Kultowy Kalambur

    Krzysztof Kucharski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    W szaroburym PRL-u wrocławski teatr Kalambur był orchideą. Takich kwiatów na kulturalnej mapie było ledwie kilka.
    To była zbieranina młodych i twórczych ludzi, studentów, pracowników naukowych i początkujących artystów.
    Pół wieku temu w Młodzieżowym Domu Kultury przy ul. Kołłątaja 20 we Wrocławiu porwała publiczność "Konfiskata gwiazd" w reżyserii młodego fizyka z wykształcenia - Bogusława Litwińca. "Konfiskata..." miała się nazywać "Kompromitacją gwiaździstych autorytetów". Cenzorowi jednak nie podobało się dodanie do słów "gwiaździstych autorytetów" owej "kompromitacji".
    Niestety, gwiazdy i autorytety nie kojarzyły mu się z amerykańskimi gwiazdami na fladze i zaoceaniczną cywilizacją - co byłoby słuszne - że się kompromitują, ale z żółtą gwiazdą i autorytetem w charakterze sierpa i młota na czerwonym tle, która absolutnie nie była kompromitacją, a siłą przewodnią postępowej części ludzkości po lewej stronie Odry. Dziś już takiej flagi nie ma, ale wtedy był to święty symbol Wielkiego Brata zza wschodniej granicy.

    Autorzy scenariusza - Jerzy Lukierski, Eugeniusz Michaluk (pomysłodawca nazwy Kalambur) i reżyser Litwiniec wymyślili kilkanaście surrealistycznych, ale też symbolicznych scenek i skeczy ubarwionych piosenkami. Dominował w nich sceptycyzm i dystans do rzeczywistości. Był to rok 1958, dwa lata po polskim Październiku, pierwszej - po mrocznych czasach - fali optymizmu i wiary, że w socjalizmie da się żyć. Jednak raptownie poluzowana "śruba" już zaczęła się dokręcać w przeciwną stronę. Śmiech i ironię uważano za najwredniejszą broń.

    Tak do rodziny Melpomeny wtargnął Studencki Teatr Kalambur przez całe lata jeden z szyldów Wrocławia. Kto to dziś pamięta? Ostatnia premiera zmieniającej oblicze firmy Kalambur odbyła się czternaście lat temu. To spory kawałek historii tego wspaniałego miasta spotkań, ale nie doczekał się nawet przyzwoitej monografii. Skoro z taką pieczołowitością wkraczamy w najdawniejszą historię tego grodu nad Odrą, z taką tolerancją i dumą podchodzimy do tego, co było przed 1945 rokiem, pieczołowicie odnawiamy stare budynki nie przez nas budowane, to dlaczego tak bardzo wstydzimy się niektórych powojennych kart? Czysto polskich i... naprawdę pięknych. W szaroburym PRL-u Kalambur był orchideą. Takich kwiatów na kulturalnej mapie było ledwie kilka. Warszawski Studencki Teatr Satyryków, gdański Bim-Bom, łódzki Pstrąg, a potem Siódemki, krakowski Teatr STU i Pleonazmus i jeszcze lubelska Scena Plastyczna KUL. To były oazy, jak dziesiątki mniej znanych grup entuzjastów teatralnych.
    1 3 4 »

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Albo piszcie z sensem, albo w ogóle!

      jeden z (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 22 / 22

      Ot i skutki takiego 'artykułu" - po naprawdę istotnym i przez dekady znaczącym na mapie kulturalnej Polski TEATRZE i OŚRODKU zostaje w pamięci tylko "klub" i knajpa. A wymienieni "najważniejsi"...rozwiń całość

      Ot i skutki takiego 'artykułu" - po naprawdę istotnym i przez dekady znaczącym na mapie kulturalnej Polski TEATRZE i OŚRODKU zostaje w pamięci tylko "klub" i knajpa. A wymienieni "najważniejsi" kalamburowcy... szkoda gadać! zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      W Kalamburze zadebiutowala Anna German.

      alek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 66 / 66

      Czytalem biogram Anny German. Chcialem sprawdzic czy ten klub jeszcze istnieje. Teraz sie nazywa Art Cafe Kalambur. Dobrze ze istnieje. Piosenki Anny German sa wspaniale.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama