Jak sobie radzimy, czyli sprawdzian wyborczy

    Jak sobie radzimy, czyli sprawdzian wyborczy

    Marek Twaróg, redaktor naczelny

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Zamieszanie wokół wyborów do rad osiedli we Wrocławiu pokazuje najlepiej, że jeśli trzeba mówić o społeczeństwie obywatelskim, to miejskim liderom gęby nie zamykają się od wygłaszania frazesów, ale kiedy trzeba coś zrobić - nie widać nikogo, kto by się wysilił.
    Prowadzona przez naszą gazetę akcja, promująca te zbliżające się wielkimi krokami (8 marca) wybory, napotyka co chwilę na kolejne przeszkody. Nie skarżę się, radzimy sobie, mimo obojętności ze strony wszystkich tych, którzy pomagać powinni. Po listach i telefonach widać, że Czytelnicy - mieszkańcy Wrocławia - nas wspierają, bo naprawdę leży im sercu dobro swojej okolicy.

    Jednak refleksja się pojawia: jak przy takim braku zaangażowania organizatorów wyborów i bałaganie, z którym sobie wybitnie nie radzą, mamy budować w mieszkańcach poczucie współodpowiedzialności za swoje miasto? Jak promować wybory, skoro wciąż nie można doliczyć się kandydatów?

    Frekwencja w wyborach do rad osiedli ostatnim razem nie przekroczyła 4 procent. Czyli katastrofa. Powinniśmy zrobić wszystko, żeby tym razem było lepiej. Oczywiście, można machnąć ręką i, wskazując na niewielkie kompetencje rad osiedli, orzec - to nie ma sensu. Tyle że w ten sposób unieważniamy całą ideę samorządności i społecznego zaangażowania. Może właśnie warto wspierać aktywność mieszkańców na tym najniższym poziomie, może trzeba to potraktować jako wprawkę do wyborów na wyższych piętrach demokracji?

    W kontrze do tych smutnych refleksji stoi informacja, jaka właśnie napłynęła z Sejmu. Posłowie decydują się ułatwić Polakom udział w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Po porażce, jaką w 2004 roku była zaledwie 20-procentowa frekwencja, zabrano się za zmiany w ordynacji, które zaowocują dwudniowym głosowaniem i wprowadzeniem możliwości oddawania głosów przez pełnomocników (skorzystają z niej ludzie starsi i chorzy).

    Szczęśliwie, moim zdaniem, polegnie pomysł utworzenia na całym obszarze Polski tylko jednego okręgu wyborczego i głosowania na kandydatów z listy krajowej. Powinno być zatem tak jak pięć lat temu, kiedy okręgów było 13. Silni lokalni kandydaci mają więc nadal spore szanse (w 2004 roku na Śląsku wygrał w ten sposób Jerzy Buzek, jak się szybko okazało, jeden z najlepszych polskich europosłów; gdyby wtedy obowiązywała lista krajowa, pewnie by się na niej nawet nie znalazł).

    O słabym zainteresowaniu Polaków wyborami do PE dyskutują wszyscy już od pięciu lat. Te ostatnie zmiany to efekt poważnych debat naukowych i wielu kampanii społecznych. Dzięki nim udało się przekonać polityków, że także w przypadku wyborów do europarlamentu warto walczyć o silny mandat demokratyczny. Niestety, jestem przekonany, że o wyborców i kandydatów osiedlowych nikt w ten sposób nie zawalczy. Tymczasem zarówno wybory europejskie, jak i wybory osiedlowe, to taki sam sprawdzian naszego patriotyzmu.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama