Zagłębie nie wyszło na drugą połowę [Lechia Gdańsk -...

    Zagłębie nie wyszło na drugą połowę [Lechia Gdańsk - Zagłębie Lubin 3:1]

    Piotr Janas

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Zagłębie nie wyszło na drugą połowę [Lechia Gdańsk - Zagłębie Lubin 3:1]
    1/2
    przejdź do galerii

    ©FOT. TOMASZ BOLT

    Zagłębie Lubin prowadziło do przerwy z Lechią w Gdańsku 1:0, ale po przerwie zagrało bardzo słabo i ostatecznie przegrało ten mecz 1:3. Bramkę dla lubinian strzelił Michal Ppadopulos.
    Podbudowani dobrymi występami w lidze oraz wyeliminowaniem Jagiellonii Białystok w 1/8 finału Pucharu Polski piłkarze Zagłębia do Gdańska jechali po trzy punkty. Lechia od początku tego sezonu zawodzi i nie wiele wskazywało na to, aby ta sytuacja miała się zmienić właśnie dziś.

    Nie wskazywała na to nawet pierwsza połowa. Od pierwszych jej minut na boisku było dużo męskiej, nie zawsze w 100 proc.
    sportowej walki. Żadna z drużyn nie chciała oddać inicjatywy rywalom, dlatego kości trzeszczały. Już w 20. min dwaj piłkarze Zagłębia mieli na koncie po żółtej kartce (Papadopulos i Cotra - przyp. PJ). Tempo spotkania było przyzwoite, ale nie przekładało się to na dużą ilość dogodnych sytuacji. W prawdzie lechiści oddali w pierwszej połowie cztery celne strzały na bramkę strzeżoną przez Konrada Forenca, ale kapitan „Miedziowych” nie miał najmniejszych problemów z ich obronieniem.

    Lepszą skutecznością wykazali się lubinianie, którym w 34. min prowadzenie dał Papadopulos. Na prawym skrzydle Krzysztof Janus uciekł Gersonowi i posłał płaskie dośrodkowanie w pole karne. Tam pomiędzy dwóch obrońców gospodarzy wbiegł „Papa” i sprytnym strzałem po krótkim słupku pokonał Marko Maricia.

    Gdańszczanie najlepszą sytuację do wyrównania mieli w 41. min, kiedy to piłka trafiła do niepilnowanego Bruno Nazario. Brazylijczyk był już w polu karnym i mógł zrobić z nią wszytko, ale oddał bardzo lekki strzał, wprost w Forenca.

    - Stwarzamy sobie sytuacje, tylko nie potrafimy ich wykorzystać. Zagłębie stworzyło sobie jedną okazję i zdobyło przypadkowego gola. Szkoda tej sytuacji zmarnowanej przez Bruno, ale mam nadzieję, że po zmianie stron będzie miał okazję do rehabilitacji - powiedział w przerwie skrzydłowy Lechii Maciej Makuszewski. Od razu zaznaczmy, że nazwanie gola dla gości „przypadkowym” jest absolutnie nie na miejscu.

    Na początku drugiej połowy podopieczni Stokowca chcieli kontrolować grę, ale grający wysokim pressingiem gospodarze skutecznie uniemożliwiali im wyprowadzanie piłki od tyłu. W 53. min „biało-zieloni” doprowadzili do wyrównania. Kardynalny błąd w okolicach środka boiska popełnił Janus, tracąc piłkę na rzecz Jakuba Wawrzyniaka, który natychmiast uruchomił Milosa Krsicia. Były skrzydłowy m.in. Juventusu Turyn wbiegł z piłką w pole karne i w sytuacji dwóch na dwóch podał do rozpędzonego Grzegorza Kuświka, a ten bez zastanowienia huknął pod porzeczkę nie dając Forencowi szans na skuteczną interwencję.

    Goście nie zdążyli się jeszcze otrząsnąć, a już przegrywali 1:2. Tym razem sędzia Mariusz Złotek podyktował rzut karny, za ostre wejście ciałem Macieja Dąbrowskiego w Grzegorza Wojtkowiaka. Były reprezentant Polski padł jak rażony piorunem i na chwilę stracił nawet przytomność. O symulowaniu zatem nie mogło być mowy. Do piłki ustawionej na 11 metrze podszedł Kuświk i atomowym uderzeniem dał prowadzenie swojej drużynie. Miał przy tym sporo szczęścia, bo piłka po jego strzale odbiła się jeszcze od poprzeczki.

    Sztab szkoleniowy Zagłębia starał się reagować i w 59. min bezproduktywnego Łukasza Janoszkę zastąpił Jan Vlasko. Dla Słowaka był to pierwszy występ od połowy sierpnia, kiedy to doznał kontuzji w meczu z Lechem Poznań. Niestety, były rozgrywający Spartaka Trnava także był zupełnie niewidoczny. W dalszym ciągu to Lechia groźniej atakowała i stworzyła sobie jeszcze przynajmniej trzy dogodne sytuacje, z których jedną wykorzystała. Najpierw Makuszewski posłał zbyt mocne dośrodkowanie, ale akcję zamykał Marco Maloca, który zagrał piłkę z powrotem na środek pola karnego. Tam zupełnie niepilnowany Michał Mak spokojnie skierował futbolówkę do siatki ustalając wynik tego spotkania. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że Lechia na to zwycięstwo po prostu zasłużyła.

    >

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Slepoto

      Obój (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Marny dziennikarzyno przyjrzyj się kto kogo uderzył , a że stracił przytomność to jest sam sobie winny. Niestety przy tym sędzina wypaczył wynik.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama