PGE Turów deklasuje Polpharmę 97:55. Druga lokata przed play-off prawie pewna.
Ofensywny popis wicemistrzów Polski. Po fantastycznym meczu koszykarze PGE Turowa rozbili wicelidera tabeli różnicą aż 42 punktów i są już tylko o krok od zapewnienia sobie drugiej pozycji przed play-off. Miejsce w czołowej czwórce jest już praktycznie pewne.
Gdy w 14 minucie gry na tablicy widniał remis 29:29, pewnie większość kibiców w Zgorzelcu nawet skromne zwycięstwo z Polpharmą wzięłaby w ciemno. Wygrana różnicą ponad 20 punktów (taką przewagę mieli goście po pierwszym meczu w Starogardzie Gdańskim - tam Turów przegrał 64:84) wydawała się absolutnym szczytem marzeń. Tymczasem gospodarze wręcz zdemolowali przeciwnika.
I 42-punktowa przewaga to nie był żaden cud - wynikała po prostu z tego, co działo się na parkiecie.
- Cieszę się, że wszystko zaskoczyło, że zespół pokazał charakter, potwierdził, iż ma naprawdę duży potencjał.
I najważniejsze, że świetnie zagraliśmy nie tylko w ataku, ale przede wszystkim w obronie - mówił po spotkaniu zadowolony Paweł Turkiewicz, szkoleniowiec PGE Turowa.
Wtorkowe spotkanie miało dwóch zdecydowanych bohaterów: Bryana Baileya i Roberta Witkę. Pierwszy ostatnio był wyraźnie w cieniu Tyusa Edneya, a w rywalizacji z Polpharmą pokazał, że też go stać na przejęcie roli lidera - zarówno w ataku, jak i w defensywie. Witka natomiast mógł śmiać się w twarz rywalom, trafiając z dystansu rzut za rzutem. Ostatecznie zaliczył aż 6 trójek - to jego rzuty dobijały rywali.
Ten wynik to nie wielkie zwycięstwo - to prawdziwy pogrom. A niesiony dopingiem zespół gospodarzy grał jak z nut. I kto by nie wyszedł na parkiet - ten zaczynał popisy. To samo dotyczyło nie tylko Alexa Harrisa (13 min, 11 pkt, 2/3 za 2 i 2/2 za 3), ale też... Sebastiana Szymańskiego. Junior, niespełna 18-latek, trafił dwie trójki. Po jego rzucie w ostatniej sekundzie Turów mógł zdobyć setny punkt. I tylko to się gospodarzom w tym meczu nie udało...
Trzy dni, dwa zwycięskie mecze: we Włocławku z Anwilem i u siebie z Polpharmą. To może być przełom w występach Turowa. Teraz już wszyscy wiedzą, że ten zespół stać na wiele. A w perspektywie walki w play-off, gdy mecze są bardzo często, świetne występy w ciągu krótkiego czasu cieszą jeszcze bardziej.
Jeśli Turów wygra dwa ostatnie spotkania - z Górnikiem u siebie i na wyjeździe z Polonią Warszawa - nikt nie odbierze tej ekipie drugiej pozycji. W takiej formie meczów z rywalami na tym poziomie po prostu nie można przegrać.