym reliktem jak wyrostek robaczkowy? Już się cieszę na myśl o bankructwie koncernów żywieniowych. Ten świetlany scenariusz ziści się tylko, jeśli nauka nie wyprodukuje wcześniej jakiejś ostatecznej zarazy. Koniec naszego świata mogą spowodować równie dobrze terroryści mający porachunki z ludzkością, jak i altruiści działający nieostrożnie dla jej dobra.

Dno piekieł wybrukowane jest dobrymi chęciami. Trzeba się obawiać, że to samo dotyczy świetnych nawet pomysłów.
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Reklama
Reklama