W Wigilię niczego nie pożyczaj!

    W Wigilię niczego nie pożyczaj!

    Krzysztof Kucharski

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Przed nami nocne czuwanie, czyli po łacinie vigiliae, a dla nas otwierający się wielką literą wyraz Wigilia. Jeden z najważniejszych dni w roku.
    Chrześcijanie w Rzymie święta Bożego Narodzenia obchodzili już od I wieku. Słowianie wierzyli wtedy mocno w boga magii i zaświatów Welesa. Z drugiego rzędu duszami naszych praojców rządził bóg nieba i piorunów Perun, znany też jako Światowid. Trzeci w kolejności był bóg ognia i słońca Swarożyc, czyli Radgost.

    U Rzymian pogańskie zimowe święta zaczynały się już 17 grudnia, dziś, to znaczy 23 grudnia, obchodzono...
    święto zmarłych, natomiast 25 grudnia był świętym dniem Narodzin Niezwyciężonego Słońca. Chrześcijanie, chcąc świętować, musieli się wpisać w rzymski kalendarz. Toteż czczenie Niezwyciężonego Słońca zastąpili w swojej wierze radosnym dniem narodzin Zbawiciela. Mądrość w tym była wielka, bo chrześcijaństwo zataczało coraz szersze kręgi i któż dziś wie, że to było pogańskie święto.

    W naszej polskiej tradycji święto zmarłych obchodziliśmy cztery razy w roku, to zimowe przeniosło się trochę na Wigilię. Była to noc, w której błąkały się po domu duchy najbliższych, więc nie siadano byle gdzie i byle jak. Zawsze zostawiano miejsca dla duchów. Nie wolno było wtedy niczego robić. Wykluczone były kłótnie, krzyki, płacze i w ogóle jakikolwiek przejaw smutku. Nie wolno było niczego pożyczać. To znaczy iść do kogoś i poprosić o cokolwiek.

    Może w tym tkwiła geneza późniejszej plagi wigilijnych żartów i "znikanie" z domu różnych przedmiotów. Według obyczaju można było sobie właśnie "pożyczyć" cudzą własność bez wiedzy właściciela, ale po świętach należało ją zwrócić. Nie wszyscy o tej drugiej zasadzie pamiętali. Najważniejszym wydarzeniem wigilijnej nocy było czuwanie i nabożeństwo. Uroczysta kolacja znacznie później stała się tradycją w takiej formie, w jakiej dziś ją pielęgnujemy. Wcześniej była to skromna wieczerza mająca tylko skracać czas oczekiwań przed pasterką.

    Do dziś na Podhalu, ale też w innych regionach Polski, jadłem z wigilijnego stołu dzielono się symbolicznie ze zwierzętami: świniami, krowami i kurami. Grzechem strasznym było natomiast podzielenie się jedzeniem z psem pilnującym obejścia, bo raz kiedyś jego praprzodek obszczekał pana Jezusa.

    Upustem radości z okazji narodzin Zbawiciela były najróżniejsze psikusy. Najwięcej radości sprawiało panom w trakcie pasterki przypinanie klęczącym kobietom, ale przede wszystkim młodym dziewczynom, końca spódnicy do kołnierza od płaszcza. Pamiętajmy, że wtedy panie nie nosiły bielizny, bo jej nikt nie wymyślił i wydawała się czymś absolutnie zbytecznym. Jeszcze w XIX wieku majtki nosiły tylko kobiety lekkich obyczajów.

    Bogactwa wigilijnych praktyk nie sposób zmieścić w jednym felietonie. Odsyłam wszystkich do książek Hanny Szymanderskiej, która świątecznym zwyczajom poświęciła kilka tomów książek. Mój felieton też się nimi posilał.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama