Krzyki w parku Południowym

    Krzyki w parku Południowym

    Leszek Niedzielski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Tym, którzy nigdy nie byli we Wrocławiu i oczywiście nie byli w parku Południowym, Wrocław często się kojarzy ze Lwowem.
    Tak było nawet w czasach, kiedy nie wolno było mieć podobnych skojarzeń, ponieważ cenzura zabraniała wręcz myśleć o Lwowie. Kiedyś znałem takiego pana, któremu Kostomłoty kojarzyły się ze Lwowem, jednak po pewnym czasie przestało mnie to dziwić, bo okazało się, że jemu wszystko kojarzy się ze Lwowem.

    W latach siedemdziesiątych zeszłego stulecia, po którymś tam występie kabaretu "Elita" w Warszawie, pojawiła się za kulisami pewna starsza pani i zapytała nas: 
    - Panowie z Wrocławia? - Odpowiedzieliśmy zgodnie, że z Wrocławia, na co ona:
    - Ta joj! To dobrze! Bo ja też ze Lwowa!

    Jeszcze dzisiaj, mimo że jesteśmy w Unii Europejskiej, mieszkańcom takiego chociażby Lublina czy Białegostoku (przy całym szacunku dla mieszkańców tych miast) Wrocław wydaje się odległym miastem.
    Tylko od czego odległym?! Co innego Szczecin! Do Szczecina z każdego krańca Polski jest daleko. I ze Szczecina też wszędzie jest daleko. Wiem coś o tym, ponieważ w latach sześćdziesiątych ubiegłego tysiąclecia pracowałem w Szczecinie w Polskim Radiu. Po roku pracy wróciłem jednak do Wrocławia. Wrocław wciąga. Nie tylko lwowiaków. Poza tym w Szczecinie, kiedy tam pracowałem, było daleko na pocztę. Teraz chyba jest inaczej.

    Zresztą pojęcie "daleko" jest względne. Na przykład niektórym warszawiakom ("warszawiak" jest pojęciem względnym), a szczególnie niektórym warszawskim prezenterom telewizyjnym od prognozy pogody, Wrocław też wydaje się dalekim miastem. Nie odróżniają oni Dolnego Śląska od Górnego, nie mówiąc już o takich niuansach, jak Śląsk Opolski czy Cieszyński. Zapowiadając piękną, słoneczną pogodę na Śląsku pokazują na mapie Dolny Śląsk. Może na Górnym Śląsku ma w tym czasie padać? Prawdopodobnie ci prezenterzy sądzą też, że mieszkańcy Dolnego Śląska posługują się na co dzień gwarą śląską.

    Ale są w błędzie, bo mimo wszystko jest różnica między "anzugiem" w Gliwicach a ubraniem we Wrocławiu. Jest różnica terytorialna i językowa. Wielu mieszkańców Wrocławia, Złotoryi, Jawora czy Kłodzka podkreśla z dumą: "jestem Dolnoślązakiem". Bo jest z czego być dumnym. Ale to nie znaczy, że mówi się tutaj "po dolnośląsku". Na razie gwary dolnośląskiej nie ma, jeszcze się ona nie wykształciła. Może to będzie gwara zbliżona do lwowskiej?

    W latach pięćdziesiątych XX wieku mieszkałem na Śląsku Opolskim, dosyć wysoko, bo na Górze św. Anny. Wyżej był tylko kościół. I tam mówiło się po śląsku. Na przykład, kiedy czymś zadziwiłem swojego kolegę z ławki szkolnej, on mówił: "tyś je ale!". To były słowa uznania i można je było usłyszeć bardzo rzadko. Jeszcze rzadziej zdarzało mi się usłyszeć: "tyś je ale richtig!". O! To już był duży podziw! Aliści pewnego razu musiałem mojego kolegę naprawdę czymś mocno zadziwić, bo głośno wykrzyknął: "Tyś je ale richtig dopiero ino ale ekstra richtig!". Nooo, takiej pochwały i takiego zaszczytu mało kto mógł dostąpić. To nie każdemu się przydarzało na tym Śląsku Opolskim, chociaż i my tam czytaliśmy gazety i wszystko wiedzieliśmy.

    Za jakiś czas, kiedy Barack Obama ochłonie już po pierwszym szoku wyborczym i oswoi się z myślą, że naprawdę jest prezydentem USA, i kiedy za jakiś czas przyleci do Europy, jak mówią Amerykanie, i przyleci do Wrocławia, wtedy być może powie, podobnie jak niegdyś prezydent Kennedy w Berlinie: "jestem Dolnoślązakiem!".

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama