Wielka, skorumpowana rodzina

    Wielka, skorumpowana rodzina

    Marcin Rybak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    "Ważne było, czy obserwator jest niepijący i czy można mu wręczyć suwenir. (...) Dawałem obserwatorom alkohol lub kosmetyki" - powiedział we wrocławskiej prokuraturze piłkarski sędzia Marcin W.
    Protokół jego przesłuchania znaleźliśmy w aktach śledztwa dotyczącego kupowania meczów przez Koronę Kielce.

    Marcin W. nie przyznał się do udziału w handlowaniu meczami. Zaraz potem ogłosił publicznie, że jest niewinny. Zobowiązał się, że zapłaci 300 tysięcy euro na rzecz PZPN i milion złotych na cel dobroczynny, jeśli prokuratura udowodni mu udział w sportowej korupcji.

    Marcin W. wiedział, że prawo o korupcji jest dziurawe. Jeśli sędzia wręcza łapówkę obserwatorowi, by dostać lepszą ocenę za prowadzenie meczu, to nie popełnia przestępstwa.
    "Dążyłem do tego, żeby mieć informacje, kto mnie obserwuje podczas meczu, czy można go zabrać na kolację, czy nie" - opowiadał sędzia W. prokuratorowi.

    W aktach znaleźliśmy też informacje dotyczące jednego z najsławniejszych polskich arbitrów Grzegorza G., od niedawna podejrzanego o udział w korupcji.
    Dwaj byli piłkarze Korony, a wcześniej KSZO Ostrowiec Św. opowiedzieli historię z 2002 roku. Przepisy o sportowej korupcji wtedy nie obowiązywały. Grzegorz G. sędziował baraż o miejsce w I lidze między KSZO a Górnikiem Łęczną.

    Grzegorz G. żądać miał 150 tysięcy za pomaganie KSZO. Zawodnicy zaoferowali 100 tysięcy, bo tyle mieli dostać za utrzymanie w ekstraklasie. Ostatecznie pieniędzy sędzia nie dostał, bo zarząd KSZO z obietnicy się nie wywiązał. Sędzia G. miał wydzwaniać i domagać się obiecanych pieniędzy.

    Sensacyjnie brzmi też protokół przesłuchania Krzysztofa Z. - arbitra, który wypaczył wynik meczu Korona Kielce - Stal Stalowa Wola. Za 1000 złotych podyktował niesprawiedliwy rzut karny dla Korony. Sprawą zainteresował się PZPN.
    Jednak Andrzej B., główny organizator korupcji w Koronie, uspokajał sędziego, że ma dojścia w PZPN i sprawę "wyciszy". Powoływał się na Wita Ż., Leszka Sachsa i Jerzego Gosia, którzy kierowali wydziałem sędziów.

    Sprawa rozeszła się po kościach, a Krzysztof Z. dostał od obserwatora bardzo wysoką ocenę.
    "My, sędziowie i obserwatorzy, jesteśmy jedną rodziną. Widzi pan, jak trudno było wam coś na nas znaleźć (...) i ile musieliście się nakopać" - powiedział prokuratorowi piłkarski obserwator Krzysztof P. z Górnego Śląska.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama