"Courtney Love" - premiera w Teatrze Polskim we Wrocławiu...

    "Courtney Love" - premiera w Teatrze Polskim we Wrocławiu (RECENZJA)

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Teatr Polski, „Courtney Love”, premiera na Scenie na Świebodzkim 30 grudnia

    Teatr Polski, „Courtney Love”, premiera na Scenie na Świebodzkim 30 grudnia ©Paweł Relikowski

    Świetny spektakl "Courtney Love" jednego z najważniejszych duetów teatralnych twórców: Strzępka/Demirski
    Teatr Polski, „Courtney Love”, premiera na Scenie na Świebodzkim 30 grudnia

    Teatr Polski, „Courtney Love”, premiera na Scenie na Świebodzkim 30 grudnia ©Paweł Relikowski

    Nawet ci, którym muzyka Nirvany do tej pory była zupełnie obca lub co najmniej obojętna, powinni zobaczyć znakomity spektakl "Courtney Love" gorącego teatralnego duetu: Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego na Scenie na Świebodzkim.

    Realizatorzy połączyli historię kariery Nirvany - grupy współzałożonej przez Kurta Cobaina, grającej grunge, z realiami rodzimego show-biznesu lat 90. ubiegłego stulecia.
    Zrobili to spektakularnie, łącząc muzykę Nirvany oraz Hole - zespołu rockowego, której twórczynią była m.in. Courtney Love, z piosenkami znanymi chyba wszystkim polskim kolonistom spędzającym wakacje np. na Mazurach.

    Uciechę mają najwyraźniej wszyscy: widzowie, bo oglądają coś dobrego i słuchają naprawdę niezłych wykonań "Nirvany po wrocławsku", a także aktorzy - widać, że im wszystkim sprawiało wielką radość granie i śpiewanie evergreenów.
    Tytułową Courtney Love kreuje świetnie (także muzycznie, bo jest bardzo dobrą wokalistką) Katarzyna Strączek w blond peruce, do złudzenia przypominająca rzeczywistą gwiazdę rocka. Jej Courtney z jednej strony jest opoką dla Cobaina (wyrazisty Marcin Pempuś), z drugiej, patrząc na nią, nie sposób nie uwierzyć, że - jak mówią - przyczyniła się do upadku Nirvany.

    Zresztą, nie ma tu ról niepotrzebnych i niewartych dostrzeżenia. To bardzo zespołowy spektakl - koncert. Michał Opaliński jako Frances Bean Cobain - córka muzycznej pary - jest niesamowity, po prostu wstrząsający. Kiedy widzimy jego reakcje, oczywiste jest, że Courtney i Kurt zdecydowanie nie poradzili sobie jako rodzice.

    Agnieszka Kwietniewska, która zagrała beznadziejnie plączącą się na obrzeżach życiorysów muzyków Tracy, w spektaklu występuje gościnnie, a jest świetnym nabytkiem dla Teatru Polskiego. Sprawdza się Andrzej Kłak jako gitarzysta Nirvany Kris Novoselic, komediowego rysu dodaje całości Michał Majnicz jako perkusista zespołu. "Perkusiści zawsze mają najgorzej", a przecież Nirvana zmieniała ich jak rękawiczki. Podobną rolę pełni Mariusz Kiljan, grając na zmianę wokalistę Axla Rose’a, wychowawcę na mazurskich koloniach i aktora prezydenta. Jak kameleon zmienia się Adam Cywka, będący na zmia-nę: Billem Clintonem, szefem wytwórni i Mężem Rodziny Dobrych.

    Dziejom Nirvany przygląda się (niekiedy z przymrużeniem oka) Everett True (Igor Kujawski), biograf zespołu.
    Scena na Świebodzkim, zaarnażowana znakomicie przez scenografa Michała Korchowca, od pierwszych sekwencji przypomina pobojowisko. Także pobojowisko życiowe, bo wszyscy młodzi ludzie, na początku drogi chcący po prostu "robić muzykę", a wciągnięci w tryby robienia wielkich karier i sukcesu za wszelką cenę (także banalizowania całego życia), przegrywają i żyją na obrzeżach własnych marzeń. Chcieli coś zmienić na muzycznej scenie, ale wygrała komercja.

    Można by z historii Nirvany i Kurta Cobaina zrobić rwący dusze dramat, wyciskający łzy, z definicji raczej niestrawny. Tym bardziej cenne jest komediowe podejście twórców do całości. I tym jaskrawiej widać prawdziwe ludzkie dramaty, jak beznadziejna samotność Tracy, a także opuszczenie i strach dziecka, o które tak naprawdę nie dba nikt: ani nadwrażliwy ojciec, ani zaplątana w najróżniejsze ograniczenia, samolubna matka, mająca w centrum świata własne ego. I jedynym, ale bardzo poważnym minusem całości jest długość trwania przedstawienia. Cztery pełne godziny to przesada - po trzech przeciętny widz przestaje przyswajać płynące ze sceny ważne słowa.

    Teatr Polski, "Courtney Love", dramaturgia Paweł Demirski, reżyseria i światła Monika Strzępka, premiera na Scenie na Świebodzkim 30 grudnia.

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Słabiutkie

      Łukasz (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4

      Byłem wczoraj i szczerze nie polecam. Jest to niestety spektakl w którym przerost treści nad formą jest bardzo zauważalny. Do przerwy spektakl sie jakoś broni, choć to tylko dzięki grze aktorów i...rozwiń całość

      Byłem wczoraj i szczerze nie polecam. Jest to niestety spektakl w którym przerost treści nad formą jest bardzo zauważalny. Do przerwy spektakl sie jakoś broni, choć to tylko dzięki grze aktorów i muzyce. Ale po przerwie to już jest lot koszący w dół. Egzystencjonalne rozterki bohaterów ni jak się mają do rzeczywistości, a końcowy wywód Courtney to istny strzał w kolano.
      No i zastanawia mnie czemu tę meczarnie trwają aż 4 godzinyzwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Ostatni raz

      Maciek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1 / 4

      Chciałem trochę inaczej spędzić czas w ten poniedziałkowy wieczór, a w rzeczywistości przez 4 godziny nasłuchałem się darcia, przeklinania, pseudoartystycznych głupot jak to normalni ludzie mają...rozwiń całość

      Chciałem trochę inaczej spędzić czas w ten poniedziałkowy wieczór, a w rzeczywistości przez 4 godziny nasłuchałem się darcia, przeklinania, pseudoartystycznych głupot jak to normalni ludzie mają źle na świecie. Ogólnie nuda, tragedia, po pewnym czasie żałuje się każdej chwili spędzonej w teatrze. Dziwić się, że ludzie nie chodzą do teatru. zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      och i ach

      nie-znawca (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 31 / 37

      "Agnieszka Kwietniewska, która zagrała beznadziejnie plączącą się na obrzeżach życiorysów muzyków Tracy, w spektaklu występuje gościnnie, a jest świetnym nabytkiem dla Teatru Polskiego."
      Czy to...rozwiń całość

      "Agnieszka Kwietniewska, która zagrała beznadziejnie plączącą się na obrzeżach życiorysów muzyków Tracy, w spektaklu występuje gościnnie, a jest świetnym nabytkiem dla Teatru Polskiego."
      Czy to po polskiemu czy nie - nieważne, prawda?

      Płaszczenie się recenzentów, żeby tylko nie zrobić krzywdy lokalnym gwiazdkom, to widać problem wszystkich miast w kraju.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama