Krzyki w parku Południowym

    Krzyki w parku Południowym

    Leszek Niedzielski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Przyroda jeszcze nie budzi się do życia, ale dzień już się wyraźnie wydłuża i coraz więcej starszych osób, zbudzonych z zimowego snu, wychodzi chętnie do parku, by pospacerować i poplotkować.
    Czasami ma się wrażenie, że nawet turyści niemieccy polubili nie tylko wrocławski Rynek, ale i park Południowy. Ma się takie wrażenie, bo żeby spacerować i mówić po niemiecku, trzeba być Niemcem albo germanistą. Od biedy Austriakiem. Od bogactwa Szwajcarem z Zurichu.

    Na pewno nie poetą, ponieważ nawet Goethe twierdził, że język niemiecki nie nadaje się do poezji i że stworzony został dla koni. Przy całym szacunku dla koni. Sam niedawno słyszałem, jak dwaj spacerujący starsi panowie posługiwali się językiem niemieckim. Właściwie rozmawiali po polsku, ale co chwila wplatali jakieś zdanie po niemiecku, a to że "Alter schuetzt vor Torheit nicht", czyli że wiek nie chroni przed głupotą, że broda mędrcem nie czyni, a to że "die Suppe wird nicht so heiss gegessen, wie sie gekocht wird", czyli że nie je się zupy tak gorącej, jaka jest zaraz po ugotowaniu, a to znowuż takie zdanie po niemiecku, że jeden głupiec może zadać więcej pytań niż mu może na nie odpowiedzieć siedmiu mędrców, czyli "ein Narr kann mehr Fragen als sieben Weise antworten".

    Ci dwaj panowie zwracali się do siebie per "panie profesorze", jednak wcale nie rozprawiali o jakichś skomplikowanych problemach naukowych, tylko po prostu rozmawiali o codziennych, przyziemnych sprawach. Jeden z nich w pewnym momencie skręcił z języka niemieckiego na francuski, bo chyba chciał coś powiedzieć o miłości i zacytował przysłowie "affection aveugle raison", czyli że uczucie zaciemnia rozum.

    Ludzie starsi w rozmowie często wykorzystują przysłowia i stosują skróty. Właśnie Niemcy mają na każdą okazję jakieś przysłowie i to mnie w pierwszej chwili zmyliło w przypadku tych dwóch profesorów. Niemcy mają na każdą okazję przysłowie, ale co z tego, skoro do tej pory nie wiedzą, jak się nazywa wihajster, tylko co chwila pytają: "Wie heisst er, wie heisst er"? Trudno z Niemcami się dogadać. Prawdopodobnie zaprzeczyłby temu Jan Maria Rokita i powiedziałby, że można się dogadać, tylko trzeba trzymać ręce w górze, w pozycji "Haende hoch!", albo w dole, w kajdankach. A ci dwaj panowie dogadywali się spokojnie. Jeden drugiego podziwiał. Obaj prześcigali się w komplementach.

    W pewnym momencie jeden zapytał:
    - A jak pan, panie profesorze, pan, który zjeździł cały świat, poznał kulturę różnych narodów, przeczytał tyle znakomitych książek, zgromadził pokaźną bibliotekę, jak pan, jako człowiek mądry i doświadczony, rozumie dzisiejszy, zwariowany świat?

    - Odpowiem panu, panie profesorze, przysłowiem - powiedział ten drugi profesor - albo nie, anegdotką. Pamiętam, kiedy byłem jeszcze nieopierzonym młodzieńcem, w czasie wakacji odbywaliśmy tak zwane praktyki robotnicze. Pomagaliśmy chłopom na wsi przy żniwach, na przykład zwoziliśmy zboże do stodoły. Pewnego dnia zrzucałem snopki pszenicy z wozu drabiniastego wprost do rąk niezwykle ładnej, wiejskiej dziewczyny, która te snopki układała jeden na drugim, jeden na drugim, coraz wyżej i wyżej... Patrzyłem na tę dziewczynę, patrzyłem na nią z dołu, i gdybym wtedy, przed laty, w tej stodole, panie profesorze, na tych snopkach pszenicy, z tą piękną dziewczyną, gdybym miał wtedy, w tej stodole, te stosy książek, które mam dzisiaj w swoim gabinecie, to kto wie, jak potoczyłoby się moje życie....
    - Ja, ja... - westchnął pierwszy.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama