(Nie)najlepszy Dolny Śląsk

    (Nie)najlepszy Dolny Śląsk

    Krzysztof Grzelczyk, były wojewoda dolnośląski

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Były wojewoda o niewykorzystanych atutach naszego regionu, bezrobociu, fladze i propagandzie sukcesu.
    Obchodzone niedawno dziesięciolecie samorządu wojewódzkiego wywołało dyskusję w mediach o kondycji Dolnego Śląska. Z wypowiedzi obecnego i byłych marszałków jawi nam się obraz regionu Polski mlekiem i miodem płynący. A to napływ inwestycji, a to coraz większy budżet województwa, a to wyjątkowość wszelaka naszej ziemi i w ogóle jesteśmy najlepsi na świecie. Przypominam, że chodzi tu o odczucia urzędników. Czy mieszkańcy Dolnego Śląska podzielają ten hurraoptymizm, a może jakieś profesjonalne badania to przekonanie tak mocno ugruntowały? Muszę przyznać, że tych twardych dowodów na istnienie raju w naszym województwie mi brakowało.

    Zostawmy na chwilę tak zadowolone z siebie władze. Obiektywnie posiadamy wiele atutów, takich jak położenie geograficzne, liczne bogactwa naturalne, nie najgorsza w warunkach polskich infrastruktura, liczne atrakcje turystyczne, gospodarka, która nie jest monokulturą i pojawiające się wciąż nowe inwestycje.
    Oprócz tego, co nam dała natura, potrzebne jest zaangażowanie mieszkańców i wsparcie instytucjonalne. Większość tych pozytywnych zjawisk, które wokół siebie dostrzegamy, jest zasługą przede wszystkim lokalnych (gminnych) społeczności, wspartych energią ich wójtów i burmistrzów. Z kolei autostrad, specjalnych stref ekonomicznych, a tym samym głównego źródła przyciągającego inwestycje zagraniczne, nie byłoby bez decyzji i funduszy ze strony administracji rządowej.

    Skoro jest tak dobrze, to dlaczego ciągle mamy kilka powiatów z bezrobociem przekraczającym 20 proc., a stopa bezrobocia dla całego województwa jest wyższa niż średnia krajowa? A może prowadzimy w wykorzystaniu funduszy unijnych? Też nie.
    Ktoś powie, że udało się zbudować tożsamość dolnośląską. Do dziś nie ma symbolu województwa, który by nas z nim jednoznacznie identyfikował. Kolejni marszałkowie wydają kolejne pieniądze na opracowanie strategii marketingowych, które między innymi takiego symbolu poszukują. A ślężański niedźwiedź jakoś nie może na dłużej się zadomowić. Flagę województwa kilka lat temu przyjęto pospiesznie, lekceważąc negatywną opinię komisji MSWiA, która zarzuciła sejmikowi złamanie zasad weksylologii. W ubiegłym roku, przyjmując nowy wzór flagi, zignorowano z kolei zalecenia własnej sejmikowej komisji (bo kierował nią przedstawiciel opozycji).

    Rzecz najważniejsza - jesteśmy samorządni, co znaczy między innymi, że nikt z "centrali" nie będzie za nas podejmował decyzji w naszym imieniu. Czy szczytowym osiągnięciem dziesięciolecia samorządu województwa mają być zmiany we władzach sejmiku i zarządu, przeprowadzone w ubiegłym roku? Przypomnę, że media donosiły o tym, jak to wicepremier rządu miał osobiście w gabinecie wojewody "przekonywać" opornych radnych do podjęcia jedynie słusznej decyzji przy wyborze nowego marszałka.
    Samorządność to także podobno lepiej wydawane pieniądze publiczne. Tutaj pewne nowe standardy próbował wprowadzić wicemarszałek Borys, nie zapominając przy tym o swojej żonie. Wyjaśnianie tej sprawy jest ponoć w toku. Czasem to sobie myślę, że może to i lepiej, że budżet województwa dopiero od niedawna, dzięki funduszom unijnym, znacznie urósł. Bo jeśli marszałkom, tak jak prezydentowi Wrocławia, też spodoba się wydawanie nie swoich pieniędzy szeroką ręką na fontanny, Dody, tudzież luksusowe samochody dla powołanych przez siebie urzędników, to biada nam.

    Zwolennicy zwiększania roli województw (przy czym bliższe jest im słowo region), poszerzania ich samodzielności wobec rządu, posługują się na ogół argumentem o zasadzie pomocniczości. Niewątpliwie bardzo często ta zasada się sprawdza, kiedy decyzja podejmowana jest bliżej obywatela. Ciekawe jest jednak to, że o tej zasadzie zapomina się w zupełnie innej sytuacji, ochoczo godząc się na oddanie kompetencji rządu krajowego na rzecz o wiele bardziej oddalonej biurokracji brukselskiej.
    Często ci sami ludzie w prezentowaniu tych poglądów nie widzą żadnej sprzeczności. O źle zapisanej w dziejach Polski tradycji rozbicia dzielnicowego warto by wszcząć odrębną dyskusję.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama