Dyndała przy bankomacie

    Dyndała przy bankomacie

    Janusz Michalczyk, redaktor "Polski-Gazety Wrocławskiej"

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Socjologowie twierdzą, że Polacy są społeczeństwem ludzi nieufnych, którzy bliźniego traktują podejrzliwie. Wrocławscy bankowcy wyśmialiby taką opinię.
    Seria oszustw z wykorzystaniem bankomatów wskazuje, że jesteśmy wręcz rozkosznie niefrasobliwi. Do głowy nam nie przyjdzie, że ktoś zagląda przez ramię, by podejrzeć wystukiwaną kombinację cyfr, albo już wcześniej zainstalował w tym celu maciupeńką kamerkę.

    Nie jestem bankowcem, więc nie martwi mnie to, a nawet wręcz przeciwnie - serce się raduje, że nie tak łatwo zamienić nas w znerwicowaną gromadę, żyjącą w poczuciu zagrożenia. Nie znaczy to, że mamy wyzbyć się zdrowego rozsądku - jak uczynili klienci banków, którzy, powodowani chciwością, podpisywali umowy na tzw. opcje, a po gwałtownym załamaniu się kursu złotego uderzyli w płacz, że długu nie spłacą do końca życia.

    "Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało" - można by powtórzyć za Molierem. Niektórzy lansują hipotezę, że to wredni bankowcy zastawili paskudne pułapki na nieświadomych zagrożeń, beztroskich naiwniaków, ale nie da się tego udowodnić, skoro cały ten kryzys zaczął się w bankach i właśnie im najbardziej dał w kość.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama