W gabinecie prof. Hirszfelda

    W gabinecie prof. Hirszfelda

    Zbigniew Figat

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Wracamy do tematów, które poruszyły Czytelników "Słowa Polskiego".
    Studentka II roku medycyny weszła do gabinetu światowej sławy mikrobiologa, który ukrywał się po ucieczce z getta w jej rodzinnej wiosce nad Nidą i pozdrowiła go od swojego taty.
    - Usiądź, dziecko, dziękuję, co tam w domu słychać? - zapytał starszy pan w białym fartuchu. Ucieszył się, że wszystko jest w porządku i zasugerował dziewczynie zajęcie się mikrobiologią.
    Drugi raz weszła do tego gabinetu na III roku, w 1954. Profesor Ludwik Hirszfeld, ubrany w czarny garnitur, leżał w trumnie, wokół której sunął szpaler pogrążonych w smutku ludzi - naukowców, współpracowników, studentów i pacjentów.

    Do tego samego gabinetu wchodzimy z niegdysiejszą studentką, a dziś emerytowaną profesor Anną Przondo-Mordarską i siadamy przy okrągłym stoliku. Czytamy o prof. Hirszfeldzie w "Słowie Polskim" sprzed 60 lat, że: "mianowany został dożywotnim członkiem honorowym Akademii Nauk w New Yorku. Dokonał licznych odkryć zajmując się dziedzicznością grup krwi, co stało się podstawą do wykluczenia ojcostwa, na podstawie badania krwi matki, dziecka i domniemanego ojca". Dalej jest o konfliktach serologicznych, plejadach izozerowych i licznych odkryciach profesora, światowej klasy autorytetu w dziedzinie mikrobiologii.

    - Wszystko się zgadza - stwierdza pani profesor, odkładając tekst ze "Słowa".
    - A gabinet profesora Hirszfelda w lutym 2009 roku?
    - Taki sam: starodawne biurko, fotel jak tron z rzeźbieniami, biblioteka i fotele przy stoliku.
    - Usiedliście wtedy tutaj oboje pierwszy i ostatni raz: studentka i profesor światowej sławy...
    - Wcześniej, jako dziewczynka, widziałam w czasie wojny, jak z moimi rodzicami kąpali się w Nidzie. Dziesięć lat później, będąc studentką, już wiedziałam, że dzięki jego badaniom krwi uratowano tysiące dzieci, lecząc kobiety w ciąży, u których prof. Hirszfeld odkrył, że dla nich płód z konfliktu serologicznego to obcy antygen. Ich przeciwciała szkodzą dziecku w łonie matki.

    Kończąc studia, Anna Przondo zajęła się bakteriologią. Profesor, także epidemiolog, już podczas I wojny światowej badał na Bałkanach dziedziczność grup krwi u ludzi różnych ras. Młoda doktor uznała, że zaakceptowałby jej badania drobnoustrojów u ludzi, którzy przyjechali na Dolny Śląsk z różnych regionów - to było wielkie wyzwanie dla bakteriologa. Setki chorób i odmian bakterii. Na przykład specyficzne schorzenia górnych dróg oddechowych, takich jak trąd słowiański i bakteria ozena.

    Współpracując z laryngologami, badała i zwalczała te drobnoustroje specjalnie wyhodowanymi bakteriofagami - zabójcami bakterii. Zakażenia ustały, gdy już miała habilitację. Potem zwalczała pałeczki otoczkowe, bakterie powodujące zakażenia u dorosłych i noworodków.

    - Z biegiem lat coraz bardziej pochłaniał mnie problem: dlaczego bakterie wywołują choroby? Jestem już na emeryturze, ale do dziś mnie to pasjonuje. Czemu bakterie z taką łatwością zasiedlają się w ludzkim organizmie, który ciągle jest dla nich naturalnym środowiskiem? Wiem, mają pewne cechy, które umożliwiają im kolonizację w nas - chodzi przecież o jej zastopowanie. Ale jak?

    - Co by powiedział profesor Hirszfeld, gdyby słuchał Pani tu, w gabinecie szefa Katedry i Zakładu Mikrobiologii Akademii Medycznej?
    - Może tak... "Dobrze, żeś mnie posłuchała, dziecko. Zwalczałaś bakterie i wielu wyzdrowiało dzięki tobie, dziecko". Może by tak powiedział.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama