Dolny Śląsk był dla Gomułki bardzo ważny

    Dolny Śląsk był dla Gomułki bardzo ważny

    Hanna Wieczorek

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    6 maja 1970 roku. Wrocławska Hala Ludowa. Towarzysz Wiesław przemawia na obchodach 25. rocznicy powrotu Dolnego Śląska do macierzy

    6 maja 1970 roku. Wrocławska Hala Ludowa. Towarzysz Wiesław przemawia na obchodach 25. rocznicy powrotu Dolnego Śląska do macierzy ©Tadeusz Szwed

    - Jeden z dyplomatów amerykańskich nazwał Gomułkę "małomiasteczkowym komunistą". Myślę, że to jest dobre określenie - mówi prof. Jakub Tyszkiewicz z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego
    6 maja 1970 roku. Wrocławska Hala Ludowa. Towarzysz Wiesław przemawia na obchodach 25. rocznicy powrotu Dolnego Śląska do macierzy

    6 maja 1970 roku. Wrocławska Hala Ludowa. Towarzysz Wiesław przemawia na obchodach 25. rocznicy powrotu Dolnego Śląska do macierzy ©Tadeusz Szwed

    Wydawało się, że stoimy na progu wielkiego odkrycia. Polskę obiegła informacja, że Władysław Gomułka - znany także jako towarzysz Wiesław - w 1948 roku został "zesłany" do Wrocławia na stanowisko kierownika ZUS.
    Niestety, informacja, podana zarówno w literaturze, jak i Wikipedii, jest bałamutna. Jak w starym dowcipie o Radiu Erewań. Gomułka, co prawda, pracował jako kierownik ZUS, ale nie we Wrocławiu, a w Warszawie i nie w roku 1948, a w 1951. Było to w czasie, gdy rzeczywiście został odsunięty od stanowisk partyjnych, tuż przed aresztowaniem. Ale nie ma to nic wspólnego z Wrocławiem.

    Nie pracował we Wrocławiu, ale wcześniej bywał w stolicy Dolnego Śląska?
    Bywał tutaj, ponieważ dla komunistów, a dla Gomułki szczególnie, tereny zwane wówczas Ziemiami Odzyskanymi, a więc obszary przejęte od Niemców po wojnie, były bardzo ważne. Jak sam Gomułka podkreślał na plenum Polskiej Partii Robotniczej, latem 1945 roku, było to jedyne miejsce, które "wiąże naród z systemem i łączy".

    Wiąże Polaków z systemem komunistycznym? Jakieś herezje Pan opowiada.
    Wiadomo było, że większość Polaków poprze działania na rzecz przyłączenia, a potem zagospodarowania tych ziem. Komuniści zyskiwali dzięki temu znakomitą broń propagandową. Mogli mówić: "Proszę bardzo, my te ziemie odzyskaliśmy". Gomułka, jako minister Ziem Odzyskanych, robił wiele, by obszary te odgrywały pewną rolę w polityce partii i rządu komunistycznego. Ale nie wolno zapominać, że jego działanie zawsze miało cele polityczne.

    To znaczy?
    Początkowo Ziemiami Odzyskanymi zawiadywało ministerstwo administracji publicznej, które pozostawało w rękach opozycyjnego wobec komunistów Polskiego Stronnictwa Ludowego. Nieliczni przedstawiciele tej partii weszli do rządu po utworzeniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej w czerwcu 1945 r. Wyłączenie terenów poniemieckich z resortu administracji publicznej miało uniemożliwić opozycji zyskanie zbyt dużego wpływu na tych terenach. Trzeba jednak przyznać, że Gomułka, jeśli weźmiemy pod uwagę także jego działanie po 1956 roku, miał idee fixe na punkcie Ziem Odzyskanych i chyba w jego głowie zajmowały one więcej miejsca, niż w głowach innych towarzyszy partyjnych. Ale wszystkie działania, nawet te pozytywne, były warunkowane polityką i celami komunistów - pozyskania społeczeństwa do nowego systemu, nowej władzy, a jednocześnie do Związku Radzieckiego. Przecież w całej propagandzie do 1989 roku podkreślano, że np. Wrocław i Dolny Śląsk odzyskaliśmy tylko dzięki ZSRR. Wiązało się to także z sytuacją międzynarodową. Np. Stany Zjednoczone przez długi czas oficjalnie nie uznawały granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Trzymały się ściśle ustaleń poczynionych w czasie konferencji w Poczdamie w 1945. Ustalono tam, że byłe tereny niemieckie pozostaną pod administracją polską do czasu przyszłej konferencji pokojowej z Niemcami, gdzie nastąpi ostateczne uregulowanie kwestii granicznych. Nigdy się nie odbyła, stąd na ostateczne usankcjonowanie prawne linii na Odrze i Nysie musieliśmy czekać aż do listopada 1990, gdy rząd już zjednoczonych Niemiec, podpisał układ z Polską w tej sprawie.

    Towarzysz Wiesław kojarzy nam się dzisiaj z nudnymi i długimi mowami wygłaszanymi na kolejnych zjazdach PZPR. Jakim był człowiekiem? Nieskomplikowanym i źle wykształconym robotnikiem?
    Gomułka był przede wszystkim przekonanym komunistą, choć w 1956 roku nabrali się na niego wszyscy, także zachodni politycy, którzy liczyli, że stanie się on polskim Josifem Broz-Tito i pójdzie drogą Jugosławii, bardziej niezależną od ZSRR. O tym nie mogło być mowy, Gomułka pochodził z ubogiej robotniczej rodziny, sam był ślusarzem i przed wojną włączył się w ruch komunistyczny. Był aktywnym działaczem, kilkakrotnie aresztowanym przez władze II RP. Kiedy w 1934 roku pod pozorem choroby żony został zwolniony z więzienia, to od razu pojechał do Moskwy. Wiadomo, że Gomułka był całkowicie podporządkowany Kremlowi, we wszystkich aspektach i okresach swojej działalności. Począwszy od okresu przedwojennego, przez całą wojnę, kiedy tworzył Polską Partię Robotniczą. Choć trzeba przyznać, że robił to częściowo na własną rękę, ale zgodnie ze wszystkimi kanonami ruchu komunistycznego, tam nie było możliwości żadnych większych odchyleń. W 1948 roku oskarżony o tzw. odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne, ale tylko dlatego, że Stalin przestraszył się, że wszyscy ci komuniści, którzy w czasie wojny byli w swoich krajach, nie w ZSRR, pójdą drogą Tity w Jugosławii.
    No dobrze, ale spotkanie Kominformu w Szklarskiej Porębie w 1947 roku pokazuje, że Gomułka czasem płynął pod prąd.
    Był na tyle hardy i miał na tyle skonkretyzowaną wizję budowy komunizmu - bo on ten komunizm niewątpliwie chciał budować - że dostrzegał potrzebę uwzględniania pewnych lokalnych problemów i barier na drodze do lepszego i szybszego wprowadzenia nowego systemu. Co prowadziło do odchodzenia od wyłącznego naśladownictwa od radzieckich i stalinowskich wzorów. A tymczasem od jesieni 1947 roku mamy wyraźny nacisk Kremla na ślepe kopiowanie wzorów radzieckich i podporządkowania Stalinowi.

    Dokładnej kalki tego, co działo się w ZSRR?
    Tak. Tymczasem Gomułka uważał, że należy wziąć pod uwagę rolę czynnika narodowego w odzyskaniu niepodległości przez Polskę, co przecież komunizm a priori odrzucał, bo liczył się tylko internacjonalizm. Nacjonalizm to było coś, na co nie wolno było zezwolić. Widział więc potrzebę większego uwzględnienia roli socjalistów w walce z zaborcami o niepodległość, na co zresztą też nie było zgody. W tamtych czasach socjaliści byli głównym wrogiem. W propagandzie stalinowskiej nazywano ich zresztą socjalfaszystami, a więc byli czymś gorszym niż imperialiści. I na koniec. Gomułka był przeciwny naśladownictwu wzorów radzieckich w gospodarce, przede wszystkim kolektywizacji - uspółdzielczaniu rolnictwa. Wiedział, że w Polsce kolektywizację trudno będzie wprowadzić, bo przecież w 1944 roku komuniści rozdali ziemię chłopom. I co, pięć lat później komuniści mieli tę rozdaną ziemię zabrać?

    I to legło u podstaw oskarżenia Gomułki, że nie jest prawdziwym komunistą?
    To były te trzy elementy, które wytknięto Gomułce jako odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne. W momencie, gdy Tito - jako narodowy komunista poszedł własną drogą w 1948 r. - Stalin odsunął od władzy wszystkich komunistów, którzy w czasie wojny byli w swoich krajach, a nie w ZSRR. W swoim paranoicznym umyśle uznał, że nie można im ufać, że mogą wziąć przykład z Jugosławii. To dotyczyło nie tylko Polski, pokazowe procesy odbywały się w Albanii, Bułgarii, Rumunii, na Węgrzech, w Czechosłowacji. Gomułka i tak miał szczęście, ponieważ przeżył.

    Bierut nie chciał go zabić, uznał, że wystarczy areszt domowy?

    Skądże, przygotowywano jego proces, ale trwało to dłużej niż gdzie indziej. Prawdopodobnie nie było na niego twardych dowodów. Nie można było go oskarżyć o współpracę z hitlerowcami czy o grzech współpracy z wywiadami zachodnimi, bo Gomułka był "czysty".

    Gomułka został odsunięty od władzy w czerwcu 1948 roku?
    Do stycznia 1949 r. formalnie pozostawał ministrem ziem odzyskanych, ale fakt, że nie wziął udziału w otwarciu Wystawy Ziem Odzyskanych w lipcu poprzedniego roku, świadczy najdobitniej, że został odsunięty od władzy. Tym bardziej że oficjalnie wypoczywał niedaleko Wrocławia, bo w Kowarach.

    Ale ostatecznie wystawę obejrzał?
    Tak, ale dopiero 10 sierpnia, a więc prawie miesiąc po otwarciu. Nie wiem, czy nagłośniono jego pobyt, aczkolwiek jako minister ziem odzyskanych był uroczyście witany. To, że wystawa powstała, było zasługą ministerstwa Gomułki. Wszystkie wcześniejsze projekty takiej ekspozycji przygotowali ludzie nie związani z komunistami. Gomułka pozyskał do działania w resorcie m.in. osoby z Biura Ziem Zachodnich, powiązanego z Delegaturą Rządu na Kraj, a więc z rządem emigracyjnym, takie jak Edward Quirini czy Leopold Gluck.  
                                                                                         
    Wystawa Ziem Odzyskanych niewiele miała wspólnego z komunizmem?
    Niemal do momentu otwarcia, do czerwca 1948 roku, pod względem ideologicznym daleka była od wyobrażeń komunistycznych. Dlatego w połowie czerwca zjawiła się we Wrocławiu specjalna komisja z Warszawy, która w ostatniej chwili dokonała nerwowych poprawek mających na celu pokazanie roli partii komunistycznej w przejęciu i zagospodarowaniu tych ziem, znaczenia ZSRR w odzyskaniu tych terenów, większą rolę kolektywizacji. Tak więc i tu widzimy polityczny zwrot, który dokonał się w całym życiu publicznym. Z przejściem na kurs stalinowski. Jednak cały pierwotny program wystawy to są przemyślenia ludzi, którzy nie byli komunistami. Jej pomysł wysunęli bowiem ludzie związani z istniejącym już przed wojną Polskim Związkiem Zachodnim, bliscy myśli narodowej, endeckiej i przedwojenni działacze górnośląscy, np. Zbyszko Bednorz. Dla tych osób ważne było przejęcie i odbudowa tych ziem, i Gomułka z tego skorzystał. Inny przykład, to postać sanacyjnego polityka Eugeniusza Kwiatkowskiego, który do 1948 roku był delegatem rządu ds. odbudowy Wybrzeża. To było pozyskiwanie i wyłuskiwanie tych, którzy chcieli odbudowywać Polskę, nawet za cenę współpracy z komunistami. Ale w 1948 roku już o tym nie było mowy. Te osoby w większości stawały się natychmiast wrogami i usuwano ich ze stanowisk.

    No dobrze, to jaki w końcu był Gomułka?
    Jeden z dyplomatów amerykańskich nazwał Gomułkę "małomiasteczkowym komunistą". Myślę, że to jest dobre określenie. Niewątpliwie nie był pozbawiony inteligencji, miał swoje przemyślenia, spojrzenie- również na ruch komunistyczny i politykę międzynarodową. Jednak myślenie polityczne Gomułki nie wychodziło poza ideologiczny zaścianek, poza granice nakreślone przez Kreml. Obrońcy jego polityki wskazują na rolę Gomułki w październiku 1956 r. i pewnego poluzowania ścisłego gorsetu lat stalinowskich. A więc, zakończenia terroru bezpieki, większej swobody działania Kościoła katolickiego, większej swobody życia prywatnego i pewnego otwarcia na Zachód.

    Nie zrobił tego?
    Zrobił, ale mało kto wie, że już w 1953 roku, zaraz po śmierci Stalina, Chruszczow, Beria i Malenkow myśleli o tym samym. Zamierzali rozluźnić nieco rygory w celu umocnienia partii komunistycznych w krajach bloku wschodniego, które się chwiały pod wpływem złej sytuacji gospodarczej i niepokojów społecznych. Gomułka nie wyszedł zbytnio poza to, na co zezwolił Kreml w 1953 roku.

    Hmmm, to co, październik 1956 roku przydarzyłby się nam i bez Gomułki?
    Gomułka wyszedł z niebytu politycznego. W 1956 roku toczyły się walki frakcyjne między stalinistami a reformatorami. A więc między tymi, którzy byli zwolennikami trzymania narodu za twarz, a zwolennikami pewnych reform, idących w tym kierunku, co destalinizacja rozpoczęta przez Chruszczowa po XX zjeździe partii w ZSRR. W Polsce zaczęła się odwilż polityczna, partia widziała, że społeczeństwo - zwłaszcza po krwawym stłumieniu protestu w Poznaniu w czerwcu 1956 r. - było źle nastawione do władz i nie wiadomo, w którą stronę pójdzie. Gomułka był więc dla partii komunistycznej jedyną nadzieją. Powrót Gomułki, który został odsunięty od władzy, spędził lata w więzieniu, dawał nadzieję na uspokojenie nastrojów społecznych. I rzeczywiście Gomułce to się udało, tym bardziej że został wybrany przez towarzyszy partyjnych, bez zgody Kremla. Do Warszawy przyleciał wściekły Chruszczow, zaczął wygrażać pięścią i krzyczeć: "Co wy tu myślicie, że wy będziecie tutaj wybierać sobie Gomułkę bez konsultacji z nami?".

    Dosłownie wygrażać pięścią?
    Dosłownie, na lotnisku toczyła się ostra rozmowa z Ochabem, który witał delegację radziecką. Kiedy wojska radzieckie wyruszyły z baz w Polsce w stronę Warszawy, sytuacja była rzeczywiście bardzo napięta. Dopiero bezpośrednie, wielogodzinne, spotkanie Gomułki z Chruszczowem uspokoiło nastroje. Gomułka zapewnił, że nie ma mowy o wyjściu Polski z Układu Warszawskiego, i nasz kraj będzie wiernie realizował założenia radzieckie na arenie międzynarodowej. W zamian za to Chruszczow zezwolił na pewne reformy wewnętrzne: choćby wypuszczenie kardynała Wyszyńskiego i pewną liberalizację polityki wobec Kościoła, odejście od kolektywizacji.

    A więc jednak reformator?
    Dwa-trzy miesiące po październiku 1956 r. przypominały do pewnego stopnia karnawał Solidarności: wszystko wolno, wszystko można powiedzieć, partia jest zbyt słaba, żeby przykręcić śrubę. Ona tę śrubę przykręci szybko, już za rok, kiedy Gomułka zamknie po prostu "Po prostu" i spacyfikował protestujących studentów oddziałami ZOMO. Na tego Gomułkę nie nabieramy się tylko my Polacy, nabiera się cały świat. Stany Zjednoczone jeszcze długo po 1956 r. uważały, że Gomułka to jest najlepsze co może być i sytuacja w Polsce może być wzorem dla ewolucyjnych przemian dla wszystkich krajów bloku sowieckiego.

    Gomułka po powrocie do władzy o Wrocławiu nie zapomina.
    Nie zapomina, choć przyjeżdża tutaj tylko z okazji wielkich rocznic. Ale rzeczywiście w jego polityce Ziemie Odzyskane zaczynają odgrywać ważną rolę, po kompletnym marazmie lat stalinowskich, kiedy wywożono stąd jedynie cegłę i inne cenne materiały. Traktowano wtedy te tereny jako róg obfitości, z którego można wszystko zabrać. Za Gomułki zaczyna się ich porządkowanie i częściowa odbudowa, a on sam zjawia się tutaj na wielkie rocznice z okazji przyłączenia, na przykład w 1965 roku. Zresztą w tym roku jest we Wrocławiu dwa razy, bo spotyka się tutaj także z Leonidem Breżniewem, który przyjeżdża na Dolny Śląsk, rok po objęciu władzy na Kremlu.

    Gomułka bywa we Wrocławiu, dlaczego więc mówi Pan, że Ziemie Odzyskane są dla niego ważne?
    Bo Gomułka myśli tak: "Poprzez odbudowę i zasiedlenie musimy pokazać Niemcom, że my rzeczywiście przejęliśmy te tereny". To jest ta idee fixe, niezależny pomysł towarzysza Wiesława w całej polityce zagranicznej Polski, i prowadzonej pod dyktando Kremla. Po 1970 roku rola Ziem Odzyskanych znowu zmniejsza się, co jest zapewne pochodną ostatniego sukcesu Gomułki. A więc, podpisania układu z kanclerzem Willi Brandtem o uznaniu przez RFN polskiej granicy zachodniej. I można powiedzieć, że jest to ukoronowanie wieloletniej polityki niemieckiej Gomułki. Paradoksalnie, kilka dni później, całkowicie zaprzepaszcza ten sukces, brutalnie i krwawo tłumiąc strajki na Wybrzeżu w grudniu 1970 r.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama