Ukradła fortunę i przepadła

    Ukradła fortunę i przepadła

    Małgorzata Moczulska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Śledczy nie znaleźli szefowej agencji opłat. Oszukała w Wałbrzychu ponad 5 tys. osób.
    Największa na Dolnym Śląsku afera z nieuczciwą agencją opłat pozostanie bez rozwiązania i znalezienia winnych. To porażka śledczych, a przede wszystkim tysięcy oszukanych ludzi. Najprawdopodobniej nigdy już nie odzyskają oni swoich pieniędzy, prokuratura umorzyła bowiem śledztwo w sprawie wałbrzyskiej agencji Beata. Jej właścicielka na przełomie 2006 i 2007 roku wyłudziła od blisko 5 tys. osób ponad pół miliona złotych i zniknęła.
    - Niestety, okazało się, że tożsamość, jaką posługiwała się ta pani, jest skradziona - tłumaczy Ewa Ścierzyńska z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy i dodaje, że policja sprawdziła mnóstwo tropów. Żaden nie doprowadził ich jednak do sprytnej oszustki.

    Kobieta, podając się za Beatę Haller, pod koniec 2006 roku odkupiła firmę Centrum Płatności Masowych, rejestrując działalność pod zmienioną nazwą P.H. Beata. Zaraz potem rozpoczęła działalność jako agencja opłat. Ta miała w Wałbrzychu kilka małych punktów obsługi klienta, m.in. w dzielnicach: Piaskowa Góra, Podzamcze, Biały Kamień i Śródmieście.
    Każdego dnia agencja obsługiwała setki ludzi. Miała renomę, bo początkowo wszystko było w porządku: tanie opłaty, pieniądze dochodzące w terminie, zadowoleni klienci. Do czasu.

    Na początku 2007 roku zaczęły się kłopoty. Właścicielka agencji wypłaciła z konta firmy 580 tys. zł, które miały być przelane na rachunki bankowe wierzycieli. I zniknęła. Zerwała kontakt z pracownikami agencji, a dokumenty, które na miejscu znaleźli policjanci, tylko wprowadziły ich w błąd. Szukali bowiem nie tej osoby, której powinni. Kilka miesięcy później funkcjonariusze zatrzymali Beatę Haller w centralnej Polsce.

    Okazało się jednak, że nie ma ona ze sprawą nic wspólnego. Jak tłumaczyła, już wiele miesięcy wcześniej skradziono jej dowód. I rzeczywiście - trop okazał się nietrafiony, bo nie rozpoznali jej ani pracownicy agencji, ani oszukani klienci. Ci zresztą nie kryją swojego rozgoryczenia.
    - Wpłaciłam 500 zł. Za gaz, prąd i telefon. Pieniędzy nie ma. Gazownia się upomniała. Musiałam pożyczać od rodziny, a mąż był zły, bo ostrzegał mnie, bym nie płaciła w takich małych punktach - żali się Grażyna Momot, emerytka z Wałbrzycha.

    Tomaszowi Przydziałowi na samo słowo agencja Beata zaciska się szczęka:
    - Wpłaciłem ponad 1000 zł czesnego za studia. O oszustwie nic nie wiedziałem. Pół roku później szkoła upomniała się o swoje pieniądze, do tego z wysokimi odsetkami. Zagroziła mi skreśleniem z listy studentów.
    Oprócz czesnego, chłopak zapłacił jeszcze rachunek mamy za gaz. Te pieniądze też przepadły.

    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama