Zamiast trzech kopalń

    Zamiast trzech kopalń

    Piotr Kanikowski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    KGHM zamierza połączyć trzy kopalnie w jedną.
    Dziś działają trzy kopalnie miedzi - ZG Lubin, ZG Rudna i ZG Polkowice-Sieroszowice - każda z odrębną dyrekcją, własnymi kadrami, działem socjalno-administracyjnym, służbami materiałowymi itd. Buduje się czwarta, najbardziej wysunięta na północ - Głogów Głęboki Przemysłowy. W przyszłości mają tworzyć jeden sterowany centralnie organizm. Polska Miedź liczy, że zaoszczędzi pieniądze na etatach w administracji i usprawni organizację wydobycia. Zarząd KGHM zlecił już Jerzemu Nowakowi opracowanie koncepcji połączenia kopalń, choć, jak zaznacza Monika Kowalska, rzeczniczka prasowa spółki, trudno wciąż mówić o terminach czy innych konkretach.
    - To bardzo wstępna faza prac nad tym projektem - zastrzega Monika Kowalska. - Na pewno będziemy prowadzić konsultacje ze związkami zawodowymi.

    Te na razie odnoszą się do planów zarządu bardzo sceptycznie. Ich zdaniem oszczędności są złudne, a na dole powstanie poważne zagrożenie.
    - W zależności od potrzeb, górnikowi w każdej chwili będzie można powiedzieć: "Dzisiaj pracujesz w szybie Bolesław w Lubinie, a jutro jedziesz na szyb zachodni za Polkowice" - wyjaśnia swoje wątpliwości Józef Czyczerski, szef Sekcji Krajowej Górnictwa Rud Miedzi NSZZ "Solidarność". Jego zdaniem problem w tym, że choć wszędzie wydobywa się rudę miedzi, to każda obecna kopalnia ma swoją specyfikę.

    Inaczej się pracuje w Rudnej, gdzie pokłady mają kilkanaście metrów wysokości, a inaczej w niskich na metr złożach Polkowic-Sieroszowic.
    - Górnik przerzucany z miejsca na miejsce, nieprzyzwyczajony do nowych warunków, będzie zagrożeniem dla siebie i innych - potwierdza Piotr Trempała ze Związku Zawodowego Pracowników Dołowych. Nie spodziewa się również ekonomicznego cudu, bo dokonane przed laty połączenie Polkowic z Sieroszowicami nie przyniosło spółce wielkich oszczędności. Zakres zwolnień w administracji kopalń jest ograniczony. - Są etaty, z których nie można zrezygnować, bo wymaga ich prawo górnicze - twierdzi Józef Czyczerski.

    W czwartek na spotkaniu z centralami związkowymi prezes Mirosław Krutin poinformował, że ruszyły prace nad koncepcją połączenia kopalń w jeden organizm.
    - Chciałbym posłuchać konkretów. Na razie jest tylko hasło - mówi Leszek Hajdacki, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego. Pamięta, że o konsolidacji (łączeniu) kopalń, hut oraz zakładów wzbogacania rudy mówi się w zagłębiu od 20 lat. Dotąd niewiele wyszło z tych projektów, więc nie ma powodów sądzić, że obecne zamieszanie skończy się inaczej.

    Pomysł połączenia kopalń i hut został zapisany w opracowanej za prezesury Krzysztofa Skóry (2006-2008) strategii KGHM do roku 2017. Wtedy też wzbudzał niepokój wśród związkowców. Krytykując konsolidacyjne zapędy kolejnych zarządów spółki, przedstawiciele załogi zgadzają się, że z przerostami w administracji trzeba jakoś walczyć. W trzech kopalniach KGHM pracuje łącznie ok. 12 tys. ludzi. Z tego ok. 2,7 tys. to osoby zatrudnione na stanowiskach nierobotniczych. Opinia, że na plecach jednego miedziowego górnika siedzi czterech niefizycznych, jest przesadna, ale problem istnieje.
    - Podstawowy kłopot KGHM to jednak zła organizacja pracy, co skutkuje malejącym wydobyciem miedzi - twierdzi Józef Czyczerski. - Nie sądzę, żeby akurat poprzez łączenie kopalń udało się ten problem rozwiązać.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama